Sędzia porwał i zabił mu syna. Oprawca dostał spadek, ale zadośćuczynienia nie zapłacił

Polska

10-letni syn Wojciecha Ruminkiewicza z Konina został porwany dla okupu, a następnie zamordowany. Oprawcą okazał się znajomy pana Wojciecha, sędzia z Konina - Krzysztof F. Sąd skazał mężczyznę na 25 lat więzienia. Choć będąc już za kratami F. odziedziczył spadek po rodzicach, wciąż nie zapłacił zadośćuczynienia panu Wojciechowi. Dziś to już ok. 400 tys. zł.

Tragiczną historię Wojciecha Ruminkiewicza z Konina reporterzy "Interwencji" po raz pierwszy prezentowali w marcu 2015 roku. Mężczyzna stracił dziecko w 1996 roku.

 

- To był poniedziałek, 22 stycznia. Wyszedł sobie do salonu gier z dziećmi pograć. Długo nie przychodził. O 17:30 wyszedłem go szukać – mówi Wojciech Ruminkiewicz.

 

Całonocne poszukiwania nie przyniosły rezultatu.

 

Syn prezesa sądu w Koninie

 

- Na drugi dzień w spółdzielni mieszkaniowej, w takiej dużej hali, zorganizowałem akcję poszukiwawczą. Uczestniczyła w tym policja, wojsko, mnóstwo ludzi z osiedla, koledzy, znajomi przyjeżdżali z różnych miast Polski, sprowadzono psy tropiące z Gdańska. No i detektywi spostrzegli w osobie, jak się później okazało, mordercy, podejrzaną osobę – opowiada pan Wojciech.

 

- To był człowiek, który doradzał na osiedlu. Był to były sędzia, prawnik. Syn prezesa sądu w Koninie. Wiedział, gdzie ja mam polokowane pieniądze. Wiedział, gdzie wynajmuję mieszkanie, co mogę sprzedać, jaki mam samochód, gdzie mam działkę - dodaje.

 

Mężczyzna dostał dwa anonimowe listy z żądaniem 100 tys. zł okupu. 

 

- Okup miał być podłożony w Orlinie Małej koło Jarocina. Wówczas syn miał się odnaleźć żywy. Poinformowałem policję. Była bardzo czujna. Pojechała tam wcześniej przed złożeniem okupu – opowiada.

 

"Dlaczego potrzebował tyle pieniędzy?"
 
Mężczyzna syna jednak nie odzyskał. Po kilku dniach poszukiwań aresztowany został sędzia sądu rejonowego.

 

- Był to dla mnie potężny też szok.  Jego ojciec był prezesem sądu. Dlaczego potrzebował tyle pieniędzy? Myślę, że chyba jakiś hazard. Różne opowieści chodziły, ale mnie się wydaje, że to było taką podstawową przyczyną – mówi Jerzy Piasecki, przyjaciel pana Wojciecha.

 

- Po 65 dniach po porwaniu synka, zadzwonił do mnie komendant policji, pan Prochała. Było wpół do trzeciej w nocy i mówi, że znalezione zostały zwłoki dziecka i niestety są to zwłoki Olka - dodaje Wojciech Ruminkiewicz.

 

Zabójca wypłacił 3 tys. zł zadośćuczynienia

 

Sędzia Krzysztof F. został skazany na 25 lat więzienia i został zobowiązany do wypłacenia Wojciechowi Ruminkiewiczowi 100 tys. zł zadośćuczynienia. Przez 20 lat od tego wyroku porywacz i zabójca wypłacił zaledwie 3 tysiące. Pan Wojciech jednak nie poddaje się.

 

- Z racji tej, że morderca nie pracował wiele lat, obecnie pracuje, ale nic nie łoży, wystąpiłem z pozwem do Sądu Okręgowego w Koninie przeciwko rodzinie mordercy. Ponieważ rodzice mordercy zmarli, zostawili majątek, a porywacz – Krzysztof F. zrzekł się tego majątku na rzecz brata. Wiadomo, była to prawnicza układanka, bo kiedyś z więzienia wyjdzie, pieniądze mu będą potrzebne – opowiada pan Wojciech.

 

Towarzyszymy mężczyźnie podczas ostatniej rozprawy.

 

"Nie chcę go spotkać, nie wiem jakbym się zachował"

 

- W dniu dzisiejszym zaproponowałem stronie możliwość kwotową spłaty. Jak nie stać tej rodziny prawniczej, to poprzez raty. Zaproponowałem 100 tysięcy i później obniżyłem to. Może ich nie stać? Jest to kwota zasądzona 20 lat temu - 400 tys. zł (do takiej sumy urosła przez odsetki – red.). Może za mało zaproponowałem, ale mimo to, nie było akceptacji - mówi.

 

Mimo odstąpienia od znacznej części roszczeń przez pana Wojciecha, pełnomocnik rodziny zabójcy odmówił zawarcia ugody. Sprawa może ciągnąć się jeszcze bardzo długo, jednak pan Wojciech nie traci nadziei.

 

- Mam sygnały od znajomych, od rodziny mordercy, że ten majątek po zmarłych rodzicach (sędziego Krzysztofa F.) był znacznie większy. Był określany na 500 tys. zł, ale rodzina przedstawiła, że tam jest 16 tys. zł poprzez środki oszczędności, samochód warty 12 tys. zł i mieszkanie trzypokojowe – mówi pan Wojciech.

 

- Kiedyś przyjdzie taki czas i on będzie musiał wyjść, czego się na pewno boi. Nie jestem mściwy, żebym go szukał, ale każdy rodzic niech sobie odpowie, czego by życzył takiemu zwyrodnialcowi, jakby stracił dziecko. Dlatego go nie chcę spotkać, nie wiem jakbym się zachował – dodaje.

 

Interwencja

luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze