Polityk PiS z zarzutem podszywania się pod inną osobę. "Nie mam sobie nic do zarzucenia"

Polska
Polityk PiS  z zarzutem podszywania się pod inną osobę. "Nie mam sobie nic do zarzucenia"
leszeklanger.pl
Leszek Langer z byłą premier Beatą Szydło.

Leszek Langer, szef PiS w Nowym Sączu, wykorzystując dane osobowe Emilii Brown, prezes Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym NOX, stworzył "w celu wyrządzenia jej szkody osobistej" stronę internetową i miał umieścić na niej nieprawdziwe i dyskredytujące ją informacje". Usłyszał zarzut zagrożony karą do trzech lat więzienia. Polityk przyznał, że stronę stworzył, ale twierdzi, że "jest niewinny".

Leszek Langer to nie tylko szef PiS w Nowym Sączu, ale i dyrektor Sądeckiego Urzędu Pracy. Wcześniej m.in. pełnił funkcję dyrektora Wydziału Integracji i Rynku Pracy Urzędu Miasta w Nowym Sączu, gdzie zajmował się się m.in. sprawami osób niepełnosprawnych.


W kwietniu 2016 r. uruchomił stronę internetową www.emiliabrown.pl, na której umieszczał również nieprawdziwe - jak argumentuje policja - informacje o Emilii Brown.

 

Brown jest prezesem fundacji NOX, zajmującej się "pomocą na rzecz osób fizycznie niepełnosprawnych i ich rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej m.in. w nauce, pracy, sporcie i rekreacji przez małe wsparcie finansowe lub rzeczowe". Fundacja także "organizuje krótkie wycieczki do Oxfordu, które często są jedyną okazją wyjazdu za granicę dla wielu osób, zwłaszcza na wózku inwalidzkim".


Link do strony wraz z opisem "wszystko na temat Emilii Brown" był zamieszczany przez użytkownika o nicku Emil Brązowy w komentarzach na jednym z lokalnych portali.

 

Na stronie pojawiały się informacje, że kobieta jest zaangażowana politycznie w partię KORWIN Janusza Korwin-Mikkego. "To zdumiewające, że matka niepełnosprawnego dziecka potrafi z taką determinacją angażować się w partię polityczną, której założyciel mówi o »likwidacji dzieci niepełnosprawnych« i publicznie znieważa rodziców dzieci, których dotknął problem niepełnosprawności" - napisał m.in. autor strony.

 

"Byłam przerażona"

 

O istnieniu strony Brown dowiedziała się w czerwcu ubiegłego roku i natychmiast poinformowała prokuraturę.

 

- Byłam przerażona, bo takie działania mogą odbić się fatalnie na osobach, którym pomaga fundacja. Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że podważanie czyjejś działalności, osłabia pozycję u sponsorów - powiedziała Brown "Gazecie Krakowskiej".


Jak twierdzi kobieta, sama zdobyła informacje od administratora strony, kto jest jej założycielem i autorem wpisów.

 

"Wyrządził szkodę osobistą"


Nazwisko Langera Brown podała Prokuraturze Rejonowej w Nowym Sączu w styczniu. Siedem miesięcy później prokuratorzy wraz z policją uznali, że przez wzgląd na kontakty służbowe z podejrzewanym nie mogą zająć się sprawą i przekazali ją policji w Nowym Targu.


Ta 13 grudnia postawiła politykowi zarzut z art. 190a par. 2 Kodeksu karnego - kto podszywa się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej - zagrożony jest karą do trzech lat pozbawienia wolności.


"Wykorzystując dane osobowe Emilii B. stworzył w celu wyrządzenia jej szkody osobistej, stronę internetową, umieszczając następnie na niej nieprawdziwe i dyskredytujące ją informacje" - brzmi zarzut postawiony Langerowi przez policję.


Sprawa została przekazana do prokuratury.


"Założyłem niewielką stronę"


Polityk twierdzi jednak, że nie ukrywał, że to on jest autorem strony.


"Nie ukrywając niczego, ani tym bardziej swojej osoby jako autora w/w strony, założyłem niewielką stronę o Emilii B. na której zebrałem ogólnie dostępne w internecie informacje o jej zaangażowaniu politycznym w środowisku Janusza Korwina Mikke i wykazałem, że atakuje mnie na podłożu politycznym" - napisał w oświadczeniu.


Jak dodał, "postawiłem tam kilka pytań, m.in. jak Emilia B. może angażować się w środowisko Janusza Korwina Mikke, który jawnie i publicznie lekceważy osoby, a zwłaszcza dzieci niepełnosprawne? Co najważniejsze, informacje te nigdy nie były prostowane, ani zaprzeczane przez Panią Emilię B., a ja dowiedziawszy się o niezadowoleniu ze strony samej zainteresowanej, zamknąłem stronę internetową".


"Za cel ataków obrała sobie mnie"


Langer podkreślił także, że Emilia Brown "słynie z ataków politycznych na polityków Prawa i Sprawiedliwości, a która obecnie za cel ataków obrała sobie mnie". "Pani ta w lokalnych mediach wielokrotnie wulgarnie obrażała mnie i pisała nieprawdę na mój temat, uczyniła sobie oręż z utarczki politycznej, w którą wdałem się z nią i która miała miejsce w 2016 roku" - argumentował.


"Informuję, że w każdej chwili byłem i jestem gotowy odpowiedzieć na wszystkie pytania w tej sprawie, nadto nie mam sobie nic do zarzucenia, gdyż kierowałem się wyłącznie chęcią zebrania w jednym miejscu materiałów powszechnie dostępnych na temat działalności tej Pani" - napisał Langer.


Jak dodał: "ponad wszelką wątpliwość moim celem nie było podszywanie się pod dane tej Pani, zresztą każdy kto miał możliwość zapoznania się z treścią tej strony nie ma w tym zakresie wątpliwości".

 
"Porównuje mnie i moją działalność do działalności nazistowskiej"


Według polityka, "strona internetowa o której mowa, była o Emilii B, jako o osobie publicznej i jej działalności politycznej, nie zawierała słów, ani określeń obraźliwych, czy też w jakiejkolwiek sposób wyrządzających jej szkodę".


W oświadczeniu Langer zaznacza także, że to Brown "na założonych jeszcze przed 2015 rokiem przez siebie stronach internetowych, aktywnych do dziś, (www.demokracja-na-fali.pl oraz www.fundacja-nox.org) porównuje mnie i moją działalność do działalności nazistowskiej, nie przebierając w słowach, zarzuca mi czynności, w których nigdy nie brałem udziału".

 


Langer tłumaczy także, że "po szkalujących mnie publikacjach tekstowych pani Emilii B. na jej stronach, nie podejmowałem żadnych kroków prawnych przeciwko autorce tych tekstów – wiedząc, że polemika polityczna pomiędzy dwiema osobami publicznymi, obarczona jest ryzykiem pojawienia się krytyki i taka polemika mieści się – jeśli nie w granicach smaku, to w granicach demokracji".

 

"Nikt nie stoi ponad prawem"

 

Polityk twierdzi również, że chciał rozmawiać z Brown, aby wyjaśnić sprawy, ale kobieta się na to nie zgodziła.


"Policja zgodnie z procedurą, mając zgłoszenie (nawet najbardziej absurdalne) musi podjąć czynności celem ich wyjaśnienia, ja to rozumiem i szanuję. Nikt nie stoi ponad prawem, a działania Policji jedynie utwierdzają w poczuciu przekonania, że wszystkich obywateli Policja traktuje tak samo" - podkreślił Langer.


Jak dodał, "liczę na szybkie zakończenie sprawy, albowiem jestem niewinny i nie mam sobie nic do zarzucenia".

 

W 2015 r. Brown na stronie demokracja-na-fali.pl zamieściła list otwarty, w którym domagała się dymisji Langera ze stanowiska dyrektora Wydziału ds. Problematyki Osób Niepełnosprawnych. Zarzucała mu m.in. niekompetencję, brak odpowiedniego wykształcenia oraz brak wrażliwości na potrzeby niepełnosprawnych. 

 

"Megaloman, hipokryta i kłamliwy próżny arogant"

 

"Ze względu na to, że nie ma merytorycznego przygotowania, często udziela błędnych informacji swoim petentom, nie przychodzi na umówione spotkania, nawet nie zawiadamia wcześniej o ich odwołaniu; nie dotrzymuje obietnic, nie odpowiada na telefony, a połączenia przekierowywane na inny numer, pozostają często bez odpowiedzi" - napisała.

 

W liście Brown sugerowała także, że Langer mógł otrzymać posadę dzięki poparciu przez senatora PiS, którego był rzecznikiem. 

 

"Jestem zaskoczona jego polemiką na jego stronie internetowej, którą można by nazwać sądeckim "Mein Kampf". Strona dotyczy negatywnych aspektów zarządzania Nowym Sączem na przestrzeni ostatnich lat. Podane informacje są sprzeczne z oceną w ostatnim ogólnopolskim rankingu na temat zarządzania miast" - przekonywała Brown.

 

"Z moich rozmów z ludźmi niepełnosprawnymi wyłania się postać dyrektora, którego można określić jako megalomana, hipokrytę i kłamliwego próżnego aroganta, lekceważącego interesy osób najbardziej dotkniętych losem, nie wypełniającego kompetentnie swojej zawodowej funkcji, promującego jedynie własne interesy" - podkreśliła w liście, którego adresatami byli m.in. prezydent Nowego Sącza Ryszard Nowak, lokalne media, a także prezes PiS Jarosław Kaczyński i senator Stanisław Kogut. 

 

gazetakrakowska.pl, sadeczanin.info, polsatnews.pl

prz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze