Impreza bez wstępu dla białych. Skandal w związku z "niemieszanymi" warsztatami we Francji

Świat
Impreza bez wstępu dla białych. Skandal w związku z "niemieszanymi" warsztatami we Francji
pixabay.com/public domain

Skandal wywołała we Francji wiadomość, że sekcja SUD Education 93 lewicowej federacji związków zawodowych Solidaires organizuje kurs o przeciwdziałaniu rasizmowi połączony z warsztatami "niemieszanymi", czyli zamkniętymi dla białych.

Zapowiedziany na grudzień dwudniowy kurs nazywa się "Na skrzyżowaniu ucisków, czyli jak wygląda antyrasizm w szkole?". Jako jeden z tematów warsztatów wybrano „analizę rasizmu państwa, szczególnie w sektorze oświaty”.

 

Do telewizji i gazet sprawa kursu trafiła za pośrednictwem mediów społecznościowych, mimo że program spotkania został umieszczony na stronie internetowej SUD Education 93 już jakiś czas temu (93 w nazwie to numer departamentu Seine-Saint-Denis pod Paryżem).

 

Minister edukacji Jean-Michel Blanquer w odpowiedzi na interpelację poselską oświadczył, że "już samo sformułowanie (rasizm państwa - red.) jest skandaliczne", i zapowiedział, że wniesie skargę o zniesławienie przeciw SUD Education 93.

 

Od projektu odciął się przewodniczący stowarzyszenia SOS Rasizm Dominique Sopo. W komunikacie wyraził on "osłupienie z powodu inicjatywy, która nie ma nic wspólnego" ze zwalczaniem rasizmu, a "niemieszane warsztaty" nazwał "wprowadzaniem do Francji apartheidu".

 

Jednak już przewodniczący rady stowarzyszeń osób czarnoskórych we Francji (CRAN) Louis-Georges Tin ocenił, że "rasizm państwa oczywiście istnieje". - Jak inaczej nazwać to, że czarnoskórzy i Arabowie są kontrolowani przez policję sześciokrotnie częściej niż biali? - pytał.

 

Początkowy program nie uległ większym zmianom

 

Planowany kurs to nie pierwsza impreza bez wstępu dla białych. W czerwcu br. subwencjonowane przez merostwo Paryża stowarzyszenie Mwasi ogłosiło Festiwal Afrofeministyczny, w ramach którego przewidziano zajęcia zarezerwowane dla "osób z rasą" (racisees). Tego nieznanego w języku francuskim pojęcia często używają organizacje uznawane za lewacko-islamistyczne na określenie osób o kolorze skóry innym niż biały.

 

Protest w sprawie festiwalu najpierw zgłosiły stowarzyszenia uważane za skrajnie prawicowe, nie zwróciło to jednak uwagi opinii publicznej. Następnie mer Paryża Anne Hidalgo zapowiedziała, że zakaże festiwalu, szybko jednak poszła na kompromis - w przestrzeni publicznej odbywać się miały imprezy dostępne dla wszystkich, a te dozwolone jedynie dla kobiet oraz dla osób (a więc i dla mężczyzn) "z rasą" - w lokalach prywatnych.

 

Stowarzyszenie Mwasi odpowiedziało na Twitterze, że początkowy program spotkania nie uległ większym zmianom. Festiwal odbył się pod koniec lipca.

 

"W antyrasizmie mieszka nowy rasizm"

 

Przed wakacjami osoby powiązane z ekstremistycznymi Tubylcami Republiki - uważanym za lewacko-islamistyczne stowarzyszeniem politycznym muzułmanów - ogłosiły zapisy na "obóz dekolonizacyjny", przeznaczony wyłącznie dla osób "cierpiących z powodu rasizmu państwa". Rok wcześniej ten sam obóz odbył się niezauważony przez media.

 

Według publicysty dziennika "Le Figaro" Ivana Rioufola "ideologia antyrasistowska, która na pierwszy plan wysuwa pochodzenie i rasę, choć twierdzi, że rasy nie istnieją, kolejny raz odsłania swą prawdziwą twarz". - Od dawna twierdzę, że w antyrasizmie mieszka nowy rasizm - podkreślił.

 

Filozof Paul Thibaud uznał podejście organizatorów "antyrasistowskich" imprez za "fantazjowanie", ale "niepozbawione logiki". - Prawdą jest, że istnieją nierówności, takie jak rasizm, dyskryminowanie kobiet i wiele innych. Jeżeli jednak zamiast te zjawiska krytykować przenosi się je do polityki, prowadzi to od prawdy do kłamstwa - powiedział myśliciel.

 

Anna Alter, dziennikarka i autorka książki "Le fief rouge. Derriere le periph" (Czerwone lenno. Za rogatkami), mieszkająca w Aubervilliers w departamencie 93, oceniła, że "apartheid stał się codziennością na tych przedmieściach Paryża", gdzie większością są muzułmanie.

 

Dziennikarka przypomina, że socjaliści i komuniści, od lat zmieniający się u władzy na czele Rady Departamentalnej, otaczali się wyłącznie muzułmańskimi radnymi w przekonaniu, że w ten sposób zapewnią sobie stały elektorat. W wyniku tej polityki rada jej departamentu jest obecnie niemieszana - podkreśliła.

 

Jak przypomniała, wkrótce po zamordowaniu przez terrorystów redaktorów tygodnika "Charlie Hebdo" w 2015 roku Aubervilliers nadało honorowe obywatelstwo Marwanowi Bargutiemu, skazanemu w Izraelu na dożywocie za przygotowywanie zamachów terrorystycznych i kierowanie nimi.

 

"Trudne" przedmieścia Paryża

 

Zdaniem Anny Alter jest to "antysyjonizm" będący przejawem antysemityzmu. Jak mówi, na żydowskich domach w Aubervilliers pojawiają się swastyki, a rada miejska nie chce sprzedać żydowskiej szkole leżącego odłogiem terenu w nadziei - jak ocenia rozmówczyni - że szkoła wyprowadzi się z miasta.

 

Dziennikarka powiedziała też, że szef jednego z działów merostwa zagroził koledze, że go zarżnie, a w jego mieszkaniu znaleziono flagi Państwa Islamskiego (IS). W miejscowym meczecie salafistycznym otwarcie głosi się nienawiść do Francuzów - dodała.

 

"Niemieszane" imprezy w rodzaju kursu organizowanego przez SUD Education 93 to tylko przykład tego, w jakim kierunku zmierza sytuacja na trudnych przedmieściach Paryża - podsumowuje Alter.

 

PAP

zdr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze