Szokujące błędy policji ws. zabójstwa 20-letniej Kai. "To sprawca zabójstwa powinien przeprosić rodzinę"

Polska

Dziennikarka Polsat News dotarła do dokumentów, z których wynika, że policja popełniła skandaliczne błędy w sprawie morderstwa 20-latki. Poszukiwania przerwano dzień po zgłoszeniu jej zaginięcia. Skłamano, że doszło do przeszukania mieszkania, w którym w wersalce znaleziono ciało dziewczyny. Ponadto sprawca morderstwa był dwukrotnie zatrzymywany przez policję i wypuszczany na wolność.

Dziewczyna została zamordowana w nocy z 14 na 15 sierpnia. Jej partner Artur W. ukrył związane ciało w wersalce znajdującej się w jego mieszkaniu.

 

Zgłoszenie o zaginięciu kobiety wpłynęło do policji 17 sierpnia. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli, która dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat Artura W. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta pozostała w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

 

Na zlecenie zduńskowolskiej policji do wynajmowanego przez mężczyznę mieszkania na osiedlu Teofilów udali się funkcjonariusze z Łodzi oraz straż pożarna.

 

Strażacy weszli do mieszkania przez okno, stwierdzili, że nikogo w nim nie ma. Na tej podstawie funkcjonariusze z Łodzi wysłali do Zduńskiej Woli informację, że mieszkanie zostało sprawdzone i nie ma w nim poszukiwanej.

 

Winni zaniedbań mieli zostać ukarani

 

Rodzina codziennie prosiła policję, by ta ponownie przeszukała mieszkanie Artura W. Dopiero po interwencji dziennikarzy Polsat News, 10 dni po zaginięciu dziewczyny, funkcjonariusze weszli do środka. Wówczas znaleźli ciało Kai znajdujące się w wersalce.

 

- Ani w formie listownej, ani w formie telefonicznej policja nas nie przeprosiła niestety - powiedział Damian Wiśniewski, brat zamordowanej dziewczyny.

 

Choć od tych zdarzeń minęły już trzy miesiące, a Komendant Wojewódzki Policji w Łodzi zapowiadał ukaranie winnych zaniedbań, to wszyscy policjanci, którzy się ich dopuścili, wciąż pracują na swoich stanowiskach.

 

- Ja myślę, że głównym winnym tej całej sytuacji i tą osobą, która powinna  słowa "przepraszam" powiedzieć tej rodzinie jest sprawca tego zabójstwa - powiedziała Joanna Kącka z KWP w Łodzi.

 

Dzień później czynności przerwano

 

Reporterka Polsat News Ewa Żarska dotarła do ukrywanych do tej pory policyjnych notatek z sierpnia. Wynika z nich, że już dzień po zgłoszeniu zaginięcia Kai, z polecenia naczelnika wydziału kryminalnego w Komendzie w Zduńskiej Woli, przerwano czynności w sprawie poszukiwań zaginionej.

 

Funkcjonariusze twierdzą, że już godzinę później działania wznowiono. Nie potrafią jednak tego poprzeć dokumentami.

 

- Nie ma postępowań dyscyplinarnych w Zduńskiej Woli - stwierdziła Kącka.

 

Strażak nie zauważył nic niepokojącego

 

Gdy policjanci przestali szukać Kai, rodzina na własną rękę rozpoczęła śledztwo. 19 sierpnia pojechali do mieszkania Artura W. i wezwali policję i straż pożarną, by ci weszli do środka.

Policjanci nie weszli jednak do lokalu, a strażak, który zeznawał później, że dokładnie przeszukał mieszkanie, nic niepokojącego w nim nie zauważył, pomimo że w wersalce od czterech dni leżały zwłoki kobiety.

 

Jeździł po całej Polsce

 

Po zabójstwie Artur W. uciekł z Łodzi. Jeździł po całym kraju - ukrywał się w Poznaniu, Przemyślu, Kluczborku, Kutnie, Rzeszowie i Wrocławiu. W Rzeszowie został zatrzymany przez policję za kradzież w sklepie. Podał swoje dane, dostał mandat i został wypuszczony.

 

Po raz drugi zatrzymany został we Wrocławiu - tym razem za spanie na ławce w miejskim parku. Policjanci znaleźli przy nim dowód zamordowanej dziewczyny. Sprawdzili dokument i oddali go Arturowi W. Mężczyzna został tylko ukarany mandatem za spanie w miejscu publicznym.

 

Artur W. został zatrzymany dopiero dwa tygodnie po zabójstwie, w Koszalinie.

 

Polsat News 

zdr/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze