Hałas w miejscu, gdzie zaginął okręt podwodny, charakterystyczny dla eksplozji

Świat
Hałas w miejscu, gdzie zaginął okręt podwodny, charakterystyczny dla eksplozji
PAP/EPA/Mauricio Arduin
Bliscy załogi okrętu przed bazą marynarki wojennej w Mar de la Plata

Analizy nietypowego hałasu w miejscu, w którym w dniu zaginięcia znajdował się argentyński okręt podwodny ARA San Juan z 44 osobami na pokładzie, wykazały, że był on charakterystyczny dla eksplozji - ogłosiła w czwartek argentyńska marynarka wojenna. Po wypowiedzi rzecznika w bazie w Mar del Plata, dokąd miał dopłynąć okręt i gdzie zebrali się bliscy marynarzy, rozległ się płacz.

Do marynarki wojennej dotarły informacje, że "nietypowe, krótkie, potężne, nienuklearne zdarzenie odpowiadało eksplozji" - oświadczył na konferencji prasowej rzecznik marynarki Enrique Balbi.

 

Balbi przekazał, że informacje te pochodzą od ambasadora Argentyny w Austrii Rafaela Grossiego, który jest ekspertem nuklearnym i członkiem Organizacji Traktatu o Całkowitym Zakazie Prób z Bronią Jądrową (CTBTO).

 

"Nietypowy sygnał"

 

Tymczasem przedstawicieli CTBTO Mario Zampolli powiedział agencji Reutera, że sygnał ten "może odpowiadać eksplozji, ale nie ma co do tego pewności".

 

Potwierdził opis Balbiego, że chodziło o "nietypowy i krótki" sygnał. - Możemy też obliczyć czas, w jakim doszło w tym miejscu do tego zdarzenia. Chodzi o ok. 3,5 godz. po ostatnim kontakcie okrętu podwodnego z bazą - dodał Zampolli.

 

CTBTO dysponuje siecią stacji monitorujących na całym świecie, których zadaniem jest wykrywanie tajnych wybuchów atomowych. Stacje są wyposażone m.in. w podwodne mikrofony, które monitorują oceany pod kątem fal dźwiękowych.

 

Organizacja potwierdziła w czwartek, że w ubiegłym tygodniu w pobliżu miejsca, w którym zaginął ARA San Juan, odnotowała "nietypowy podwodny sygnał". Został wykryty przez dwie stacje. CTBTO w oświadczeniu podała, że przekazała te informacje władzom Argentyny, które koordynują poszukiwania ARA San Juan.

 

Rzecznik Balbi na konferencji w siedzibie marynarki wojennej w Buenos Aires zaapelował o spokój i zapewnił, że operacja poszukiwawcza będzie kontynuowana, dopóki nie będzie pewności, iż doszło do eksplozji i dopóki nie pojawią się nowe wskazówki.

 

Okręty oraz samoloty, które biorą udział w zakrojonych na szeroką skalę poszukiwaniach, wciąż próbują zlokalizować okręt podwodny. Łączność z jednostką utracono, gdy znajdowała się w odległości ok. 432 km od wybrzeży Patagonii.

 

14 statków i 10 samolotów bierze udział w poszukiwaniach

 

Dziennik "La Nacion" przedstawia hipotezę o wybuchu będącym rezultatem zwarcia w bloku 960 akumulatorów, który zasila w energię okręt.

 

Według marynarki wojennej załoga 15 listopada zasygnalizowała awarię elektryczną akumulatorów, ale po chwili poinformowała bazę, że problem został rozwiązany. Uznano, że problem nie był na tyle poważny, aby uruchamiać nadzwyczajne procedury.

 

Już w środę wieczorem Balbi ujawnił, że 15 listopada, czyli w dniu zaginięcia okrętu, wykryto "anomalię hydroakustyczną" i "niezwykły hałas" w miejscu, w którym jednostka po raz ostatni podała swoją pozycję. Odmówił jednak sprecyzowania, czy był to odgłos eksplozji.

 

Już wtedy bliscy marynarzy opuszczali bazę zrozpaczeni, niektórzy płakali. Wiedzą, jak wygląda codzienność na okręcie podwodnym, i zdają sobie sprawę, co może oznaczać określenie "hałas" - komentuje AFP.

 

- Oddaj mi mojego syna! - krzyczała, stojąc na brzegu Oceanu Atlantyckiego jedna z matek - relacjonuje agencja.

 

W operacji poszukiwawczej bierze udział ponad 4 tys. ludzi. Akcja jest prowadzona na obszarze o długości 1000 km z północy na południe i 500 km od wschodu na zachód. Podczas operacji wykorzystywanych jest 14 statków i 10 samolotów, nie tylko z Argentyny, ale też z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Brazylii i Chile.

 

Utrudnione poszukiwania

 

Wcześniej poinformowano, że obiekt, wykryty niedaleko miejsca, gdzie w ubiegłym tygodniu zaginął okręt, nie jest zaginioną jednostką.

 

Obiekt zauważyła załoga samolotu P-8A Poseidon.

 

Samolot US Navy powrócił do bazy w porcie Bahia Blancana na wschodnim wybrzeżu Argentyny w środę w nocy czasu lokalnego - podała agencja Reutera. Wcześniej jego załoga informowała, że nie można było zidentyfikować tego obiektu i nie wiadomo, czy był związany z zaginioną jednostką ARA San Juan.

 

Jak poinformowała rzeczniczka ambasady USA w Argentynie, wykonana przez marynarkę wojenną USA analiza danych wykazała, iż obiekt widziany na Ocenie "nie jest zaginionym okrętem podwodnym".

 

W ostatnich godzinach warunki znowu pogorszyły się; wysokie fale i wiatr wiejący z prędkością 90 km na godzinę utrudniają akcję poszukiwawczo-ratunkową.

  

Zapasy tlenu na wyczerpaniu

 

Według rzecznika marynarki wojennej Argentyny Enrique Balbiego poszukiwania okrętu podwodnego ARA San Juan weszły w środę w "krytyczną fazę", gdyż wkrótce załodze skończą się zapasy tlenu.

 

Rzecznik wyjaśnił, że jeśli okręt zatonął lub z innych powodów nie jest w stanie wypłynąć na powierzchnię od 15 listopada, kiedy po raz ostatni nawiązano z nim łączność, to zapasy tlenu na jego pokładzie są na wyczerpaniu. Wystarczają one bowiem tylko na 7 dni.

 

Utracona łączność z okrętem

 

Łączność z okrętem utracono, gdy znajdował się w odległości 432 km od wybrzeży Patagonii.

 

W poniedziałek 13 listopada jednostka opuściła port Ushuaia w południowej Argentynie na Ziemi Ognistej i zmierzała do nadmorskiego miasta Mar del Plata w prowincji Buenos Aires na wschodzie, gdzie mieści się baza marynarki wojennej. Jednostka miała problemy komunikacyjne, które mogły być spowodowane awarią elektryczną.

 

ARA San Juan to okręt podwodny niemieckiej produkcji o napędzie dieslowsko-elektrycznym; zwodowany został w 1983 roku i jest najnowszym z trzech okrętów podwodnych argentyńskiej marynarki wojennej. Według specjalistów z Jane's Sentinel w 2008 roku w Argentynie okręt przeszedł przebudowę, podczas której wymieniono cztery silniki Diesla i silnik elektryczny.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze