"Złe informacje dla Europy". Media o problemach z utworzeniem rządu w Niemczech

Świat
"Złe informacje dla Europy". Media o problemach z utworzeniem rządu w Niemczech
PAP/EPA/CLEMENS BILAN

Brytyjskie media oceniają, że problemy ze stworzeniem nowego rządu w Niemczech mogą mieć negatywne konsekwencje dla przyszłości UE i utrudnić negocjacje ws. Brexitu. Niemieccy komentatorzy nie kryją zaniepokojenia skutkami fiaska rozmów dla polityki międzynarodowej. Ich zdaniem Niemcy mogą stracić opinię wzorowej demokracji. Za jedną z przyczyn niepowodzenia uważają spór o politykę migracyjną.

"The Times" napisał w komentarzu o "udrękach Merkel", podkreślając, że niepowodzenie misji stworzenia rządu "szkodzi Niemcom i Europie", a przed kanclerz "najgorszy kryzys polityczny jej 12 lat na urzędzie".

 

"To złe informacje dla Europy. Plany reform francuskiego prezydenta (Emmanuela) Macrona zależą od silnych Niemiec wspierających nową, dynamiczną oś Paryż-Berlin. (...) Merkel stała się zakładniczką swoich historycznych pomyłek i przestaje być niekwestionowanym liderem Europy" - oceniła gazeta.

 

"The Times" napisał, że Merkel "przekonała samą siebie o tym, iż jest nie do zastąpienia i nie wychowała swojego następcy". "Polityk nazywana niegdyś królową Europy wydaje się być blisko abdykacji" - uznała gazeta.

 

"The Times" zwrócił też uwagę, że część eurosceptycznych polityków brytyjskiej Partii Konserwatywnej zaapelowała do rządu o wstrzymanie się z dalszymi ustępstwami w negocjacjach dotyczących Brexitu i podjęcie próby wykorzystania kryzysu w Niemczech do uzyskania korzystniejszych rozwiązań.

 

Jeden z czołowych zwolenników Brexitu Jacob Rees-Mogg ocenił, że byłoby "głupotą" zwiększanie oferty finansowej wobec Unii Europejskiej w tym momencie.

 

"Europa znajdzie się w nowej i niebezpiecznej sytuacji"


"Financial Times" wyraził opinię, że załamanie się negocjacji w sprawie powołania nowego rządu w Niemczech jeszcze bardziej osłabiają stabilność Unii Europejskiej, "wstrząśniętej brytyjską decyzją" o Brexicie.

 

Gideon Rachman, główny komentator polityki zagranicznej w "FT", przypomniał, że niemiecka kanclerz urzęduje od 2005 roku, kiedy "Emmanuel Macron dopiero co skończył uniwersytet, a Donald Trump wciąż był tylko gwiazdą telewizji i człowiekiem od nieruchomości".

 

"Jedyny lider G20, który jest dłużej u władzy, to Władimir Putin, a porównanie ich dokonań ujawnia wiele mówiący kontrast. Za Putina Rosja straciła przyjaciół, została wciągnięta w wojny i ucierpiała w wyniku sankcji ekonomicznych. Z kolei za rządów Merkel niemiecki dobrobyt i wpływ polityczny ciągle rósł. W wielu istotnych kwestiach - Rosja, uchodźcy, euro - Niemcy stali się narodem nie do zastąpienia, a decyzje podejmowane w biurze kanclerz w Berlinie miały kluczowe znaczenie dla rozwoju wydarzeń" - dodał Rachman.

 

"Jeśli - co wydaje się możliwe - koniec ery Merkel jest w zasięgu wzroku, to Europa znajdzie się w nowej i niebezpiecznej sytuacji" - ocenił.

 

"Przyszłość europejskiego projektu może być w tarapatach"


"Patrząc szerzej, po Brexicie, wyborze Trumpa i rozwoju quasi-autorytarnych rządów w Polsce i na Węgrzech Merkel była fetowana jako najpotężniejsza obrończyni międzynarodowego liberalnego porządku, który nagle znalazł się pod bezprecedensową presją" - ocenił, przypominając m.in. decyzję o przyjęciu ponad miliona uchodźców z Bliskiego Wschodu.

 

"Jeśli nawet Niemcy nie wyglądają solidnie i przewidywalnie, cała przyszłość europejskiego projektu może być w tarapatach" - uznał Rachman.

 

"The Telegraph" ocenił, że załamanie się negocjacji koalicyjnych w Niemczech jest "największym kryzysem (w niemieckiej polityce) od 70 lat".

 

"Jeśli w ogóle przetrwa"


W komentarzu redakcyjnym dziennikarze ocenili, że "osłabiona Merkel nie może skupić się na Brexicie". Uznali, że jej "status jako najpotężniejszego polityka w Europie znacząco ucierpiał w ostatnich tygodniach, co pokazuje, że nawet niemiecka kanclerz nie jest odporna na wiatr zmiany na kontynencie".

 

Gazeta wskazała, że "bez porozumienia koalicyjnego jedyne opcje dla Merkel to stworzenie mniejszościowego rządu - pierwszego w historii Niemiec, który jeszcze bardziej osłabiłby jej pozycję - lub przedterminowe wybory".

 

"Wielka Brytania miała nadzieję, że Merkel będzie mogła skupić się na Brexicie i pomoże w wypracowaniu wzajemnie korzystnego porozumienia, które unijni liderzy muszą uznawać za leżące w ich interesie, nawet jeśli brukselscy biurokraci tak na to nie patrzą. Teraz wygląda na to, że będzie przede wszystkim zajęta czymś innym - jeśli w ogóle przetrwa" - napisał "Telegraph".

 

"Europejscy politycy, którzy byli zachwyceni problemami (brytyjskiej premier) Theresy May, gdy w czerwcu straciła większość parlamentarną, powinni wziąć pod uwagę, że udało jej się doprowadzić do porozumienia z (północnoirlandzką Demokratyczną Partią Unionistyczną) DUP względnie szybko i pozostać na urzędzie" - podkreślono.

 

"Obóz mieszczański jest podzielony"

 

"Europie nieoczekiwanie przybył w niedzielę jeszcze jeden kryzys" - pisze we wtorek Berthold Kohler na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

 

"Niemcy uważane były za zjawisko wyjątkowe wśród swoich sąsiadów: za kraj politycznie stabilny i obliczalny, zorientowany na zgodę i zdolny do kompromisu" - zaznacza komentator.

 

"Jedno uderzenie ze strony partii, która dopiero co powróciła do parlamentu (FDP), wystarczyło, by ten hymn pochwalny (na cześć Niemiec) zaciął się" - podkreśla "FAZ".

 

"Po raz pierwszy w historii RFN tworzona koalicja rządowa na poziomie kraju nie doszła do skutku. Obóz mieszczański jest podzielony" - pisze Koehler.

 

Autor zwraca uwagę, że za fiasko rozmów odpowiedzialność ponosi nie tylko FDP, która zerwała negocjacje, lecz także Zieloni ze swoją "ideologiczną zawziętością w polityce migracyjnej". Czterem partiom nie udało się "zasypać rowów, które dzielą Niemcy od jesieni 2015 roku".

 

"Decyzja FDP nie wyrzuci Niemiec z orbity sukcesu"

 

Zdaniem Kohlera Merkel udało się usunąć z dyskusji publicznej jeden z ważnych tematów spornych, jakim była energia atomowa, jednak "nakazane przez nią i później bronione otwarcie granicy dla fali uchodźców na nowo podzieliło Niemcy i Europę". Komentator uważa, że problematyka migracyjna była również przyczyną fiaska rozmów koalicyjnych.

 

"Mamy do czynienia z kryzysem przy tworzeniu nowej koalicji i rządu, ale nie z kryzysem państwa. Krajowi powodzi się dobrze, decyzja FDP (o zerwaniu rozmów) nie wyrzuci Niemiec z orbity sukcesu" - podkreśla Kohler.

 

W drugim komentarzu w tej samej gazecie Klaus-Dieter Frankenberger zauważa, że obawy, iż Niemcy mogą się stoczyć w fazę niestabilności, są co prawda przesadzone i nie uwzględniają politycznej odporności kraju, to jednak są one faktem.

 

"Można zapomnieć o reformach Europy"

 

"Jeżeli centralnemu mocarstwu europejskiemu grozi niestabilność, jeżeli odpada ono jako siła dająca impulsy, co niepokoi prezydenta Francji, to można zapomnieć o reformach Europy" - zauważa komentator.

 

Jego zdaniem można uznać za "ironię historii" to, że podczas europejskiego kryzysu zadłużeniowego niemiecki rząd musiał wysłuchiwać niepochlebnych komentarzy o dyktacie i hegemonii, a także porównań z nazistowską przeszłością, a dziś sąsiadów i partnerów Niemiec irytuje nie siła, lecz ich rzekoma słabość i nieobliczalność.

 

Za "gorzką pointę" komentator uznał to, że Niemcy przez lata czekały na francuskiego partnera, żeby stanął gospodarczo na nogi, a obecnie same stały się problemem, podczas gdy w Paryżu "wieje wiatr gospodarczej i europejskiej odnowy".

 

"Europie brak jest oparcia"

 

"Sueddeutsche Zeitung" ostrzega, że Niemcy "tracą nimb nowoczesnej wzorcowej zachodniej demokracji".

 

Szef redakcji zagranicznej opiniotwórczej gazety podkreśla, że od czasów kryzysu finansowego, a szczególnie od populistycznego szoku w 2016 r., gdy doszło do Brexitu i zwycięstwa prezydenta USA Donalda Trumpa, Niemcy stały się "symbolem stabilności i kompromisu".

 

"Brak rządu w Niemczech oznacza, że Europie brak jest oparcia. Kryzys w Berlinie jest kryzysem całego kontynentu. Jeśli doda się do tego nieobliczalność Ameryki Trumpa, mamy do czynienia z kryzysem Zachodu" - pisze Kornelius.

 

Komentator uważa, że sytuacja, w jakiej znalazły się Niemcy, uznana zostanie przez "Erdoganów tego świata" za "oznakę słabości systemu zachodniego, za dowód na wyższość ich autorytarnego stylu".

 

"Kompromis demokratów, będący być może sednem marki made in Germany, przestał funkcjonować. Wzór pozbawił sam siebie blasku" - konkluduje Kornelius w "SZ".

 

"Metoda Merkel zbliża się do kresu"

 

Zdaniem "Die Welt" fiasko rozmów o koalicji jest przede wszystkim porażką kanclerz Angeli Merkel. Jej styl rządzenia, polegający na mediacji i pośredniczeniu między różnymi stanowiskami, wyczerpał się - pisze Thomas Schmid.

 

"Metoda Merkel zbliża się do kresu. Jej dewizą było dotychczas: nie ma alternatywy. Ta metoda odnosiła szczególnie na arenie międzynarodowej znaczne sukcesy. Stosując tę metodę, Merkel doprowadziła jednak, przede wszystkim w polityce krajowej, ale i za granicą, do odpolitycznienia polityki, co jest szczególnie widoczne w utracie przez parlament swoich funkcji" - tłumaczy komentator.

 

Merkel wykonała prawidłowo wiele pojedynczych zadań, lecz popełniła błąd co do całościowej idei politycznej. "To, że obecnie nie jest w stanie zerwać koalicji jamajskiej (koalicja CDU, CSU, FDP i Zieloni-red.) jak przynależnego jej owocu z drzewa polityki, ma też swoje dobre strony. Zbliża się coś nowego" - konkluduje Schmid w "Die Welt".

 

"Perspektywy naprawy UE jeszcze bardziej odległe"

 

Po zerwaniu rozmów koalicyjnych w Niemczech przez liberalną FDP "perspektywy naprawy UE oraz jej waluty stały się jeszcze bardziej odległe" - ocenia we wtorek na łamach "WSJ" Marcus Walker. W jego opinii "wzrastająca fragmentaryzacja europejskiej polityki dotarła do najważniejszego członka UE, powodując wątpliwości, czy Berlin jest gotowy do zmiany kształtu kontynentu".

 

Jak zaznacza, fiasko rozmów między CDU/CSU, Zielonymi i FDP może martwić prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Dziennikarz przypomina, że Berlin już dotychczas był sceptyczny wobec jego planów dotyczących UE, a teraz będzie "jeszcze bardziej się od nich dystansował".

 

Według dziennikarza konserwatywnego "WSJ" wzrost radykalnej prawicy oraz słabnięcie tradycyjnych partii, centrolewicy oraz konserwatystów, powoduje, że "znacznie trudniej utworzyć rząd w kraju, który przez dekady był jednym z najbardziej stabilnych politycznie w Europie". Do spadku popularności partii establishmentu doprowadziły jego zdaniem m.in. kryzys ekonomiczny, wzrost migracji oraz niezadowolenie z technokratycznych elit.

 

W ocenie Walkera to, iż kwestia migracji była jedną z głównych przyczyn braku porozumienia między niemieckimi partiami, pokazuje, że "kryzys uchodźczy wciąż odbija się echem w niemieckiej i europejskiej polityce". Zmusza on - zaznacza Walker - centrowe partie do przyjęcia ostrzejszej poglądów na migrację", by ograniczyć "rośnięcie w siłę populistycznych prawicowych ugrupowań jak AfD". Jego zdaniem "daleko jest do powrotu do poprzedniej przewidywalnej polityki".

 

Z kolei w artykule redakcyjnym "WSJ" odnotowuje, że problemy Merkel spowodowane są głównie traktowaniem przez kanclerz priorytetowo poszukiwania konsensusu, co "często nazywane było pragmatyzmem". Według dziennika nie okazało się to jednak praktyczne, gdyż "pozostawiło wyborców zmęczonych oraz zdezorientowanych nudną kampanią, tak że nie przyznali jej (Merkel) większości".

 

We wrześniowych wyborach Niemcy zagłosowali - ocenia dziennik - za "większą polityczną rywalizacją". "Koalicja ledwie chętnych jest złym sposobem na spełnienie tych oczekiwań" - zaznacza "WSJ".

 

Merkel "nie jest nawet najbardziej wpływową osobą w Niemczech"

 

W analizie dla "Washington Post" Rick Noack ocenia, "jeszcze kilka miesięcy temu Merkel była najbardziej wpływowym europejskim politykiem", a niektórzy wskazywali na nią jako na "lidera świata zachodniego", podczas gdy obecnie "nie jest ona nawet najbardziej wpływową osobą w Niemczech".

 

Noack odnotowuje jednak, że Merkel wciąż ma kilka opcji, by pozostać na stanowisku, a jedną z nich jest utworzenie rządu mniejszościowego. Zaznacza, że "koalicja Jamajki" (CDU/CSU, Zieloni, FDP) i tak "nigdy nie wydawała się stabilną opcją, zważywszy na różnice między partami".

 

"Największym kryzys w karierze"

 

O politycznych problemach Merkel informują również Melissa Eddy oraz Katrin Benhold na łamach "The New York Times". Według dziennikarek niemiecka kanclerz "zmierzyła się w poniedziałek z największym kryzysem w swojej karierze".

 

Jak czytamy w "NYT", upadek rozmów koalicyjnych "wstrząsnął państwem, które jest politycznym i ekonomicznym stabilizatorem Europy". W obliczu negocjacji w sprawie Brexitu, wzrostu radykalnie prawicowego populizmu oraz separatyzmu w Katalonii "niestabilność w zazwyczaj niezawodnych Niemczech powoduje dreszcze w Europie" - piszą Eddy i Benhold.

 

"Wydarzyło się niemożliwe. To jest moment niemieckiego Brexitu, to moment Trumpa" - cytuje "NYT" słowa Christiane Hoffman z magazynu "Der Spiegel". Zaznacza jednocześnie, że zdaniem niektórych ekspertów upadek rozmów to "jedynie znak, że państwo (niemieckie) staje się bardziej, a nie mniej, normalne". Od 1982 r. władze w Berlinie sprawowało jedynie czterech kanclerzy, którzy "rządzili centrowymi gabinetami" - przypominają autorki.

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze