80-tonowe wagony same jechały przez Nysę. Od wzniesienia do wzniesienia, jak gigantyczne wahadło

Polska

Trzy wypełnione kamieniami wagony kolejowe odczepiły się od składu i kilka razy przejechały po torach przez Nysę (woj. opolskie) mijając stację kolejową i kilka skrzyżowań. Miasto leży w niecce, dlatego wagony przemieszczały się jak gigantyczne wahadło od jednego wzniesienia do drugiego. Kolejarzom udało się je opanować dopiero gdy wytraciły prędkość. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Wypełnione tłuczniem wagony mknęły prowadzącą przez Nysę trasą kolejową z prędkością ekspresu. To w jedną, to w drugą stronę.

 

Swoją podróż rozpoczęły rankiem 10 listopada w okolicach Polskiego Świętowa, gdzie z nieznanych dotąd przyczyn odłączyły się od jadącego w stronę Kędzierzyna-Koźla pociągu prywatnego przewoźnika. A że stało się to akurat na wzniesieniu, zaczęły się toczyć w dół.

 

Pięć razy przejechały przez miasto

 

Minęły Nysę i po blisko 20 kilometrach dojechały w pobliże Goświnowic. Tam też miały pod górkę zatrzymały się i znów stoczyły w stronę Nysy, z każdym kolejnym metrem nabierając prędkości.

 

 

W sumie "pozarozkładowy wahadłowiec", bo tak już nazwali go mieszkańcy Nysy, przejechał przez miasto aż 5 razy. Gdyby zadziałały systemy bezpieczeństwa, automatyczny hamulec zatrzymałby wagony zaraz po tym, gdy odłączyły się od pociągu. Tak się jednak nie stało.

 

- W tym momencie zawiódł sprzęt, bo system kolejowy powinien automatycznie zahamować. Być może zawiedli też ludzie nadzorujący ruch - zastanawia się Jakub Majewski z Fundacji ProKolej.

 

Kolejarze akurat szybko zorientowali się, że na torze trwa ruch poza rozkładem. Twierdzą, że od razu zablokowali wszystkie przejazdy drogowe i wstrzymali ruch innych pociągów.

 

"Nikomu nie zagrażało niebezpieczeństwo"

 

- W momencie zdarzenia linia kolejowa została zabezpieczona, nikomu nie zagrażało niebezpieczeństwo - zapewnia Karol Jakubowski z zespołu prasowego PKP Polskich Linii Kolejowych.

 

Pędzący, 80-tonowy skład ma ogromną energię. Nie łatwo coś takiego zatrzymać. - Jak postawimy coś na drodze takiej rozpędzonej masy, to zniszczone zostaną wagony, bariera, która ma je zatrzymać i jeszcze tory- tłumaczy Jacek Błoniarz-Łuczak ekspert z Centrum Nauki Kopernik.

 

Wahadłowiec powoli zaczął wytracać prędkość. Wówczas maszyniście innego pociągu udało się wskoczyć na wagony i je zatrzymać, zaciągając hamulec. Stoją teraz w Nysie na bocznicy. 

 

Polsat News, wideo: Polsat News, Nowa Trybuna Opolska

ml/kan/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze