Dożywocie za zabójstwo instruktora na strzelnicy w Chorzowie

Polska
Dożywocie za zabójstwo instruktora na strzelnicy w Chorzowie
PAP/Andrzej Grygiel

Karę dożywocia wymierzył w środę Sąd Okręgowy w Katowicach Hubertowi Ch., który zastrzelił instruktora na strzelnicy w Chorzowie i próbował zabić drugiego mężczyznę - współwłaściciela obiektu. Sąd zastrzegł, że o warunkowe zwolnienie Ch. będzie mógł się ubiegać najwcześniej po 30 latach. Oskarżony oświadczył, że nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego zabił instruktora i "ma duże luki w pamięci".

Wymierzona oskarżonemu kara jest zgodna z wnioskiem oskarżenia. Obrona domagała się umorzenia postępowania - przekonywała, że Ch. cierpi na zaburzenia psychiczne i podczas zbrodni mógł być niepoczytalny. Wyrok jest nieprawomocny.

 

Do zabójstwa doszło pod koniec września 2014 r. 25-letni wówczas Hubert Ch. przyszedł na strzelnicę i podobnie jak inni klienci korzystał z niej pod opieką instruktora. Gdy zostali sam na sam i instruktor odwrócił się do niego plecami, sprawca skierował broń w jego stronę i otworzył ogień, oddał kilkanaście strzałów. Ofiara to były policjant i instruktor w Szkole Policji w Katowicach Waldemar Ż. Miał 46 lat.

 

Zaczął strzelać do współwłaściciela obiektu

 

Po zabiciu instruktora sprawca spakował kilka sztuk broni i amunicję do torby i chciał opuścić strzelnicę, powstrzymał go współwłaściciel obiektu, do którego Ch. także zaczął strzelać. Dlatego odpowiadał też za usiłowanie zabójstwa - za drugi czyn sąd skazał go na 15 lat więzienia. Mężczyzna poddał się, gdy na miejsce przejechała policja i doszedł do wniosku, że nie ma szans wydostać się na zewnętrz.

 

- Chciał zabić jak największą liczbę osób - powiedział sędzia Józef Kapuściok.

 

W środę, przed ogłoszeniem wyroku, sąd po raz kolejny przesłuchał oskarżonego, by poznać jego motywację. Mężczyzna oświadczył, że nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego zabił instruktora. - Mam bardzo duże luki w pamięci z tego okresu - powiedział. Nie potrafił też wyjaśnić, dlaczego po zastrzeleniu Ż. zapakował do torby kilka sztuk broni i ponad 100 sztuk amunicji oraz opowiedzieć o tym, co miał zamiar dalej zrobić. W "ostatnim słowie" przeprosił wszystkich poszkodowanych w tym "karygodnym zajściu".

 

Wniosek o powołanie nowych biegłych oddalony

 

Broniąca Ch. mec. Wioleta Chabora uważa, że jej klient jest chorą osobą. W mowie końcowej kwestionowała opinie biegłych, według których jej klient był w trakcie zbrodni poczytalny. Jej wniosek o powołanie nowych biegłych został jednak oddalony przez sąd. Podobnie jak oskarżenie, skład orzekający uważa sporządzone już opinie za pełne i niebudzące wątpliwości. Obrona chciała umorzenia postępowania, a gdyby sąd uznał winę - możliwie łagodnej kary.

 

Sąd potwierdził, że Ch. nie jest osobą całkowicie zdrową - miał zaburzenia psychiczne - ale nie cierpiał na chorobę, która wykluczałaby odpowiedzialność karną. - Zdaniem sądu poczytalność oskarżonego nie budzi wątpliwości - wskazał sędzia. Sądu nie przekonały wyjaśnienia oskarżonego, który mówił, że nie pamięta co nim kierowało. Skład orzekający uznał, że to tylko przyjęta linia obrony.

 

Odnosząc się do kary dożywocia Kapuściok podkreślił, że Ch. zabił całkowicie niewinnego człowieka, by zrealizować swój plan, którego szczegółów nie chciał zdradzić. - Dla niego życie nie miało żadnej wartości - powiedział przewodniczący składu orzekającego.

 

Prokurator: zamiary można porównać do zbrodni Breivika

 

Prok. Marzanna Misiak wniosła o wymierzenie oskarżonemu takiej kary, jaką orzekł sąd. Wniosek poparła pełnomocniczka rodziny zastrzelonego mec. Amelia Zembaczyńska. Podkreślała, że była to zbrodnia z premedytacją, która zostawia bliskich Ż. z bólem, smutkiem i cierpieniem na całe życie. Adwokat podkreślała, że Ch. stanowi zagrożenie dla społeczeństwa.

 

- Za problemy finansowe i osobiste chciał wziąć odwet nie na konkretnym człowieku, ale na społeczeństwie. Wziął ze strzelnicy broń, aby "zabić trochę ludzi" - powiedziała Zembaczyńska i dodała, że gdyby Ch. udało się opuścić strzelnicę mógł zabić dziesiątki ludzi. Jego zamiary porównała do zbrodni popełnionej przez Andersa Breivika.

 

Proces toczył się po raz drugi. W pierwszym wyroku sąd okręgowy skazał mężczyznę na 25 lat więzienia, zastrzegając, że o zwolnienie mógłby starać się najwcześniej po 20 latach. Ponowne przeprowadzenie procesu nakazał Sąd Apelacyjny w Katowicach, wskazując m.in., że w pierwszym wyroku sąd pominął kwestię motywacji sprawcy. Nakazał też bardziej wnikliwą ocenę stanu zdrowia oskarżonego.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze