Oskarżony o zabójstwo żony i czwórki dzieci odwołuje się od wyroku. Syn podpalacza z Jastrzębia: mój ojciec jest niewinny

Polska

Syn Dariusza P., oskarżonego o podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób żony i czworga dzieci, wyraził pełne przekonanie, że jego ojciec jest niewinny. Tak napisał w oświadczeniu przesłanym do Sądu Apelacyjnego w Katowicach, gdzie dziś odbyła się rozprawa odwoławcza P. Wyrok zapadnie 21 listopada.

Do pożaru domu jednorodzinnego doszło nocą 10 maja 2013 r. Ognisko znajdowało się na piętrze. Paliły się: część schodów i szafa. W wyniku pożaru zmarło pięć osób, ocalał tylko najstarszy syn. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu-Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka.

 

Dariusz P. został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna Wojciecha, który ocalał z pożaru. Sąd I instancji skazał P. na dożywocie. 

 

"Mój ojciec jest niewinny"

 

Jak poinformował przewodniczący składu orzekającego Marek Charuza, w swoim piśmie Wojciech P. napisał, że jego ojciec jest niewinny, odniósł się też do sposobu prowadzenia jego sprawy. Sędzia dodał, że własne, liczące ok. 100 stron, pismo określone jako "osobista apelacja" przesłał sądowi także sam oskarżony.

 

Dariusz P. w "ostatnim słowie" powiedział, że kategorycznie nie zgadza się z wyrokiem z I instancji. - Zapewniam i podkreślam, że tego czynu nie popełniłem - oświadczył. Wyraził też przekonanie, że gdyby sąd I instancji przeprowadził wizję lokalną w jego domu, dostrzegłby "absurdalność" aktu oskarżenia. Przed rozprawą do sądu przysłał liczące ok. 100 stron pismo, określone jako "osobista apelacja".

 

"Nie ma podstaw do skazania mojego klienta"

 

Obrońca oskarżonego mec. Eugeniusz Krajcer wyraził przekonanie, że brak jest podstaw do skazania jego klienta i wniósł o uniewinnienie lub zwrot sprawy do I instancji.

 

- Wyrok jest niesłuszny, a co najmniej przedwczesny - powiedział adwokat. Przypomniał zasadę, że nie dające się usunąć wątpliwości należy interpretować na korzyść oskarżonego.

 

Dziś sąd przesłuchał wezwanego z inicjatywy obrony świadka Zbigniewa G. Mężczyzna ten zeznał, że po pierwszym pożarze, do którego doszło w domu P. w 2011 r., doradzał obecnemu oskarżonemu w sprawie odtworzenia zniszczonej przez ogień instalacji elektrycznej.

 

Jak mówił świadek, P. wynajął jednak do tych prac elektryka, który wykonywał je "niechlujnie", a on sam był "w szoku", kiedy to zobaczył. G. powiedział, że kazał to zmienić, ale - jak zaznaczył - kiedy po dwóch dniach wrócił do domu P., wszystko było już gotowe i przykryte, więc nie miał szans sprawdzić, czy jego zalecenia zostały wykonane; wyraził przypuszczenie, że nie.

 

"Okoliczności powstania pożaru są jasne"

 

Obrona kwestionuje m.in. opinie biegłych, według których w domu P. doszło do podpalenia, i analizy logowania telefonu komórkowego oskarżonego, a także sam motyw zbrodni. Adwokat domagał się powołania nowych biegłych w zakresie pożarnictwa. Zdaniem obrony w domu doszło do przypadkowego pożaru, a P. w tym czasie był w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.

 

Oskarżyciele wnieśli o nieuwzględnienia apelacji obrony. Prok. Karina Spruś podkreśliła, że opinia dotycząca okoliczności i przyczyn powstania pożaru jest jasna i pełna, nie budzi żadnych wątpliwości, podobnie jak analiza logowania się telefonu komórkowego P.

 

Apelacja prokuratury nie dotyczy wymiaru kary ani ustaleń poczynionych przez sąd I instancji. Chodzi o dwa zarzuty dotyczące mniej istotnych kwestii - sprawy technicznej w treści wyroku i niezasądzenia zadośćuczynienia na rzecz syna P. Według prokuratury, Wojciech powinien dostać 1 mln zł.

 

Sąd: chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia

 

Nieprawomocny wyrok zapadł w grudniu 2016 r. przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że Dariusz P. zabił swoich najbliższych, chcąc uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Zgodnie z tamtym orzeczeniem, o warunkowe przedterminowe zwolnienie P. mógłby się ubiegać najwcześniej po 35 latach.

 

Według prokuratury i sądu, P. podłożył ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych. Sugerując przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, a obok przewodu położył truchło myszy.

 

"Osobowość psychopatyczna"

 

Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa, choć potwierdził, że próbował skierować śledztwo na fałszywe tory - np. wysyłał sobie sms-y, z których miało wynikać, że dom podpalił ktoś inny.

 

Biegli, którzy uznali P. za poczytalnego, rozpoznali u niego osobowość psychopatyczną, wskazali m.in. na płytkość uczuć i wymuszony płacz, łatwość wysławiania się, powierzchowny urok, egocentryzm i brak wyrzutów sumienia. U P. znaleziono książkę pt. "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne", która prawdopodobnie pomagała mu symulować chorobę i uniknąć kary w dwóch wcześniejszych sprawach karnych - biegli uznali go wtedy za niepoczytalnego.

 

PAP

mta/nro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze