Sprawa Puigdemonta dzieli belgijskich polityków. Szef MSZ: pobudzenie przekroczyło granice rozsądku

Świat
Sprawa Puigdemonta dzieli belgijskich polityków. Szef MSZ: pobudzenie przekroczyło granice rozsądku
PAP/EPA/Olivier Hoslet

- Pobudzenie, jakie wywołuje ta sprawa w Belgii, przekroczyło granice zdrowego rozsądku - powiedział w poniedziałek szef MSZ Belgii Didier Reynders, odnosząc się do pobytu w Brukseli zdymisjonowanych członków władz Katalonii, których ekstradycji domaga się Madryt. - Niektóre osoby wypowiadają się na temat tego kryzysu (katalońskiego - red.), choć nie jest to ich rolą - dodał.

Komentarz belgijskiego ministra spraw zagranicznych odnosi się do ostatnich wypowiedzi polityków, którzy skrytykowali postępowanie władz w Hiszpanii wobec zdymisjonowanego szefa rządu Katalonii Carlesa Puigdemonta i jego czterech współpracowników, przebywających od tygodnia w Brukseli.

 

W piątek sąd w Madrycie wydał Europejski Nakaz Aresztowania katalońskich polityków, zarzucając im "rebelię, działalność wywrotową, sprzeniewierzenie środków publicznych i nieposłuszeństwo wobec władz centralnych”, za co może im grozić do 30 lat więzienia. W niedzielę zgłosili się oni na policję w Brukseli. Po wielogodzinnym przesłuchaniu sędzia śledczy zwolnił ich warunkowo, z nakazem pozostania pod obecnym adresem do chwili rozpatrzenia wniosku ekstradycyjnego, co może potrwać ok. 15 dni.

 

W niedzielę szef belgijskiego MSW Jan Jambon oświadczył, że jego zdaniem rząd w Madrycie "posunął się w tej sprawie za daleko". Zganił też Unię Europejską za brak reakcji. Nadmienił przy tym, że gdyby tego rodzaju rzeczy działy się w Polsce lub na Węgrzech, reakcja KE byłaby bardziej zdecydowana.

 

Oburzenie hiszpańskich polityków

 

W podobnym tonie wypowiedział się przewodniczący belgijskich socjalistów, były premier Elio Di Rupo. W niedzielę napisał na Twitterze, że choć nie zgadza się z działaniami Puigdemonta, to "byłby w szoku", gdyby Katalończyk został wtrącony do więzienia. "Walczmy o niepodległość, ale pozostańmy demokratyczni. Puigdemont nadużył swojej pozycji, ale (premier Hiszpanii Mariano) Rajoy zachował się w stylu autorytaryzmu Franco" - dodał.

 

Słowa belgijskich polityków wywołały oburzenie w Hiszpanii, zwłaszcza wśród hiszpańskich socjalistów. Rzecznik partii, Esteban Gonzalez Pons, który jest jednocześnie wiceprzewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim, określił wypowiedź Jambona mianem "nieodpowiedzialnej", a wobec Di Rupo wystosował żądanie przeprosin.

 

- Działania podjęte przez premiera (Rajoya) i jego rząd wobec katalońskich dążeń niepodległościowych są zgodne z hiszpańskim prawem i mają poparcie Hiszpańskiej Partii Ludowej, bratniej partii belgijskich socjalistów - powiedział cytowany przez agencję Belga. - Jeśli ktoś zachowuje się w tej sytuacji autorytarnie i łamie prawo, to zdymisjonowani członkowie władz Katalonii. To sądy, a nie rząd decydują o tym, co jest zgodne z prawem, a co nie - dodał.

 

Nieuzgodnione wypowiedzi ministrów

 

Do czasu wystosowania przez Madryt Europejskiego Nakazu Aresztowania katalońskich polityków krytycznie o działaniach władz Hiszpanii wypowiadali się głównie politycy Nowego Sojuszu Flamandzkiego (N-VA) - separatystycznej partii flamandzkiej, w tym również, jak Jambon, pełniący funkcje ministrów czy sekretarzy w koalicyjnym rządzie.

 

Natomiast politycy partii opozycyjnych wzywali premiera Charlesa Michela do powściągliwości i starań, by kryzys kataloński nie odbił się negatywnie na polityce wewnętrznej Belgii i jej międzynarodowym wizerunku.

 

Obecnie w belgijskich mediach coraz częściej pojawiają się opinie, że rząd powinien stanowczo oświadczyć, jakie jest jego oficjalne stanowisko w tej sprawie i mówić jednym głosem, nie pozwalając części swoich ministrów na nieuzgodnione wypowiedzi.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze