Śmiertelnie potrącił pieszą na przejściu i uciekł, bo "chciał pobyć jeszcze z rodziną". Został skazany na 7 lat więzienia

Polska
Śmiertelnie potrącił pieszą na przejściu i uciekł, bo "chciał pobyć jeszcze z rodziną". Został skazany na 7 lat więzienia
Polsat News

Na 7 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia samochodów, skazał w piątek sąd w Zgierzu 27-letniego kierowcę, który potrącił na przejściu dla pieszych 55-letnią kobietę i uciekł z miejsca zdarzenia. Wyrok jest nieprawomocny. W trakcie procesu oskarżony przyznał się do winy i przeprosił rodzinę ofiary.

W uzasadnieniu wyroku sąd wskazał m.in., że mężczyzna jechał samochodem, nie mając prawa jazdy, później uciekł z miejsca zdarzenia ukrywając się przez kilka dni. Sąd zwrócił uwagę na tłumaczenia oskarżonego, który mówił, iż chciał pobyć jeszcze z rodziną. - Po odbyciu kary będzie mógł spotkać się z bliskimi, natomiast bliscy poszkodowanej już nie będą mieli takiej szansy - mówiła sędzia.

 

Mężczyzna ma ponadto zapłacić po 10 tys. zł nawiązki dla ojca i syna zmarłej kobiety.

 

Do zdarzenia doszło na początku marca w Zgierzu. Kobieta została potrącona, gdy kończyła przechodzić przez pasy na drugą stronę ulicy. Za nią szły jej dwie koleżanki, którym jednak nic się nie stało. Mimo reanimacji, 55-latki nie udało się uratować. Ustalono, że przed wypadkiem kierowca jeździł z dużą prędkością po ulicach Zgierza. Nie zatrzymał się po wypadku.

 

Twierdził, że nie zauważył przechodzącej kobiety

 

Od tego czasu był poszukiwany przez policję. Został zatrzymany po kilku dniach. Zgierska prokuratura postawiła kierowcy zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, połączonego z ucieczką z miejsca zdarzenia.

 

Podczas przesłuchania, mężczyzna przyznał się do zarzutu. Twierdził, że nie zauważył przechodzącej kobiety, ponieważ skoncentrował uwagę na osobach stojących na chodniku po drugiej stronie. O tym, co się stało, miał się dowiedzieć, gdy zobaczył kobietę na masce samochodu. Jak dodał, nawet wtedy nie został na miejscu - ze strachu, ponieważ nie ma prawa jazdy. Po wypadku pojechał w stronę domu.

 

W czasie przesłuchania 27-latek przyznał, iż wiedział, że jest poszukiwany, "czuł, że przyjedzie policja". Okazało się, że był już wcześniej karany, a dwa dni przed wypadkiem w jednym z łódzkich komisariatów usłyszał zarzut kierowania samochodem w stanie nietrzeźwym.

 

PAP

dk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze