Urząd odmówi informacji, gdy uzna pytania za "uporczywe". Organizacje społeczne krytykują rządowy projekt o jawności życia publicznego

Polska
Urząd odmówi informacji, gdy uzna pytania za "uporczywe". Organizacje społeczne krytykują rządowy projekt o jawności życia publicznego
Polsat News

- To kolejna możliwość ograniczania prawa obywateli do informacji lub wręcz nieujawniania informacji publicznej. Mechanizm, który może zostać wykorzystany przez organy ścigania do inwigilowania pracodawców - tak rządowy projekt ustawy o jawności życia publicznego ocenia Helsińska Fundacja Praw Człowieka w koalicji 24 organizacji społecznych. Opinie do projektu można zgłaszać tylko do 3 listopada.

"Przygotowywany przez koordynatora służb specjalnych projekt ustawy powstawał od wielu miesięcy, bez założeń i z pominięciem obowiązkowego wskazania w wykazie prac legislacyjnych. Ujawniono go 24 października, na konsultacje wyznaczono 6 dni roboczych, a już 1 stycznia 2018 r. ustawa ma wejść w życie" - napisały organizacje.

 

Według autora projektu Mariusza Kamińskiego, nowe przepisy mają zastąpić obecne prawo antykorupcyjne. Podstawowym celem ustawy ma być "zwiększenie transparentności państwai kontroli społecznej nad osobami pełniącymi funkcje publiczne". Nowa ustawa zlikwiduje trzy obecnie istniejące: o ograniczeniu działalności gospodarczej osób pełniących funkcje publiczne, o lobbingu i o dostępie do informacji publicznej.

 

Projekt oprócz stworzenia jawnego rejestru umów cywilnoprawnych w sektorze publicznym oraz nowego wzoru jawnych i jednakowych dla wszystkich oświadczeń majątkowych wprowadza do polskiego prawa również pojęcie sygnalisty - osoby informującej o nieprawidłowościach w swoim miejscu pracy, która w zamian może liczyć na ochronę prawną.

 

Ochrona dla tych, którzy powiadomią służby 

 

Status sygnalisty, czyli zgłaszającego informacje o podejrzeniu popełnienia przestępstwa korupcyjnego, będzie przyznawał prokurator.

 

- Chcemy, aby osoby, które działają z pobudek obywatelskich, które mogą być szczególnie narażone na odwet ze strony swoich pracodawców, były poddane szczególnej ochronie prawnej - wyjaśniał Kamiński.

 

Sygnalista uzyska od państwa ochronę i pomoc prawną w postaci zwrotu kosztów poniesionych na ochronę prawną, ochronę umowy o pracę - bez zgody prokuratora sygnaliście nie może być wypowiedziana umowa o prace lub nie mogą być zmienione jej warunki. Autorzy projektu chcą też, by taka osoba miała prawo do dwuletniej odprawy, jeżeli pracodawca bez zgody prokuratora rozwiąże z nim umowę o pracę; po zakończeniu postępowania karnego, sygnaliście przysługuje ochrona jeszcze przez rok.

 

Na łasce prokuratora

 

"Sygnalista to osoba, która działając w interesie publicznym ujawnia nieprawidłowości i zagrożenia w swoim miejscu pracy. Jeśli taka interwencja jest nieskuteczna, lub gdy nie ma możliwości jej bezpiecznego przeprowadzenia, informuje o nich media lub organy ścigania. Z tego tytułu powinna uzyskać stosowną ochronę prawną. Tymczasem, projekt ustawy ogranicza status sygnalisty wyłącznie do osób, które zgłaszają do organów ścigania podejrzenie popełnienia przestępstwa korupcyjnego" - krytykują organizacje.

 

Podkreślają też, że według projektu sygnalista "pozostaje na łasce" prokuratora.

 

"Jeśli prokurator odmówi jej ochrony, nie będzie miała możliwości odwołania się od tej decyzji. Projekt nie zapewnia żadnej ochrony osobom informującym o innych zagrożeniach nie mających charakteru przestępstw, np. o ryzykach bezpieczeństwa pracy, o mobbingu czy molestowaniu" - argumentują autorzy opinii.

 

Ich zdaniem nowe przepisy "tworzą mechanizm godzący w zaufanie społeczne, który może zostać wykorzystany przez organy ścigania do inwigilowania pracodawców, w sposób naruszający zasady współżycia społecznego i swobody działalności gospodarczej".

 

"Jawność życia publicznego" 

 

- Zastanawiałem, jak będzie wyglądała praca sygnalisty, który stwierdzi działanie korupcyjne w prokuraturze, w Ministerstwie Sprawiedliwości, albo w innym organie administracji rządowej - mówił w Polsat News Michał Szczerba z PO. Jak wyjaśnił, "odkąd Zbigniew Ziobro jest prokuratorem generalnym, to taki sygnalista zastanowi się 20 razy, czy zgłosić pewną nieprawidłowość w administracji rządowej, bo przecież prokurator będzie mógł mu odmówić tej ochrony prawnej".

 

Do tych zastrzeżeń odniósł się w Polsat News rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Michał Żaryn, który zapewnił, że ministerstwo pracuje nad rozszerzeniem zakresu funkcji sygnalisty.    

 

- Ta ustawa ma charakter nowego prawa antykorupcyjnego. Stąd funkcja sygnalisty jest traktowana w sposób typowy dla spraw korupcyjnych. Ministerstwo sprawiedliwości pracuje nad pewną szerszą propozycją związaną z sygnalistami - powiedział Żaryn.

 

"Uporczywy" wniosek

 

Według koalicji organizacji, rządowy projekt wprowadza kolejną możliwość ograniczania prawa do informacji: urząd będzie mógł odmówić udzielenia informacji oceniając, że wniosek składany jest w sposób "uporczywy" oraz że jego realizacja "znacząco utrudnia działalność podmiotu zobowiązanego".

 

"16-letnie doświadczenie stosowania ustawy o dostępie do informacji publicznej rodzi uzasadnione obawy, że to nowe ograniczenie będzie szeroko przez władze wykorzystywane. Zwłaszcza, że oceną, czy wniosek jest „uporczywy”, zajmie się ten, do którego ten wniosek wpłynie" - argumentują organizacje.

 

Zapłać zanim Ci odpowiemy

 

Krytykują też uzależnienie udostępnienia informacji publicznej od wniesienia opłaty za jej przygotowanie. "Możliwość zażądania opłaty za udostępnienie informacji istnieje już dzisiaj, ale jej niewniesienie lub zakwestionowanie jej wysokości nie blokuje uzyskania informacji. Po zmianach żądanie opłaty będzie więc dodatkową metodą nieujawniania informacji przez władze (...) i może skutecznie zniechęcać obywateli do korzystania z prawa do informacji" - uzasadniono.

 

Zdaniem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i innych organizacji, projekt nie tylko nie wprowadza nowych mechanizmów przejrzystości w procesie stanowienia prawa, ale przeciwnie - pogarsza dotychczasowe standardy.

 

Zniknie "ślad legislacyjny"

 

"Ogranicza obowiązek publikacji dokumentów na portalu legislacja.gov.pl wyłącznie do dokumentów urzędowych. Oznacza to, że nie poznamy opinii składanych przez inne niż publiczne podmioty. Nowe przepisy nie wprowadzają bardzo ważnego elementu przejrzystości stanowienia prawa, jakim jest ślad legislacyjny. Nie dowiemy się zatem, kto opracowywał projekt i kto i jak go zmieniał" - argumentują autorzy stanowiska.

 

"Wbrew zapowiedziom, konsultacje publiczne projektu mają powierzchowny, iluzoryczny i pośpieszny charakter. Minimalny standard określony w uchwale Rady Ministrów regulującej prace rządu przewiduje co najmniej 14 dni na zgłoszenie uwag do projektu aktu prawnego. Tymczasem autorzy ustawy początkowo sprowadzić chcieli konsultacje publiczne do jednego spotkania w Warszawie, co ogranicza możliwość udziału osób spoza stolicy oraz tych, które z innych przyczyn nie mogłyby wziąć w nim udziału. Pod wpływem krytyki przyznali 6 dni roboczych na zgłaszanie pisemnych uwag" - podkreślili przedstawiciele organizacji.

 

polsatnews.pl, PAP

dk/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze