Łódź: marsz poparcia dla głodujących rezydentów. Ma być zmiana formy protestu

Polska
Łódź: marsz poparcia dla głodujących rezydentów. Ma być zmiana formy protestu
PAP/Rafał Guz
Protest głodowy lekarzy rezydentów trwa od 2 października. Poza Warszawą prowadzony jest także w szpitalach w Szczecinie, Lesznie, Łodzi, Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu i Płocku.

Kilkaset osób wzięło w niedzielę w Łodzi udział w marszu poparcia dla głodujących lekarzy rezydentów. Koordynator akcji Jan Czarnecki zapowiedział, że Porozumienie Zawodów Medycznych chce zmienić formę protestu.

Protest głodowy lekarzy rezydentów trwa od 2 października. Prowadzony jest w kilku miastach w kraju m.in. w Warszawie, Szczecinie, Gdańsku, Wrocławiu czy Łodzi. Protestujący domagają się wzrostu nakładów na ochronę zdrowia w szybszym tempie niż proponuje rząd. Chcą także powołania zespołu, który zająłby się analizą i renegocjacją przepisów ustawy regulującej minimalne wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia oraz podwyższenia wynagrodzeń do 1,05 średniej krajowej.

 

W Łodzi marsz poparcia dla protestujących rozpoczął się na placu Wolności, na którym zgromadziło się kilkaset osób. Byli wśród nich m.in. studenci medycyny, lekarze, pracownicy służby zdrowia i ich rodziny.

 

Uczestnicy marszu przeszli ul. Piotrkowską do pasażu Schillera; niesiono plansze m.in. z napisem "By móc leczyć i pomagać, sami musimy za coś żyć". Zapewniano, że "lekarze chcą leczyć w naszym kraju" i głośno domagano się przeznaczenia na służbę zdrowia 6,8 proc. PKB.

 

"Nie ma tematu, nie ma problemu"


W pasażu Schillera głos zabrał Czarnecki. Zwrócił uwagę, że strona rządowa próbowała przeczekać głodówkę rezydentów. - Jedyne, co nam zaproponowano, to stworzenie wspólnej komisji, odłożenie tematu w czasie. Nie ma tematu, nie ma problemu - powiedział.

 

Zaapelował do środowiska medycznego o solidarność. Jak mówił, obecny stan ochrony zdrowia można porównać do niewydolnego serca. - Aby uwidocznić tę utajoną niewydolność należy zrobić jedną rzecz. Należy żyć jak człowiek, przestać pracować jak robot, nie brać kolejnych dyżurów, spędzić więcej czasu z rodziną. Jeden medyk, jeden etat - zaznaczył Czarnecki.

 

Jednak, według niego, aby taka operacja miała ręce i nogi muszą zostać spełnione trzy warunki: musi być skoordynowana, musi rozpocząć się w jednym momencie i trwać określoną ilość czasu. - Nadstawiajcie uszy, to się nie stanie za tydzień, za miesiąc, ale w najbliższym czasie. Taka operacja musi jednak zostać podjęta solidarnie - zaznaczył.

 

Zapewnił, że protest głodowy trwa i będzie trwać


Pytany przez dziennikarzy, co oznaczają jego słowa, odpowiedział, że Porozumienie Zawodów Medycznych będzie zmieniało formę protestu. Nie chciał zdradzić, na czym miałaby ona polegać, bo - dodał - cały czas trwają rozmowy.

 

- Wszystko wskazuje na to, że protesty głodowe do niczego nie doprowadziły, poza tym, że mamy poparcie społeczne - powiedział Czarnecki. Zapewnił, że protest głodowy trwa i będzie trwać. W Łodzi w niedzielę głodują trzy osoby.

 

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy stopniowo zwiększający wzrost nakładów na ochronę zdrowia. Projekt nowelizacji ustawy przewiduje, że w 2018 r. na ochronę zdrowia ma być przeznaczone 4,67 proc. PKB; a rok później 4,86 proc. Nakłady na ten cel będą wzrastać także w kolejnych latach: w 2020 r. - 5,03 proc, w 2021 r. - 5,22 proc., w 2022 r. 5,41 proc., w 2023 r. - 5,6 proc., a w 2024 - 5,8 proc. Docelowy poziom finansowania, czyli 6 proc. PKB, miałby zostać osiągnięty w 2025 r.

 

Przedstawiciele rezydentów podkreślali jednak, że nie godzą się na propozycję rządu. Ich zdaniem, "osiągnięcie 6 proc. PKB na ochronę zdrowia w 2025 r. jest propozycją poniżającą pacjenta".

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze