Niemcy zaproponowali 10 tys. euro właścicielowi ciężarówki użytej w zamachu w Berlinie. "Jestem zawiedziony"

Polska
Tak wygląda ciężarówka Polaka zniszczona w zamachu w Berlinie
Galeria zdjęć (11)

Niemal rok po zamachu w Berlinie Ariel Żurawski spotkał się z pełnomocnikiem niemieckiego rządu ds. zamachu Kurtem Beckiem ws. odszkodowania za poniesione straty. Zaproponowano mu 10 tys. euro jednorazowego tzw. świadczenia dobrowolnego. - Jestem zawiedziony. Nie tak wyobrażałem sobie pomoc ze strony Niemiec - powiedział polsatnews.pl Żurawski, który wycenił straty na ok. 100 tys. euro.

Według Żurawskiego 100 tys. euro to tylko część kosztów, które poniósł, gdy uprowadzono jego ciężarówkę i 19 grudnia 2016 r. wykorzystano ją podczas zamachu w Berlinie. Ciężarówkę ukradł 24-letni Tunezyjczyk Anis Amri, zabił kierowcę Łukasza Urbana i wjechał tirem w tłum ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym. Wskutek zamachu zginęło 11 osób, a ok. 50 zostało rannych.

 

Ukradziona ciężarówka była w leasingu i została zniszczona. 

 

- Ubezpieczyciel odmówił mi wypłaty odszkodowania z tego tytułu, uznając iż polisa nie obejmuje zamachu terrorystycznego - wyjaśnił Żurawski, który domaga się  m.in. zwrotu 34 tys. euro pierwszej wpłaty leasingu oraz kosztów naprawy naczepy. 

 

Tuż po zamachu Żurawski - jak mówi - "wstrzymał" na kilka dni działalność swojej firmy, kierowców nie wysyłał w trasy. Był to okres przedświąteczny, miał dużo zleceń, ale ich nie wykonywał. Jak wyjaśnia, poniósł z tego tytułu kolejne straty. Musiał również cofnąć złożone przed wydarzeniami w Berlinie zamówienie na kolejny samochód, co również okazało się kosztowne. 

 

- Po zamachu nie wiedziałem, co będzie dalej z moją firmą. Pojawiały się informacje, że Niemcy mogą trzymać ciężarówkę nawet rok - wytłumaczył.

 

"Nie uważa sprawy za zakończoną"

 

To wszystko złożyło się na kwotę ok. 100 tys. euro. Strona niemiecka zaoferowała 10 razy mniej. - Zaproponowali 10 tys. euro i uważają, że na tym sprawa się kończy, a jeśli mam inne zdanie, to powinniśmy spotkać się w sądzie - mówi Żurawski.

 

Jego pełnomocnik mecenas Stefan Hambura przekazał nam, że właściciel firmy transportowej przyjął pieniądze, ale nie uważa sprawy za zakończoną.

 

- Będziemy podejmować rozmowy z nowym ministrem finansów, gdy powstanie nowy rząd - zapowiedział.

 

Dodał, że podczas spotkania w środę zwrócił się z prośbą do pełnomocnika rządu ds. zamachu w Berlinie o pomoc w tej sprawie, ale Kurt Beck "nie przejawiał takiej inicjatywy".

 

Sprawa może trafić do sądu

 

Adwokat nie wykluczył skierowania sprawy do sądu, jeśli rozmowy z nowym ministrem nie przyniosą rezultatu.

 

Firma Scania, z której Żurawski leasingował ciężarówkę, zgodziła się zatrzymać pojazd i rozwiązać umowę leasingową, nie żądając spłaty kolejnych rat.

 

Podobnie zachowała się firma ThyssenKrupp, do której kierowca pana Ariela wiózł stalowe konstrukcje. Dotarły ona z kilkumiesięcznym opóźnieniem, zardzewiałe, ale ThyssenKrupp odstąpiło od roszczeń z tego tytułu.

 

- Kurt Beck przypisuje zasługi związane z reakcją obu tych firm sobie, a to przecież my walczyliśmy o to, również w mediach - zaznaczył Żurawski.

 

Podkreślił, że nie domaga się od Niemiec odszkodowania, a jedynie pieniędzy, które stracił.

 

polsatnews.pl

ml/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze