"Nie można skazywać dziecka, żeby urodziło dziecko" kontra "to prowadzi do zabijania jak największej liczby ludzi"

Polska

- Każda kobieta, która chce mieć dziecko, będzie to dziecko miała, ale kobieta, która nie chce mieć dziecka, zrobi wszystko, żeby go nie mieć - powiedziała Monika Rosa z Nowoczesnej. - De facto to wszystko prowadzi do tego samego celu, do zabijania jak największej liczby ludzi - stwierdziła Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina. Takie argumenty z ust obu pań padły w programie "Durczokracja".

Przygotowany przez komitet "Ratujmy Kobiety 2017" obywatelski projekt liberalizujący prawo aborcyjne został w poniedziałek złożony w Sejmie. Pod propozycjami, które zakładają m.in. prawo przerywania ciąży do końca 12. tygodnia, zebrano ponad 400 tys. podpisów.

 

Rosa powiedziała, że wierzy w "postulaty wolności i prawa" i w edukację seksualną. - Wierzę w dostęp do antykoncepcji każdego rodzaju i w to, że kiedy przychodzi taki moment, że kobieta albo para chcą podjąć taką decyzję (o dokonaniu aborcji - red.), to ani moje sumienie, ani sumienie polityków nie może na taką decyzję wpływać.

 

Zdaniem Godek, podstawowym zadaniem państwa jest ochrona jego obywateli. - W tym prawa do życia, które jest podstawowym prawem - dodała.

 

"Lewa strona chce poszerzać prawo do zabijania dzieci"

 

Godek zwróciła uwagę na "bardzo brutalną dyskryminację niepełnosprawnych dzieci". - Jeśli stwierdzi się niepełnosprawność przed narodzinami, to można takie dziecko zabić w 5. czy 6. miesiącu - powiedziała.

 

- Te dzieci często przeżywają (aborcję - red.), płaczą, wołają o pomoc - dodała. Wskazała, że takich przypadków jest ponad tysiąc rocznie. - To nie są przypadki nielegalne, dzieje się to w majestacie prawa - mówiła Godek.

 

Jej zdaniem "lewa strona chce poszerzać prawo do zabijania dzieci".

 

- Problemem w Polsce jest to, że nie wszystkich ludzi traktuje się równo. Chroni się tych, którzy legitymizują się dobrym zdrowiem. Część osób się dyskwalifikuje i w sposób brutalny odbiera prawo do życia - stwierdziła Godek.

 

Aborcja "w fatalnych warunkach, domowymi sposobami albo w podziemiu"

 

- Mogę osobiście podziwiać każdą kobietę, która decyduje się urodzić dziecko z wadą, dziecko z niepełnosprawnością. Natomiast mój podziw się może spowodować tego, że będziemy do tego heroizmu i do tej decyzji zmuszać wszystkie kobiety - stwierdziła Rosa.

 

Jak dodała, Nowoczesna będzie głosować za skierowaniem projektu ustawy o zliberalizowaniu prawa aborcyjnego do komisji. Jej zdaniem, decyzję o dokonaniu aborcji powinny móc samodzielnie podejmować jedynie osoby pełnoletnie.

 

- To, że zamkniemy oczy i powiemy, że w Polsce nie dokonuje się aborcji lub jej zakażemy, to nie znaczy, że one znikną. Tych aborcji będzie tyle samo, albo będzie ich jeszcze więcej - mówiła posłanka Nowoczesnej.

 

Jej zdaniem, ucierpią na tym w szczególności te kobiety, które nie dysponują wystarczającą liczbą środków, żeby wyjechać zagranicę w celu dokonania zabiegu. - Będą robiły to w fatalnych warunkach w domu, jakimiś tabletkami, domowymi sposobami albo w podziemiu. Nie bądźmy hipokrytami, to się dzieje. Każda kobieta, która chce mieć dziecko, będzie to dziecko miała, ale kobieta, która nie chce mieć dziecka, zrobi wszystko, żeby go nie mieć - powiedziała Rosa.

 

Zdaniem posłanki, w przypadku zapłodnienia w wyniku gwałtu "nie można skazywać dziecka, żeby urodziło dziecko".

 

"Nie ma kompromisu w kwestii ludzkiego życia"

 

Obie panie zgodnie przyznały, że "kompromis aborcyjny nie funkcjonuje".

 

- W 1996 roku SLD wprowadziło swoje poprawki, wprowadzając czwarty dopuszczalny przypadek - powiedziała Godek. - Tekst ustawy to nie jest już rok 1993, tylko 1996. Są w nim sformułowania rozszerzające możliwość zabicia dziecka. Nie ma kompromisu w kwestii ludzkiego życia - dodała.

 

Rosa stwierdziła z kolei, że "kobiet nie było przy zakładaniu kompromisu". - Tam nie było ich woli - dodała.

 

"Kaczyński na tytuły nie choruje, choruje na realną władzę"

 

W drugiej części programu "Durczokracja" goście Kamila Durczoka dyskutowali o zapowiedzianej na listopad rekonstrukcji rządu.

 

Grzegorz Napieralski stwierdził, że wymiana premiera nastąpi prędzej czy później, a Jarosława Kaczyńskiego "do pełni władzy może popchnąć to, co w każdym polityku drzemie – chęć bycia premierem lub prezydentem".

 

- To, o czym mówił poseł Kamiński, czyli to, co mogłoby być odpowiedzialnością dla Kaczyńskiego, już się wydarzyło - Trybunał Konstytucyjny, oprócz reformy sądownictwa. Kaczyński nawet, gdyby ktoś chciał go ciągać po Trybunale (Stanu - red.), powie – to nie, ja to Beata Szydło - oceniał Napieralski.

 

Innego zdania był Michał Kamiński (Unia Europejskich Demokratów).

 

- Kaczyński na tytuły nie choruje, choruje na realną władzę, którą ma – stwierdził. - Scenariusz, w którym dzisiaj zostałby premierem, wydaje mi się mniej prawdopodobny. (…). Objęcie funkcji przez Jarosława Kaczyńskiego oznaczałoby to, że cała odpowiedzialność, którą może innych obarczać innych i schodzić z linii strzału, dzisiaj wziąłby na siebie; ogromną odpowiedzialność polityczną - mówił Kamiński.

 

- Dzisiaj jest mu to do niczego niepotrzebne - dodał.

 

 

Polsat News

zdr/mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze