25 lat od zaginięcia Jarosława Ziętary. "Rano wyszedł do pracy"

Polska
25 lat od zaginięcia Jarosława Ziętary. "Rano wyszedł do pracy"
PAP/Jakub Kaczmarczyk

1 września 1992 roku po raz ostatni widziano poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Według prokuratury, Ziętara został zamordowany. W Poznaniu trwa proces b. senatora Aleksandra Gawronika, oskarżonego o podżeganie do zabójstwa.

Bliscy dziennikarza nie mają wątpliwości, że został on uprowadzony i zamordowany, bo pisał o sprawach dla wielu osób niewygodnych; Ziętara zajmował się m.in. tematyką tzw. poznańskiej szarej strefy. Jego ciała nigdy nie znaleziono.


W piątek w Poznaniu przy tablicy upamiętniającej dziennikarza zapalono znicze i złożono kwiaty. Brat Jarosława Ziętary, Jacek, przyznał, że wciąż wierzy, że sprawa doczeka się ostatecznego wyjaśnienia, zaś winni śmierci brata poniosą karę.

 

"Przez te 25 lat wyrosło już nowe pokolenie"


- Ciągle walczymy o to, żeby tę sprawę wyjaśnić. Przez te 25 lat wyrosło już nowe pokolenie, które losy Jarka traktuje jako dawną historię. Cieszę się, że przyszła tu dziś grupa ludzi, którym sprawa nie jest obojętna, że dziennikarze o tym piszą. Jarek to przecież wasz człowiek, wam także powinno zależeć, żeby to doprowadzić do końca - mówił dziennikarzom Jacek Ziętara.


Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 roku. Był absolwentem poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Kurierem Codziennym", tygodnikiem "Wprost" i "Gazetą Poznańską".


Ostatni raz Ziętarę widziano 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy, ale do redakcji "Gazety Poznańskiej" nigdy nie dotarł. Komitet Społeczny im. Jarosława Ziętary, który walczy o wyjaśnienie okoliczności śmierci reportera, podkreśla, że był to jedyny dziennikarz w Polsce, który został porwany i zabity, by zamknąć mu usta.

 

Były senator nie przyznaje się do winy


- Była grupa biznesmenów, których ciemne interesy Jarek chciał wyjaśnić. Wiadomo, że zbrodnia miała na celu uniemożliwienie mu upublicznienia wyników prawie rocznego śledztwa dziennikarskiego - powiedział reprezentujący komitet dziennikarz Krzysztof M. Kaźmierczak, który od lat zabiega o rzetelne zbadanie sprawy Jarosława Ziętary.


Przed poznańskim sądem okręgowym od stycznia 2016 r. toczy się proces Aleksandra Gawronika (zgodził się na podawanie nazwiska), oskarżonego o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera. Były senator nie przyznaje się do winy.

 

"Część osób zamieszanych w tę zbrodnię już nie żyje"


Zdaniem Kaźmierczaka, należy się spodziewać, że na prawomocny wyrok w tej sprawie trzeba będzie poczekać jeszcze wiele lat. Wątpi też, że winne osoby zostaną ukarane. - Część osób zamieszanych w tę zbrodnię już nie żyje; mam też wątpliwości co do powodzenia trwającego procesu, który obecnie jest bardzo nieudolnie prowadzony przez prokuraturę - przyznał.


W 1998 r. poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Rok później śledztwo umorzono, bo nie udało się odnaleźć ciała. W kwietniu 2011 r. redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i śledztwa w tej sprawie. To spowodowało analizę tego śledztwa w Prokuraturze Generalnej.

 

Wznowione w 2011 roku śledztwo trwa do teraz


W połowie czerwca 2011 r. śledztwo zostało podjęte na nowo w poznańskiej prokuraturze i przedłużone; zgodnie z decyzją prokuratora generalnego przekazano je do Krakowa. - Wznowione w 2011 roku śledztwo trwa do teraz - mam informacje z Prokuratury Krajowej, że są prowadzone intensywne czynności - wszystko jest robione w tajemnicy, co dobrze służy sprawie - powiedział w piątek Kaźmierczak.


W ub. roku w Poznaniu, na elewacji domu, w którym mieszkał Ziętara i gdzie widziany był po raz ostatni, odsłonięto tablicę pamiątkową z napisem: "zginął, bo był dziennikarzem".

 

PAP

grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze