Media: zamachy w Katalonii miały być kontynuacją ataków z 2004 r.

Świat
Media: zamachy w Katalonii miały być kontynuacją ataków z 2004 r.
PAP/EPA/SUSANNA SAEZ

Ataki, do których doszło w ubiegłym tygodniu w Katalonii, miały być kontynuacją zamachów w Madrycie z 2004 r., w których zginęły 192 osoby. Eksperci wskazują na podobny schemat przygotowań dżihadystów i powiązania personalne pomiędzy obiema grupami terrorystów.

Hiszpańskie media twierdzą, że plan ataków terrorystycznych w Katalonii opracowywany był od co najmniej pół roku. Osoby znające zamachowców przyznają, że w ostatnich tygodniach często spotykali się oni z imamem z meczetu w Ripoll. Marokański duchowny Abdelbaki As-Satty miał być przywódcą grupy.

 

W poniedziałek policja poinformowała, że As-Satty prawdopodobnie zginął w środę w wybuchu gazu w domu w katalońskim Alcanar, gdzie grupa dżihadystów powiązanych z Państwem Islamskim miała swoją bazę. W gruzach domu znaleziono ciało innego terrorysty. Policja nie wyklucza, że w eksplozji mogła zginąć jeszcze jedna osoba.

 

Według służb niespodziewana eksplozja w domu, w którym zamachowcy przetrzymywali ponad sto butli gazowych, nakłoniła pozostałych członków grupy do zmiany planu ataków. W środę wieczorem w jednym z mieszkań w Ripoll, skąd pochodziła część terrorystów, powstał nowy projekt zamachów w Barcelonie i Cambrils.

 

Spotkania z imamem

 

Dziennik "El Pais", powołujący się na osoby z otoczenia zamachowców, ujawnił, że choć terroryści spotykali się z imamem od kilku miesięcy, to do decyzji o "oddaniu życia w walce" dojrzeli dopiero w czerwcu podczas ramadanu.

 

Krewny jednego z terrorystów ujawnił, że od roku dochodziło do potajemnych spotkań kilku terrorystów z imamem w jednej z zaparkowanych na ulicach Ripoll furgonetek.

 

- Regularnie we wnętrzu pojazdu As-Satty spotykał się z braćmi Ukabir, a także Mohamedem Hjczamim i Saidem Aallaą. Czasem spotkania te trwały ponad dwie godziny. Kiedy obok furgonetki ktoś przechodził, imam i jego rozmówcy milkli - ujawnił mieszkaniec miejscowości Ripoll.

 

"Udawali, że się nie znają"

 

Świadek, z którym rozmawiali reporterzy dziennika "El Pais", dodał, że na co dzień dżihadyści udawali, że się nie znają. "Pozdrawiali się jedynie po arabsku we wnętrzu miejscowego meczetu" - dodał krewny jednego z zamachowców.

 

Zarówno świadkowie, jak i śledczy wskazują, że przywódcą grupy terrorystów, która prawdopodobnie liczyła 12 osób, był muzułmański duchowny. 45-letni As-Satty podróżował m.in. do ojczystego Maroka oraz Belgii. Najprawdopodobniej wyjazdy służyły utrzymywaniu kontaktów z innymi bojownikami samozwańczego Państwa Islamskiego.

 

Eksperci ds. bezpieczeństwa uważają, że imam i zgromadzeni wokół niego dżihadyści korzystali z doświadczeń terrorystów, którzy przeprowadzili ataki na madryckie pociągi 11 marca 2004 r. Osobą, która łączyła obie grupy terrorystów, był odsiadujący w Hiszpanii wyrok 18 lat więzienia za udział w madryckich zamachach Raszid Aglif, pseudonim "El Conejo" (Królik). As-Satty zaprzyjaźnił się z nim podczas odsiadywania blisko dwuletniej kary za przemyt haszyszu. Imam wyszedł na wolność w 2012 r.

 

Cel: setki osób

 

Dziennik "El Mundo" wskazuje na podobieństwa grupy katalońskich dżihadystów do terrorystów, którzy dokonali zamachów w 2004 r. Wskazuje, że w obu przypadkach zamachowcy byli dobrze zorganizowani i żaden z nich nie był "samotnym wilkiem". Mieli też podobny cel: zabicie "setek osób".

 

Gazeta podkreśla, że w przypadku zarówno terrorystów z Madrytu, jak i Katalonii szefem grup był duchowny muzułmański, a większość ich członków stanowiły osoby pochodzące z Maroka.

 

- Poza tym teraz i przed trzynastoma laty obie grupy terrorystów miały swoją bazę logistyczną, z której korzystali przez okres kilku miesięcy - podsumował "El Mundo".

 

PAP

bas/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze