Firma wzywa ekologów do zapłaty za blokowanie wycinki w Puszczy Białowieskiej. Ich dane dostała od policji

Polska
Firma wzywa ekologów do zapłaty za blokowanie wycinki w Puszczy Białowieskiej. Ich dane dostała od policji
Polsat News

Przedsądowe wezwanie do zapłaty po 10 tys. zł za blokady maszyn w Puszczy Białowieskiej dostało już kilkanaście osób. - Będzie tyle wysłanych pism, ile osób blokowało - zapowiada dyrektor Zakład Transportu i Spedycji Lasów Państwowych w Giżycku, udostępniającego maszyny do wycinki drzew. I przekonuje, że wezwania dostaną wszyscy obecni w miejscu blokad, spisani przez policję.

Jedną z osób, która dostała przedsądowe wezwanie do zapłaty jest m.in. Joanna Łapińska z Hajnówki. Jak mówi, nie jest aktywistką organizacji proekologicznych, ale je wspiera. Pismo od leśników nazywa "niepoważnym używaniem prawa", bo, jak twierdzi, nie blokowała sprzętu.

 

- My się staramy przyjść, odwiedzić protestujących, pokazać, że jesteśmy po ich stronie. Nie przypinamy się, wolimy pokazać, że fizycznie i duchem jesteśmy z nimi, natomiast my niczego nie blokujemy - wyjaśnia w rozmowie z polsatnews.pl.

 

"Będziemy dochodzić poniesionych strat"

 

W wezwaniach szczegółowo wyliczono, jakie straty poniósł Zakład Transportu i Spedycji z powodu blokady sprzętu w danym dniu. W przypadku protestu, który odwiedziła Joanna Łapińska, firma miała stracić 10 tys. 560 zł.

 

"Maszyny miały pracować 12 godzin, przeciętnie na godzinę pozyskują one 20 m3 drewna, za które Zakład otrzymuje (…) cenę 44 zł netto za 1 m3" - napisano w wezwaniu.

 

- Będziemy dochodzić poniesionych strat - mówi polsatnews.pl Jerzy Rosiński, dyrektor Zakładu Transportu i Spedycji Lasów Państwowych w Giżycku. - Ja muszę płacić ludziom wynagrodzenia, muszę płacić podatki, muszę utrzymać zakład. Żeby istnieć na rynku, muszę zarabiać - tłumaczy.

 

I dodaje, że prawo zobowiązuje go do zarządzania przedsiębiorstwem w taki sposób, żeby przynosiło zyski. A blokady wycinki mu to uniemożliwiają.

 

Mają płacić, bo ich spisano 

 

Rosiński zaznacza, że uczestnicy protestów mogą zapłacić "solidarnie" - jeśli wspólnie pokryją koszty każdej z blokad, wnioski wobec pojedynczych osób nie trafią do sądu.

 

Ale aktywiści nie zamierzają płacić. Tym bardziej, że część osób wezwanych do zapłaty nie blokowała sprzętu. Działania leśników w tej sprawie nazywają "absurdalnymi".

 

- Robią to po omacku, na ślepo, bez sprawdzenia, kto, co robił. Ja tam byłam dziesięć minut, może piętnaście - twierdzi Joanna Łapińska.

 

Aktywiści z fundacji "Dzika Polska" nagrali moment blokady jednej z maszyn służących do wycinki drzew:

 

 

"Prawnie usprawiedliwiony cel"

 

Zapytany, skąd wiadomo, do kogo wysłać wezwanie, dyrektor Rosiński wyjaśnia, że dane osobowe uczestników akcji w Puszczy Białowieskiej otrzymał od policji.

 

- Tego typu udostępnianie danych jest możliwe na podstawie Ustawy o ochronie danych osobowych - wyjaśnia kom. Tomasz Krupa, rzecznik podlaskiego komendanta policji. Powołuje się na art. 23 ust. 1 pkt 5 oraz ust. 4 pkt 2.

 

Przepisy te głoszą:"Przetwarzanie danych jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy (…) jest to niezbędne dla wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów realizowanych przez administratorów danych albo odbiorców danych, a przetwarzanie nie narusza praw i wolności osoby, której dane dotyczą".

 

Ust. 4 pkt 2 tej ustawy doprecyzowuje: "Za prawnie usprawiedliwiony cel, o którym mowa w ust. 1 pkt 5, uważa się w szczególności (…) dochodzenie roszczeń z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej".

 

Prawnicy mają wątpliwości 

 

Zastrzeżenia wobec udostępnienia danych protestujących zakładowi leśnemu przez policję mają jednak prawnicy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, których zapytaliśmy o opinię w tej sprawie.

 

- Żeby policja mogła w takiej sytuacji przekazać dane firmie, potrzebowałaby szczególnej podstawy prawnej. Przepisy o ochronie danych osobowych wskazywane przez policję są niewystarczające - argumentuje w rozmowie z polsatnews.pl Dorota Głowacka, prawniczka specjalizująca się m.in. w prawie do prywatności z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

 

Policja też chce karać

 

Niezależnie od pism rozsyłanych przez leśników, ukarać protestujących planuje też policja.

 

Skierowała do sądu wnioski o ukaranie 17 osób, które blokowały sprzęt w puszczy.

 

Jak zapowiadają policjanci - takie same wnioski może dostać wkrótce kolejnych kilkadziesiąt osób. Wszystkim grożą grzywny za zakłócanie porządku. Jeśli nie zpłacą, ich sprawy też mają zostać skierowane do sądu.

 

Protesty mimo gróźb

 

Aktywiści nie rezygnują jednak z protestów. W czwartek, 29 czerwca, ponad dwadzieścia osób zablokowało na kilka godzin maszynę do wycinki w lesie przy granicy z Białorusią. To był już szósty protest ekologów w ostatnich dwóch miesiącach.

 

 

I znów uczestnicy akcji zostali spisani przez Straż Leśną.

 

polsatnews.pl

prs/dro/
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie