Prokuratura wycofała kasację ws. Sumlińskiego i Aleksandra L.

Polska
Prokuratura wycofała kasację ws. Sumlińskiego i Aleksandra L.
Polsat News

Podjęto decyzję o cofnięciu kasacji prokuratury ws. płatnej protekcji przy weryfikacji oficera WSI, w której uniewinniono dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego oraz skazano na 4 lata więzienia byłego oficera WSI Aleksandra L. - poinformowała w piątek Prokuratura Krajowa.

W złożonej w grudniu zeszłego roku kasacji prokuratura chciała, by Sąd Najwyższy uchylił prawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie w tej sprawie z września 2016 r. i zwrócił mu sprawę do ponownego rozpoznania.

 

Niewłaściwy zarzut kasacji

 

"Uznano, że zarzut kasacji dotyczący braku dokonania należytej kontroli instancyjnej wyroku jest zarzutem dotyczącym materiału dowodowego, zaś na etapie postępowania kasacyjnego przed SN niedopuszczalna jest ponowna kontrola poprawności oceny poszczególnych dowodów i weryfikacja zasadności ustaleń faktycznych" - napisała rzeczniczka prasowa PK prok. Ewa Bialik o powodach decyzji o wycofaniu kasacji.

 

W komunikacie prokuratury dodano, że treść kasacji w dużej mierze świadczyła o tym, że jej autor domagał się "w istocie ponowienia kontroli prawidłowości ustalonych przez sąd rejonowy faktów", przeciwstawiając wywodom sądu rejonowego inną wersję zdarzenia. Ponadto - jak dodała Bialik - zarzut kasacji był pozbawiony "wskazania konkretnych uchybień i skutków, co uniemożliwia prawidłowe rozpoznanie tak sformowanego pisma procesowego".

 

"Naruszył prawo do rzetelnego procesu"

 

PK zaznaczyła także, iż decyzja o wycofaniu kasacji była efektem oceny dokonanej po konsultacjach przeprowadzonych na początku kwietnia tego roku z Departamentem Postępowania Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK.

 

- Cofnięcie kasacji przez prokuraturę nie oznacza, że SN nie rozpozna kasacji złożonej przez obrońcę skazanego Aleksandra L. - zastrzegła PK. Według obrony SO naruszył prawo do rzetelnego procesu, co miało skutkować skazaniem L. Pierwotnie SN wyznaczył termin na rozpoznanie tych kasacji na 10 maja.

 

Kasacja prokuratury na niekorzyść dziennikarza i na korzyść Aleksandra L. zarzucała wyrokowi SO "rażące i mające istotny wpływ na treść orzeczenia naruszenie przepisów prawa procesowego". Miały one polegać na "dokonaniu nienależytej kontroli instancyjnej zaskarżonego wyroku, niepełnym ustosunkowaniu się przez sąd odwoławczy do wszystkich zarzutów apelacji prokuratora, w tym zawartych w części niejawnej oraz niewykazaniu konkretnymi, znajdującymi oparcie w ujawnionych w sprawie okolicznościach, argumentami - dlaczego uznano poszczególne zarzuty i wnioski apelacji za nietrafne, bądź niezasadne oraz bezkrytycznym powieleniu stanowiska sądu I instancji".

 

L. przyznał się do zarzucanego czynu

 

W grudniu 2009 r. Sumliński i L. zostali oskarżeni przez warszawską prokuraturę apelacyjną o powoływanie się od grudnia 2006 r. do stycznia 2007 r. na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej WSI i podjęcie się - w zamian za 200 tys. zł - załatwienia pozytywnej weryfikacji oficera WSI płk. Leszka T. Ten oficer tajnych służb wojska jeszcze z PRL ostatecznie został negatywnie zweryfikowany. Oskarżonym groziło do ośmiu lat więzienia.

 

L. od początku przyznawał się do zarzucanego mu czynu i sam wnosił o wymierzenie mu takiej kary, jaką otrzymał. Za okoliczności łagodzące w grudniu 2015 r. sąd rejonowy uznał, że L. stał się ofiarą prowokacji Leszka T. (zmarł w 2012 r.), któremu w rzeczywistości na tej weryfikacji nawet nie zależało. Sąd ustalił też, że L. dramatycznie potrzebował pieniędzy, by pomóc ciężko chorej żonie.

 

Śledztwo zainicjował Leszek T., który nagrywał rozmowy z płk. L. i Sumlińskim. W listopadzie 2007 r., po przegranych przez PiS wyborach, zawiadomił o sprawie ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, który poinformował o niej ABW. Sprawa nabrała rozgłosu w mediach w 2008 r., gdy sąd - po uwzględnieniu zażalenia prokuratury - zdecydował o aresztowaniu Sumlińskiego. Dzień później dziennikarz próbował popełnić samobójstwo w warszawskim kościele. Po tym zdarzeniu odstąpiono od jego aresztowania. Przez pewien czas aresztowany był natomiast L.

 

Sumliński nie przyznawał się do winy

 

Sumliński od początku nie przyznawał się do winy. Mówił, że była to prowokacja T. wymierzona m.in. w Komisję Weryfikacyjną kierowaną przez Antoniego Macierewicza. W mediach zwracał uwagę na prowadzone przez siebie dziennikarskie śledztwa i sugerował, że "mógł się tym narazić wielu osobom". Media ponownie nawiązywały do tej sprawy w 2012 r., kiedy zmarł Leszek T., mający zeznawać w procesie. Prokuratura podała, że przyczyną śmierci była niewydolność krążenia. Śledztwo w sprawie jego śmierci umorzono.

 

W 2014 r. przez prawie 4 godziny prezydent Komorowski zeznawał jako świadek w tym procesie - rozprawa odbyła się w Pałacu Prezydenckim. "Sugeruje się moje dziwne kontakty z WSI" - oświadczył wtedy Komorowski. Dodał, że wszystkie jego kontakty z WSI "zawsze miały charakter formalny, wynikający z przełożeństwa nad nimi w roli wiceszefa czy też szefa MON". "Niektórzy chwytają się brzytwy, a nawet brzydko się chwytają" - oświadczył.

 

PAP

mr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze