Gen. Nosek: Macierewicz - wóz, który coraz trudniej jedzie do przodu

Polska

- Chodzi o to, żeby z tego wozu, który coraz trudniej jedzie do przodu, a nazywa się Antoni Macierewicz, wszelkie balasty pozrzucać. Zrzucono balast Misiewicza, wcześniej Jannigera, teraz zrzucono kolejny - powiedział w programie "Gość Wydarzeń" były szef SKW gen. Janusz Nosek komentując dymisję dr. Wacława Berczyńskiego. Jak dodał: "szkoda, że tak późno".

Wacław Berczyński przesłał w czwartek do Ministerstwa Obrony Narodowej pismo, w którym złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego podkomisji utworzonej przy MON ds. ponownego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Szef MON dymisję przyjął. Resort obrony poinformował, że pełniącym obowiązki przewodniczącego komisji będzie dr Kazimierz Nowaczyk, do tej pory I zastępca przewodniczącego podkomisji.

 

"Podstawowym problemem jest sam Antoni Macierewicz"

 

- Pan Berczyński, Misiewicz, to jest problem dla państwa polskiego. Ale nie tylko oni. Podstawowym problemem jest sam Antoni Macierewicz. Jego działania, jego aktywność, jego decyzje nie służą interesom państwa polskiego - ocenił gen. Nosek.

 

Zdaniem byłego szefa SKW kwestia dymisji "to nie jest decyzja samego Berczyńskiego". - To dymisja wymuszona. Chodzi o to, żeby z tego wozu, który coraz trudniej jedzie do przodu, a nazywa się Antoni Macierewicz, wszelkie balasty pozrzucać. Zrzucono balast Misiewicza, wcześniej Janigera, teraz zrzucono kolejny. Tych balastów jest tak dużo, że nie zmienia to kompletnie sytuacji w ministerstwie obrony - stwierdził.

 

Pytany o to, czy szef MON Antoni Macierewicz powinien stracić stanowisko odpowiedział: "jak najszybciej".

 

"Nie obawiam się niczego"

 

W grudniu ubiegłego roku ujawniono, że w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa postawiono zarzuty byłym szefom SKW Januszowi Noskowi i jego następcy Piotrowi Pytlowi.

 

- Po pierwsze więzienie też dla ludzi, po drugie bać się nie mam czego, ponieważ służyłem państwu polskiemu i wykonywałem tak jak potrafiłem najlepiej swoje zadania - powiedział.

 

- Nie obawiam się niczego. Nie mam sobie w tej sprawie nic do zarzucenia - dodał.

 

"Współpraca nie została nawiązana w 2010 roku"

 

W marcu "GW" pisała, że rozmowy o porozumieniu między SKW a FSB zaczęły się w listopadzie 2010 r., co miało wynikać z konieczności ustalenia statusu polskich oficerów, którzy po katastrofie smoleńskiej przebywali w Moskwie. "GW" dodała, że porozumienie ostatecznie podpisano we wrześniu 2013 r., ale nie wprowadzono go w życie, bo zaraz zaczął się kryzys rosyjsko-ukraiński.

 

- Nie jest prawdą, że współpraca została nawiązana po 2010 czy w 2010 roku. Powiem więcej, do tej współpracy w praktyce w ogóle nie doszło. Ona mogła mieć miejsce i mogła być realizowana dopiero po podpisanym porozumieniu we wrześniu 2013 roku, ale sytuacja geopolityczna uległa dramatycznej zmianie. Mieliśmy do czynienia z aneksją Krymu. Mój następca gen. Pytel najpierw podjął decyzję o zawieszeniu tego porozumienia, a z tego, co słyszę, obecne kierownictwo to porozumienie w ogóle zerwało - wyjaśniał gen. Nosek.

 

Pytany, dlaczego w takim razie zawarcie umowy było konieczne odpowiedział, że taki jest zwyczaj wśród służb. - Niektóre służby wymagają umowy na piśmie. Takie porozumienia są naturalne i normalne, są na dużym poziomie ogólności - podsumował.

 

Polsat News

mr/grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze