"Kłótnie w małżeństwie się zdarzają". Adwokat radnego z Bydgoszczy o nagraniu ujawnionym przez żonę

Polska
"Kłótnie w małżeństwie się zdarzają". Adwokat radnego z Bydgoszczy o nagraniu ujawnionym przez żonę
Polsat News

- Faktycznie na nagraniu słychać głos mojego klienta, który w sposób bardzo wulgarny zwraca się do żony. Nie ma dwóch zdań, że nie powinien tak rozmawiać - powiedział polsatnews.pl Piotr Bartecki, adwokat bydgoskiego radnego Rafała Piaseckiego. I zastrzegł: "na żadnym nagraniu nie ma dowodu, że uderzył żonę". Żona Piaseckiego oskarżyła męża o znęcanie; w sieci opublikowała nagranie awantury.

Słychać na nim, jak jest upokarzana. Napisała, że chce w ten sposób "zainspirować ludzi do pomocy osobom, które znalazły się w zamkniętym kręgu przemocy domowej, z którego nie sposób się wyrwać bez pomocy otoczenia".  Jak twierdzi, to jedno z kilkunastu podobnych nagrań, jakie zrobiła.

 

Ostrzegamy, nagranie jest drastyczne. Są tu m.in. krzyki, płacz kobiety i wyzwiska miotane przez mężczyznę, który klnie, grozi  pobiciem i wyrzuceniem z domu. Instruuje żonę, o której godzinie powinna wracać z pracy, podać obiad, nakazuje też dokładne posprzątanie domu.

 

 

"Mój klient w pewnym momencie wybucha"

 

Mec. Bartecki przyznał, że słownictwo radnego "jest niedopuszczalne, ale kłótnie w małżeństwie się zdarzają". - Jest nagranie, na którym mój klient w pewnym momencie wybucha. Ono jest urwane i nie wiadomo, co wywołało agresję - powiedział.

 

Jego zdaniem "ważne tu jest", że żona radnego w podczas sprawy rozwodowej złożyła do sądu cztery nagrania. - Pierwsze z 2013 r. a ostatnie z 2017 r. Czyli jedna, bardzo naganna rozmowa przypada mniej więcej na rok - powiedział Bartecki.

 

Jak ocenił, istotna kwestią "jest moment, w którym upubliczniono nagranie" (9 kwietnia - red.).

 

- Niewątpliwie jest to związane z kwestią zabezpieczenia przez sąd kontaktów ojca z dziećmi na czas rozwodu. Rozprawa odbyła się przed świętami. Sąd udzielił ojcu tych kontaktów w dużo szerszym zakresie niż wnosiła żona. Chciała. aby odbywały się one tylko w obecności kuratora - stwierdził Bartecki.

 

Dzieci będzie widywał raz w miesiącu

 

Sąd uznał, że do czasu zakończenia sprawy rozwodowej radny będzie widywał córki - 7- i 9-letnią - przez jeden weekend w miesiącu.

 

Według adwokata, radny Piasecki "jest w tragicznym stanie i żałuje tego, co się stało, bo nie da się tego obronić", ale zastrzegł, że "w żaden sposób radny nie przyznaje się, że nadużywał siły fizycznej w stosunku do żony".

 

Jako pierwszy relacje Piaseckiego i żony opisał w lutym "Express Bydgoski". Piasecki zapewniał na łamach gazety, że nigdy nie uderzył małżonki ani dzieci. Po publikacji zawiesił członkostwo w PiS.

 

Chciał zrezygnować z mandatu radnego

 

We wtorek Piasecki chciał zrezygnować z mandatu radnego, ale adwokat przekonał go, by tego nie robił. - Odradzałem, przekazałem mu, że tego chciałaby jego żona - powiedział polsatnews.pl Bartecki.

 

Dodał, że po nagłośnieniu sprawy radny dostaje maile z pogróżkami. - On do końca chciał naprawiać małżeństwo. Pojechał do Warszawy, by ratować związek - stwierdził, nawiązując do sytuacji z lutego, opisanej w "Expressie Bydgoskim", radny pojawił się na sesji rady miasta w kołnierzu ortopedycznym.

 

- Zostałem pobity przez mężczyznę, który towarzyszył mojej żonie podczas mszy - mówił wówczas Piasecki. Twierdził, że pojechał do Warszawy (gdzie wyprowadziła się jego żona - red.), by spotkać się z dziećmi, ale mu to uniemożliwiono.

 

- Mamy czterech świadków na to, że ten pan sam to sobie zrobił - przekazała dziennikarzom kobieta, która zajmowała się ochroną jego żony. - Najpierw pan Piasecki przyłożył głową o framugę kościelnych drzwi, a potem zaczął się miotać w przedsionku i krzyczeć, że został pobity - relacjonowała kobieta.

 

Śledztwo pod nadzorem Prokuratury Krajowej

 

We wtorek po południu Prokuratura Krajowa poinformowała o objęciu nadzorem służbowym postępowania w sprawie bydgoskiego radnego, dotyczącego znęcania się nad żoną. Jak przekazała rzeczniczka prasowa Ewa Bialik, sprawa ta "zarówno nadzorowana przez prokuraturę okręgową, jak również jest zwierzchni nadzór służbowy Prokuratury Krajowej".

 

- Sprawa bydgoskiego radnego, który miał znęcać się nad swoją żoną, jest w zainteresowaniu Prokuratury Krajowej od kilku tygodni - powiedziała rzeczniczka PK Ewa Bialik.

 

Jak przypomniała, żona polityka złożyła zawiadomienie (dot. znęcania się nad nią przez męża - red.) już w lutym br. Dodała, że tego typu sprawy, ze względu m.in. na swój charakter są monitorowane przez PK. - To zainteresowanie zostało sformalizowane poprzez objęcie sprawy zewnętrznym nadzorem służbowym - powiedziała prokurator Bialik.

 

Dochodzenie prowadzi również warszawska policja pod nadzorem prokuratury. Zawiadomienie w lutym złożył pełnomocnik żony radnego. Dotyczyło ono podejrzenia popełnienia przestępstwa polegającego na znęcaniu się psychicznym i fizycznym nad nią przez męża. Po najściu - w Warszawie - kobieta złożyła też zawiadomienie o naruszeniu miru domowego.

 

- Dochodzenie trwa, zostało przedłużone do 30 maja. Wystąpiliśmy też w drodze pomocy prawnej o przesłuchanie świadków w Bydgoszczy, gdzie miało dochodzić do przemocy. Czekamy obecnie na protokoły z tych przesłuchań - powiedział rzecznik prasowy praskiej prokuratury Łukasz Łapczyński. Doprecyzował, że chodzi o zdarzenia, które miały miejsce w okresie od 2006 roku do lutego 2017 r.

 

Platforma chce zaangażowania ministra Ziobry

 

We wtorek poseł PO Krzysztof Brejza wystosował list do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z sugestią, by prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie bydgoskiego radnego, a Ziobro objął postępowanie osobistym nadzorem.

 

Według posła PO, "zważywszy na agresję" z jaką Piasecki traktuje poszkodowaną, zasadne byłoby też zastosowanie wobec niego środków zapobiegawczych, takich jak dozór policji, zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej, zakaz kontaktowania się lub nakaz opuszczenia wspólnego mieszkania. "Względy prewencji ogólnej uzasadniają niezwłoczne podanie do publicznej wiadomości informacji jaka jest reakcja Prokuratury na ujawnione zachowanie radnego PiS Rafała Piaseckiego" - zwrócił się Brejza w liście do ministra sprawiedliwości.

 

Adwokat radnego nazwał wniosek Brejzy "uzasadnionym w sposób niemerytoryczny, odnoszącym się do nagrania z internetu a nie do całokształtu sprawy".

 

polsatnews.pl, PAP

ml/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze