"Piekły mnie oczy, nie mogłem oddychać". Świadek o ataku chemicznym w Syrii

Świat
"Piekły mnie oczy, nie mogłem oddychać". Świadek o ataku chemicznym w Syrii
Reuters

Samolot armii syryjskiej, który we wtorek zaatakował miasto Chan Szajchun w prowincji Idlib, zrzucił trzy zwykłe bomby i jedną, po której niezbyt głośnym wybuchu powstała chmura białego dymu - mówi Syryjczyk, który obserwował atak z pobliskiego wzgórza.

Objawy u osób poszkodowanych w ataku w syryjskim Chan Szajchun są zgodne z symptomami występującymi po kontakcie z bronią chemiczną, taką jak sarin czy chlor - poinformowała w środę organizacja Lekarze Bez Granic.

 

Według MSF zaobserwowane objawy wskazują, że poszkodowani cywile zostali narażeni na działanie co najmniej dwóch różnych środków paraliżujących układ nerwowy.

 

Prawdopodobnie użyto sarinu

 

U ośmiu pacjentów w szpitalu ok. 100 km od granicy z Turcją, do którego przewieziono część ofiar ataku, stwierdzono objawy takie, jak zwężone źrenice, skurcze mięśni i mimowolna defekacja, "zgodne z symptomami występującymi po kontakcie z substancjami neurotoksycznymi, takimi jak sarin" - podkreśliła organizacja w oświadczeniu.

 

W innym szpitalu wokół ofiar unosił się zapach środka wybielającego, co - jak podkreśliła MSF - wskazuje na użycie chloru.

 

Reuters przekazuje relację świadka ataku. Husam Salum jest ochotnikiem w służbie ostrzegania przed nalotami na obszarach kontrolowanych przez syryjskich rebeliantów. Powiedział, że we wtorek o świcie samolot myśliwsko-bombowy Su-22 nadleciał nad Chan Szajchun na małej wysokości. Kiedy zrzucił bomby, powstały trzy kolumny ciemnego dymu i biała chmura rozciągająca się nisko nad ziemią.

 

Warstwa dymu pokryła miasto

 

- Dym był biały i gęsty - powiedział Reutersowi. - Zaczął się rozszerzać, aż jego warstwa pokryła miasto.

 

Reuters pisze, że krater zidentyfikowany przez ratowników jako miejsce, w którym wybuchła bomba z gazem, ma około 1 metra średnicy.

 

Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka w ataku chemicznym na Chan Szajchun zginęły 72 osoby, w tym 20 dzieci; 160 osób odniosło obrażenia.

 

Rząd syryjski zaprzeczył, jakoby jego siły przeprowadziły ten atak. Zachód oskarża jednak Damaszek, natomiast sprzymierzeni z syryjskim rządem Rosjanie twierdzą, iż ofiary śmiertelne były rezultatem zaatakowania przez syryjskie lotnictwo składu broni rebeliantów, w którym produkowana była broń chemiczna. Rebelianci zaprzeczają.

 

Cztery bomby z trującym gazem

 

Stany Zjednoczone także przypuszczają, iż do ataku na Chan Szajchun użyty został sarin i że był to w Syrii najtragiczniejszy w skutkach atak chemiczny od czasu, gdy ten sam gaz zabił setki ludzi na kontrolowanych przez rebeliantów obszarach koło Damaszku w 2013 roku.

 

Salum, który obserwował nalot z odległości półtora kilometra, powiedział, że samolot nadleciał na miasto tylko raz, zrzucając cztery bomby. O tym, że użyto gazu trującego, dowiedział się od funkcjonariusza obrony cywilnej, który szybko udał się na miejsce.

 

- Powiedział nam (przez radio), że czuje dziwny zapach. Niespełna minutę później mówił, że ma zawroty głowy i traci przytomność. Straciliśmy z nim kontakt - przytacza Reuters jego wypowiedź.

 

Część ofiar leczona w Turcji

 

Inny funkcjonariusz obrony cywilnej, Chaled al-Nasr, który również udał się do Chan Szajchun, powiedział m.in, że niektórym z leżących tam na ziemi ludziom z ust wydobywała się piana. Jego zaczęły piec oczy, miał trudności z oddychaniem.

 

Ratownicy rozbierali poszkodowanych i polewali ich wodą, po czym przewozili ich do pobliskich szpitali. Część ofiar wysłano na leczenie do sąsiedniej Turcji.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze