Gliński: projekt dekoncentracji mediów jeszcze w połowie roku

Polska
Gliński: projekt dekoncentracji mediów jeszcze w połowie roku
Polsat News

- Dekoncentracja mediów jest potrzebna, aby dziennikarze poddawani presji w Ringier Axel Springer, mogli spokojnie znaleźć pracę gdzieś indziej - powiedziała Joanna Lichocka z PiS podczas debaty o repolonizacji mediów w Polsce na posiedzeniu komisji kultury i środków przekazu. - Na szczęście w tym kraju są jeszcze media, które nie przedstawiają chorej wizji PiS - mówił poseł PO Jakub Rutnicki.

W środę odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, podczas którego dyskutowano m.in. o liście szefa niemiecko-szwajcarskiego koncernu Ringier Axel Springer do polskich dziennikarzy pracujących w tym wydawnictwie.

 

Mark Dekan napisał m.in.: "Ideologie i prymitywne ideologie przegrały z wartościami i rozsądkiem. Wyłącznym zwycięzcą nie jest jednak Donald Tusk, tak jak Kaczyński nie jest jedynym przegranym. Razem z Tuskiem wygrali Polacy - wszyscy ci, którzy są dumni z przynależności do Unii Europejskiej (...). Co do przegranych w tym starciu, to obok Jarosława Kaczyńskiego znalazła się dobra reputacja Polski jako rzetelnego partnera".

 

Politycy PiS nazywają list "instrukcją szefa niemiecko-szwajcarskiego koncernu Ringier Axel Springer dla polskich dziennikarzy pracujących w tym wydawnictwie".

 

"Działał w granicach polskiego prawa"

 

Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński stwierdził podczas posiedzenia komisji, że paradoksalnie prezes szwajcarsko-niemieckiego koncernu medialnego działał w granicach polskiego prawa".

 

Jak wskazał, jeden z artykułów prawa prasowego mówi bowiem o tym, że właściciel mediów "może nawet stosować konsekwencje pracownicze wobec swoich pracowników, którzy nie realizują linii programowej medium".

 

  

"Skandaliczne interwencje w wolny rynek mediów"


- To jest prawo peerelowskie z 1984 roku i przez 20 kilka lat III RP nie zostało ono zmienione; nie zostało ono zmienione także przez osiem lat działającej przed nami koalicji. Mamy taką regulację, która umożliwia w zasadzie tego rodzaju skandaliczne interwencje w wolny rynek mediów - powiedział wicepremier.

 

- Nasi partnerzy zagraniczni wpisali się w mentalność państwa komunistycznego, które narzucało w tak ostry sposób dyscyplinę dotyczącą linii programowej czasopism i mediów - ocenił.

 

"Ograniczanie wolności prasy"

 

W ocenie Glińskiego, taka ingerencja jest sprzeczna z polską konstytucją, gdyż "w ewidentny sposób ogranicza wolność prasy, wypowiedzi i funkcjonowania w Polsce demokracji i pluralizmu poglądów".

 

- Dlatego też chciałem poinformować, że prowadzimy w tej chwili prace nad nowelizacją prawa prasowego. W ramach tej nowelizacji będziemy proponowali zmianę zapisu artykułu 10 prawa prasowego - doprecyzował.

 

Artykuł 10 prawa prasowego mówi, że zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu: "Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa". Przewiduje on także, że dziennikarz, w ramach stosunku pracy, ma "obowiązek realizowania ustalonej w statucie lub regulaminie redakcji, w której jest zatrudniony, ogólnej linii programowej tej redakcji".

 

Zapobiec koncentracji mediów, zwiększyć ich pluralizm

 

Wicepremier zaznaczył jednocześnie, że nie ma jeszcze gotowego projektu przepisów "zapobiegających nadmiernej koncentracji na rynku mediów i zwiększających pluralizm mediów polskich".

 

Dodał, że od września ubiegłego roku trwają prace zespołu roboczego - z udziałem przedstawicieli resortu kultury, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (w przyszłości w prace włączony ma zostać również Urząd Komunikacji Elektronicznej) - nad takim projektem.
 
Gliński chciałby, żeby projekt dekoncentracji na rynku medialnym został przedstawiony do połowy roku. - Nie wiem, czy zdążymy, to skomplikowana materia legislacyjna - zastrzegł.

 

"Niepokój ws. koncentracji mediów"


- Te prace wynikają z naszego niepokoju dotyczącego stanu funkcjonowania polskich mediów, jeśli chodzi o kwestie koncentracji kapitału - mówił Gliński. - Istnieją, oczywiste zupełnie, podstawy prawne w prawie europejskim i w prawach państw cywilizowanych, demokratycznych (…), które dają nam dodatkowy impuls do tego, że powinniśmy to uregulować - podkreślił.
 
Zdaniem wicepremiera brak takiego uregulowania to "wielkie zaniedbanie III Rzeczpospolitej". - To jest pytanie, dlaczego myśmy tak podstawowych spraw przez 27 lat nie uregulowali i zaszłości wynikające z braku tej regulacji, no niestety, rzutują na funkcjonowanie polskiej demokracji - dodał szef MKiDN.

 


"Wypowiedź niefortunna"

 

Na temat listu szefa Ringier Axel Springer rozmawiali także wiceministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiec. Jak powiedział wiceszef MSZ Jan Dziedziczak, "nasz odpowiednik niemiecki stwierdził, że wypowiedź prezesa koncernu była niefortunna".


Dziedziczak podkreślił, że wydarzenia związane z "wezwaniem szefa koncernu niemiecko-szwajcarskiego wobec polskich dziennikarzy" MSZ traktuje jako "kwestię wysoce niepokojącą, ingerującą w wewnętrzne sprawy i (...) mającą znamiona wpływania obcego koncernu na świadomość polskiego suwerena, polskiego wyborcy".
 
- To jest sprawa bez precedensu, że szef MSZ zajmuje się kwestią listu do pracowników koncernu - powiedział poseł Nowoczesnej Grzegorz Furgo.

 

- W liście są jednoznaczne instrukcje, jak wpływać na opinię publiczną i jak przedstawiać Jarosława Kaczyńskiego - stwierdził Dziedziczak.

 

- Czy znany jest przypadek innego koncernu, w którym dziennikarze byliby instruowani, kto jest w polityce lokalnego kraju zwycięzcą? Ja takich przypadków nie znam - pytała posłanka PiS Joanna Lichocka.

 

- Jeżeli opozycji zależy na nieskrępowanej, pluralistycznej debacie musimy się wszyscy zastanowić nad tym problemem - dodała.

 

"Czy sądzicie, że dziennikarze są na tyle ulegli?"

 

- Czy my jesteśmy w stanie wojny z Niemcami? Podważacie państwo w podstawowym sensie nasze relacje - pytał wiceprzewodniczący komisji z Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski. - Czy sądzicie państwo, że nasi dziennikarze są na tyle ulegli, że kwestionują prawo do wolności prasy? - dodał.

 

Według posłanki PO i wicemarszałka Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, w liście nie ma "żadnego niepokojącego zdania".

 

- Powinniśmy rozmawiać o całości polskich mediów, a nie tylko o tych, które nie zgadzają się z linią rządu - dodała Kidawa-Błońska.

 

"Czy opozycja nie włącza się w sytuację groźną dla suwerenności państwa?"

 

Z kolei posłanka PiS Barbara Bubula uważa, że "Axel Springer powinien ujawnić wszystkie listy wysyłane do pracowników".

 

- Czy opozycja nie włącza się w sytuację groźną dla suwerenności naszego państwa? To jest temat między podziałami politycznymi - pytała Bubula.

 

- Naprawdę chcecie państwo, aby polski rząd kontrolowali Niemcy? – dodała szefowa komisji z PiS Elżbieta Kruk.


"Niepokój związany ze zbliżającymi się wyborami"

 

- Czy zabolało was, że Polacy mogą czuć się dumni ze zwycięstwa Donalda Tuska? To jest pretekst, żeby zamykać media, które nie sprzyjają Jarosławowi Kaczyńskiemu - powiedział Jakub Rutnicki z PO.

 

Zdaniem Furgo, "niepokój związany z koncentracją mediów, wiąże się ze zbliżającymi się wyborami".

 

  

Podobnego zdania jest Mieszkowski, który podkreślił, że celem działań PiS dotyczących dekoncentracji rynku medialnego jest przejęcie przed wyborami samorządowymi wszystkich dzienników regionalnych. - I w takim celu rozmawiamy o repolonizacji mediów - podkreślił.
 
Mieszkowski wskazywał również na pozytywną rolę, jaką odegrał na polskim rynku medialnym ostatnich dekad kapitał zagraniczny.

 

- Myślę, że kapitał niemiecki, ale także norweski, w tamtych latach włożył ogromne pieniądze w polskie media i właściwie je uratował. My powinniśmy być wdzięczni koncernom szwajcarsko-niemieckim za te inwestycje - przekonywał.

 

"Linia zaprezentowana przez Dekana jest partyjną linią opozycji"

 

Lichocka podkreśliła, że dyrektor finansowy czy prezes wydawnictwa "nie ma prawa ingerować  w (…) pracę redaktora naczelnego i w pracę dziennikarzy".

 

- To jest podstawowa zasada wolności dziennikarskiej: redakcje powinny być autonomiczne i opisywać rzeczywistość zgodnie z rzetelnością i obiektywizmem dziennikarskim, i żaden prezes wydawnictwa nie może ingerować w to, co redakcje piszą - akcentowała.
 
- Państwa to kompletnie nie obchodzi, bo ta linia, która jest zarysowana w piśmie prezesa niemieckiego, jest waszą linią. Ona jest waszą partyjną linią i nic was nie obchodzi to, czy dziennikarze są do niej zmuszani, czy też piszą te artykuły zgodne z tą linią zgodnie ze swoim sumieniem i znajomością rzeczy (…). Takie ustawienie linii tego wydawnictwa służy waszym partyjnym interesom, dlatego w tej chwili nie ma cienia oburzenia na to, co się stało - mówiła Lichocka.


- W żaden sposób nie mogę znaleźć wspólnej linii programowej "Faktu" i "Newsweeka" – powiedziała posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska. - Jedni mogą pracować u Jacka Kurskiego, inni u Jarosława Kurskiego. Na tym polega pluralizm mediów - dodała posłanka.


Czy media mają być "finansowane przez SKOK-i czy fundację Lux Veritatis"

 

Śledzińska-Katarasińska powiedziała, że rodzi się pytanie, czy chodzi o dekoncentrację kapitału, czy o to, by skoncentrować kapitał, ale w innych rękach - czy rynek medialny ma być "finansowany przez SKOK-i, państwo bezpośrednio, czy fundację Lux Veritatis".

 

Podkreśliła, że zapowiadane przepisy muszą "być jednakowe dla wszystkich". - Nie chodzi o zastąpienie jednego kapitału drugim, o taką zmianę prawa prasowego, żeby dziennikarz stracił możliwość wyboru. Musi mieć możliwość wyboru linii programowej, z którą chce się identyfikować - zaznaczyła wiceszefowa komisji kultury.

 

Odniosła się do relacji Telewizji Polskiej z wyboru szefa Rady Europejskiej, w której - zaznaczyła - "zwycięzcą był polski rząd a przegranym Donald Tusk". Dodała, że w instrukcji szefa niemiecko-szwajcarskiego koncernu Ringier Axel Springer dla polskich dziennikarzy pracujących w tym wydawnictwie przedstawiono odmienne stanowisko.

 

"Takie zjawiska występowały w krajach kolonialnych"
 
Śledzińska-Katarasińska zwróciła się do MSZ, by "przestało grać kartą niemiecką". - Nie widzę powodu, byśmy mieli takie kompleksy i takie obsesje - dodała.

 

Na te słowa zareagowała szefowa komisji kultury Elżbieta Kruk: "Proszę nie mówić o fobiach, o walce - mówimy o faktach". Podkreśliła, że 80 proc. prasy drukowanej w Polsce należy do kapitału zagranicznego.

 

 

- To ewenement na skalę światową, występowały takie zjawiska w krajach kolonialnych - zaznaczyła. - Jeśli mówimy o kompleksach to tylko wtedy, kiedy Polak godzi się, by jego państwo miało status kolonialny - podkreśliła Kruk.

 

Śledzińska-Katarasińska pytała o dowody na to, że nawet jeśli koncentracja kapitału niemieckiego jest, to jest ona sprzeczna z polską racją stanu.


"Media bywają dla polityka bardzo trudne"


Zwracając się do posłów PiS, Michał Kamiński z Unii Europejskich Demokratów, powiedział: "macie już wpływ na media publiczne. Nazwać je mediami obiektywnymi, byłoby bardzo trudno".

 

- Logika tabloidów jest taka, że atakują bardziej tych, którzy są u władzy - dodał Kamiński.

 

- Media bywają dla polityka bardzo trudne. Nie znam polityka, który nie byłby nigdy na nie wściekły – powiedział Kamiński.

 

PAP, polsatnews.pl

 

prz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze