Bił cegłą po głowie, w szyję wbił nóż. Podejrzany o zabójstwo ciężarnej kobiety wybiegł z sądu. Padły strzały

Polska
Bił cegłą po głowie, w szyję wbił nóż. Podejrzany o zabójstwo ciężarnej kobiety wybiegł z sądu. Padły strzały
Polsat News

Grzegorz G. miał z 25-letnią szwagierką Jolantą Ś. romans. W chwili śmierci była ona w 7. miesiącu ciąży. Według ustaleń śledczych mężczyzna zadał jej kilka ciosów cegłą w głowę, a na koniec wbił nóż w szyję. Później okradł kobietę, a jej ciało zakopał. Przyznał się do zbrodni. Teraz otrzyma kolejne zarzuty, bo podczas jednej z rozpraw wyrwał się policjantom i uciekł z sądu.

W piątek 31-letni Grzegorz G. został doprowadzony do Sądu Rejonowego w Ropczycach (woj. podkarpackie). Brał udział w procesie cywilnym niezwiązanym z zabójstwem. W pewnym momencie wykorzystał nieuwagę mundurowych i skuty kajdankami uciekł z sądu. Policjanci oddali strzały ostrzegawcze. Udało im się dogonić mężczyznę i ująć.

 

- W tej sprawie trwa wewnętrzne postepowanie wyjaśniające - powiedziała polsatnews.pl Marta Tabasz-Rygiel, rzeczniczka podkarpackiej policji.

 

Prokuratura poinformowała, że mężczyźnie zostanie najprawdopodobniej postawiony zarzut tzw. samouwolnienia.

 

Zakrztusiła się krwią

 

Grzegorz G. zabił w nocy z 20 na 21 maja 2016 r. Z ustaleń prokuratury wynika, że zbrodni nie planował.  

 

- Spotkali się w powiecie dębickim w pobliżu autostrady A4, aby zrobić sobie wspólne zdjęcia - powiedziała polsatnews.pl Ewa Romankiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

 

W pewnym momencie doszło do awantury. 31-latek zepchnął kobietę z nasypu. Następnie kawałkiem cegły zadał jej kilka ciosów w głowę, a na koniec wbił nóż w szyję. Wstępne wyniki sekcji zwłok wykazały, że kobieta zmarła przez zakrztuszenie się własną krwią.

 

Był ojcem dziecka

 

Prokuratura dysponuje już wynikami badań DNA, które potwierdziły, że Grzegorz G. był ojcem nienarodzonego dziecka 25-latki.

 

Tuż po zbrodni mężczyzna schował jej ciało do bagażnika i trzymał w nim przez kilka dni. Następnie zakopał je w lesie. Ziemię oblał chemikaliami, by zwierzęta nie kopały w tym miejscu.

 

Rodzina powiadomiła o zaginięciu 25-latki kilka tygodni po jej zaginięciu.

 

- Była zaniepokojona brakiem kontaktu. Kobieta na co dzień nie mieszkała z bliskimi - mówiła Ewa Romankiewicz.

 

Szykował się do ucieczki

 

W tym czasie sprawca sprzedał jej samochód, podrabiając dokumenty, ukradł jej też pieniądze oraz sprzęt elektroniczny.

 

Pod koniec października zorientował się, że znalazł się w kręgu osób podejrzewanych o zabójstwo. - Stał się ostrożny. Nie używał telefonu komórkowego - powiedziała Romankiewicz.

 

To najprawdopodobniej wtedy zaczął planować ucieczkę. Przygotowując się do niej, ukradł z miejsca swojej pracy sprzęt elektroniczny wart ponad pół miliona zł. Sprzedał go Marii M. (lat 26) oraz Dariuszowi K. (lat 30). Później usłyszeli oni za to zarzuty umyślnego paserstwa.

 

Pięć zarzutów

 

Policja zatrzymała Grzegorza G. na początku listopada. Do tej pory usłyszał 5 zarzutów: zabójstwa Jolanty Ś., kradzieży jej mienia, sfałszowania umowy sprzedaży samochodu i zniszczenia jej dokumentów osobistych.

 

Zarzucono mu również usiłowanie dwóch oszustw na kwotę 1000 zł i 5000 zł, których zamierzał dokonać podszywając się pod Jolantę Ś.

 

Prokuratura jest już niemal gotowa do sporządzenia aktu oskarżenia ws. zabójstwa. Czeka jeszcze na ostateczną opinię biegłego dotyczącą przyczyny zgonu 25-latki.

 

Za zabójstwo grozi kara nawet dożywotniego więzienia.

 

polsatnews.pl

ml/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze