Wyścigi samochodowe na... placu budowy. Prokuratura bada sprawę

Polska

Tor wyścigowy w Strykowie pod Łodzią jest używany, choć nie ma wszystkich pozwoleń. Ścigać można się już od sierpnia ubiegłego roku. Na hałas i spaliny skarżą się też okoliczni mieszkańcy. Czy kierowcy wiedzą, że ścigają się na... placu budowy? - sprawdza reporter Polsat News Maciej Wenerski.

- Ten obiekt nie posiada decyzji na użytkowanie. W praktyce oznacza to, że nie można go użytkować. On jest placem budowy w tej chwili jeszcze - przyznaje Jarosław Karolewski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Zgierzu. 

 

"Obiekt nie posiada decyzji na użytkowanie"

 

- Ten obiekt nie posiada decyzji na użytkowanie. W praktyce oznacza to, że nie można go użytkować. On jest placem budowy w tej chwili jeszcze - przyznaje Jarosław Karolewski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Zgierzu. 


Kierowcy pomimo, że tor nie ma zgody na użytkowanie ścigają się na nim. Reporter Polsat News zauważa, że, gdy przejeżdża się pobliską drogą, to widać ścigające się samochody. Jednak zawsze, gdy ktoś podjeżdża w pobliże toru, to samochody zjeżdżają na parking.


Właściciel toru wpuszcza ścigających się, choć nie powinien tego robić.

 

Miało być ekologicznie, ale nie jest


Dziennikarz Maciej Wenerski zauważa również, że tor budowany był z przeznaczeniem do ścigania się po nim samochodami elektrycznymi. Dzięki temu nie musiano robić konsultacji społecznych, nie trzeba było rozmawiać o poziomie hałasu i spalin. Przeznaczenie toru zmieniono już w trakcie budowy.


O tym, że tor nie ma żadnych pozwoleń okazało się dopiero po kilku miesiącach od jego otwarcia.


Sprawą zajmuje się prokuratura, która bada pozwolenia na budowę. Sprawdza też czy właściciel użytkuje go. Za każdy dzień, kiedy ten obiekt jest użytkowany bez zezwoleń na właściciela może zostać nałożona kara do 5 tys. zł, a nawet do roku więzienia.


polsatnews.pl

grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze