Polowanie ministra środowiska. Ptaki wypuszczone wprost pod lufy myśliwych

Polska
Polowanie ministra środowiska. Ptaki wypuszczone wprost pod lufy myśliwych
Polsat News

500 bażantów wypuszczonych z klatek wprost pod lufy myśliwych - w takim polowaniu na początku lutego w Grodnie pod Toruniem miał brać udział minister środowiska Jan Szyszko - ustaliła Wirtualna Polska. Jak podkreślił portal, takich polowań zabrania m.in. unijny kodeks etyczny myśliwych.

Jak podał portal wp.pl, Jan Szyszko na polowanie wybrał się wieczorem 10 lutego, a m.in. z tego powodu miał nie uczestniczyć w obchodach 82. miesięcznicy katastrofy smoleńskiej.


Według informatora WP, byłego pracownika należącego do Polskiego Związku Łowieckiego Ośrodka Hodowli Zwierzyny w Grodnie, klatki z bażantami ustawiane są za drzewami. Ptaki, które nie miały wcześniej możliwości latania, wyrzucane z klatek wzbijają się wysoko w górę, stanowiąc łatwy cel dla strzelających.

 

Zdaniem informatora, doświadczony myśliwy powinien od razu zauważyć, że ptaki nigdy nie latały, bo normalnie bażanty latają nisko nad drzewami.


"To niehumanitarne"


 - To jest niehumanitarne i nie ma nic wspólnego z łowiectwem. To jak kłusownictwo i strzelnica, tylko za duże pieniądze. Poza tym na strzelnicy jest trudniej trafić do rzutka, niż tu do bażanta - ocenił rozmówca wp.pl.


Portal podkreśla, że takich polowań zabrania unijny kodeks etyczny myśliwych, który nakazuje unikać "praktyki uwalniania zwierzyny bezpośrednio przed lub podczas polowania", a zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego z 2011 r., można polować jedynie na zwierzynę "pozostającą w stanie wolnym". Za taką nie można uznać zwierząt hodowlanych natychmiast po ich uwolnieniu.


Ustrzelili 400 ptaków


O przebiegu łowów dziennikarzowi opowiedział także jeden z naganiaczy, uczestniczący w polowaniu z ministrem Szyszko i prezesem Polskiego Związku Łowieckiego Lechem Blochem. Miało się ono składać z sześciu rund. Po czterech była przerwa na jedzenie, m.in. pieczonego dzika.


Inny naganiacz relacjonował, że to nie pierwsze wspólne polowanie Szyszki i Blocha. To z 11 lutego było jednak wyjątkowo obfite - udało się ustrzelić 400 ptaków.


Przyznał, że przed laty przy polowaniach ptaki wypuszczało się wcześniej, ale zbyt dużo ich uciekało. Zdaniem informatora portalu myśliwi płacą, to są ich bażanty, więc nie chcą, aby uciekały. - Skoro płacą, to mogą wystrzelać wszystkie - powiedział wp.pl.


Ministerstwo nie komentuje


Jak podkreślił były pracownik ośrodka, nazwa "Ośrodek Hodowli Zwierzyny" to fikcja. W placówce kiedyś była wylęgarnia i inkubatory, a hodowane bażanty były wypuszczane w teren. Teraz ptaki kupuje się z przeznaczeniem na polowania.


Ministerstwo nie odniosło się do informacji portalu. Szef PZŁ odpowiedział, że to jego "prywatna sprawa", gdzie go "ktoś zaprosi na polowanie".


Z dziennikarzem nie chciał także rozmawiać kierownik OHZ Grodno.

 

"Tradycje łowieckie wyssane z mlekiem matki"

 

Sam Szyszko, jeszcze wtedy poseł PiS, podczas posiedzenia komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, podczas której wnioskował o przyjęcie bez czytania sprawozdania dotyczącego nowelizacji prawa łowieckiego, powiedział: "tradycje łowieckie mam wyssane z mlekiem matki".

 

wp.pl, polsatnews.pl

prz/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze