Ścięte drzewo przygniotło bezdomnego. Sprawa wypadku umorzona

Polska

Bezdomny Mirosław Drzęźla uległ wypadkowi podczas prac przy wycince drzew na terenie parafii w Przegędzy koło Rybnika. Po tym, jak przygniotło go drzewo będzie osobą niepełnosprawną. Po wypadku nikt nie zawiadomił nawet policji. Śledztwo ruszyło dopiero po reportażu "Interwencji" latem ubiegłego roku. Niestety szybko je umorzono. Przesłuchano tylko jedną osobę, która była na miejscu wypadku.

Mirosław Drzęźla z Rybnika ma 56 lat. Od wielu lat jest bezdomny. Dach nad głową dawało mu schronisko św. Brata Alberta w Przegędzy koło Rybnika. Ale to zmieniło się po dramatycznym wypadku sprzed półtora roku.

 

Mieszkańcy schroniska w Przegędzy muszą wykonywać prace zlecone im przez kierownictwo placówki. We wrześniu 2015 roku do takich prac został wysłany pan Mirosław.

 

"Nieprzygotowani. Jakby na grzyby przyszli"

 

- Z miejscowej parafii przyszedł sygnał, że są potrzebni ludzie do pracy przy wyrębie drzewa, do pomocy. Ja i jeszcze trzech innych zostaliśmy do tego zgłoszeni - opowiada Mirosław Drzęźla.

 

- Powiem krótko: w ogóle nie byli do tego przygotowani. Tak jakby na grzyby przyszli - mówi pracownik parafii w Przegędzy.

 

Podczas prac na pana Mirosława spadło drzewo ścinane przez jednego z parafian z Przegędzy. Mężczyzna ma uszkodzony kręgosłup. Jest sparaliżowany. Musiał opuścić schronisko, bo jest to placówka tylko dla osób zdrowych.

 

- Teraz mogę mówić, że mogłem uciekać w prawo, w lewo, ale uciekałem prosto. I to drzewo mnie dogoniło i przywaliło - mówi Drzęźla.

 

"Jak człowiek nieprzytomny może zawiadomić policję?"

 

Za wypadek nikt nie czuł się odpowiedzialny. Zdarzenie nie było nawet zgłoszone policji. Dopiero po tym, jak sprawą zajęli się reporterzy "Interwencji", latem ubiegłego roku policja wszczęła śledztwo. Ale zostało ono niedawno umorzone, mimo że przesłuchano zaledwie jednego naocznego świadka, w dodatku tego, który drzewo ścinał.

 

- Po waszej ostatniej wizycie na drugi dzień miałem wizytę dwóch panów z komendy w Rybniku. Podstawowe pytanie brzmiało: dlaczego nie powiadomiłem policji. Jak człowiek nieprzytomny może zawiadomić policję? Potem, leżąc w Sosnowcu w śpiączce, to też odpadało – mówi Drzęźla.

 

- Trudno się zgodzić z tym, że nie ma znamion czynu zabronionego. Czynem zabronionym jest wywołanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i to ponad wszelką wątpliwość nastąpiło - ocenia Leszek Krupanek, pełnomocnik pana Mirosława.

 

Umorzenie sprawy przez policję zostało zatwierdzone przez rybnicką prokuraturę. Niestety prokurator rejonowy nie chciał tej decyzji bronić przed  kamerą.

 

- Prokuratura przyznała, że de facto była to wycinka nielegalna. Prowadzona przez osoby, które nie miały do tego uprawnień – mówi Leszek Krupanek.

 

Niestety ani w schronisku w Przegędzy, ani w tamtejszej parafii nikt o sprawie pana Mirosława rozmawiać nie chce.

 

- Ten, kto organizuje pracę, czy właściciel terenu, czy ten kto wpuszcza ludzi… tam jest ta odpowiedzialność – uważa pracownik nadleśnictwa w Rybniku.

 

Pan Mirosław zapowiada pozew sądowy przeciw parafii i schronisku. Będzie walczył o zadośćuczynienie, które pomoże mu w kosztownej rehabilitacji.

 

"Interwencja"

 

ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze