15-20 tys. zł grzywny dla lekarzy. Wyrok ws. śmierci po operacji nosa, pacjent udusił się krwią

Polska
15-20 tys. zł grzywny dla lekarzy. Wyrok ws. śmierci po operacji nosa, pacjent udusił się krwią
Pixabay.com
Zdjęcie ilustracyjne

Na kary grzywny skazał w czwartek łódzki sąd troje lekarzy z jednego z łódzkich szpitali, oskarżonych o narażenia życia i zdrowia pacjentów, w tym 23-latka, który w 2010 r. zmarł w placówce po operacji przegrody nosowej. Zdaniem biegłych w trakcie operacji doszło do błędu medycznego i nie zabezpieczenia krwawienia. Po operacji pacjent powinien też trafić na salę wybudzeniową, a nie ogólną.

Według biegłych pacjent ten po operacji zamiast na salę wybudzeniową trafił na salę ogólną. Tam udusił się własną krwią. Lekarzy zawiodła rutyna - uznał sąd.

 

Lekarze skazani na grzywnę

 

Sąd uznał oskarżonych za winnych i skazał: 69-letniego Edwarda L. - lekarza, który operował mężczyznę - na karę 20 tys. zł grzywny, 77-letnią prof. Julię K.-J., która w dniu tragedii była ordynatorem Oddziału Klinicznego Chirurgii Plastycznej szpitala - na karę 15 tys. zł grzywny oraz 73-letniego prof. Wojciecha G., wówczas ordynatora Oddziału Klinicznego Anestezjologii i Intensywnej - na karę 18 tys. zł grzywny.

 

Poza tym prof. Julia K.-J. i prof. Wojciech G. mają dwuletni zakaz zajmowania kierowniczych stanowisk w służbie zdrowia.

 

Rutyna doprowadziła do tragedii

 

Uzasadniając wyrok sąd zwrócił uwagę, że oskarżeni to uznani specjaliści w swoich dziedzinach, a operacja przegrody nosowej wykonywana była w tym szpitalu wielokrotnie. Nie było przy tym żadnych komplikacji. Zdaniem sądu to właśnie rutyna i powtarzalność doprowadziła do tragedii. Pacjent był pozostawiony sam sobie, nie było należytego jego monitorowania.

 

Sąd uzasadnił również wysokość kar, jakie wymierzył oskarżonym. Zdaniem sądu kary więzienia w zawieszeniu, jakich domagała się prokuratura, nie byłyby dla nich dolegliwością - a jest nią grzywna.

 

Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci

 

Według sądu, ten wyrok daje sygnał, że rutyna, działanie schematyczne nie jest dobre i może skończyć się tragedią, jak w tym przypadku.

 

Do zdarzenia doszło w lipcu 2010 roku. Do jednego z łódzkich szpitali trafił 23-letni pacjent, któremu przeprowadzono planowy zabieg prostowania przegrody nosowej. Kilkadziesiąt minut po operacji doszło do pogorszenia stanu pacjenta, który stracił przytomność. Wezwano zespół reanimacyjny, ale mimo podjętych prób ratowania życia, mężczyzna zmarł.

 

O zgonie pacjenta powiadomiła prokuraturę dyrekcja szpitala. Wszczęto śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci 23-latka. Przeprowadzono sekcję zwłok, która wykazała, że do zgonu mężczyzny doprowadziła "ostra niewydolność oddechowa spowodowana masywną aspiracją krwi do płuc".

 

Błąd medyczny

 

Powołano biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, by ocenili prawidłowość działania służb medycznych. W swej opinii stwierdzili oni, że bezpośrednio po zakończeniu operacji i wybudzeniu, pacjent został przewieziony na salę ogólną, co było postępowaniem nieprawidłowym i niezgodnym z obowiązującymi zasadami postępowania anestezjologicznego.

 

Okazało się, że w klinice chirurgii plastycznej szpitala nie było wówczas sali pooperacyjnej i pacjent od razu po operacji trafił na salę ogólną. Zdaniem biegłych w trakcie operacji doszło także do błędu medycznego i nie zabezpieczenia krwawienia (hemostazy).

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze