"Przysięgam, że nigdy nie przysięgałem po tamtej stronie". Wałęsa odpowiada na zarzuty IPN

Polska

- Nie dałem się złamać, nie dałem się przekupić - powiedział Lech Wałęsa na zorganizowanej we wtorek konferencji prasowej. Z opinii biegłych grafologów z Instytutu Sehna wynika, że zobowiązanie do współpracy z SB i pokwitowania odbioru pieniędzy podpisał były prezydent.

- Chciałbym, abyście wystawili mi kogoś z was, kto by poszedł za prawdą - zwrócił się Wałęsa do dziennikarzy. - Słyszę, jak niektórzy popisują się dziś odwagą i patriotyzmem. Chciałbym, żebyście coś takiego wykazali. Wykazali tych ludzi odważnych i ich czyny w tym samym okresie, w którym posądzają mnie o brak odwagi i brak czynów - powiedział.

 

- Za moją walkę z komunizmem zwalniano mnie z pracy - dodał i przypomniał swoją historię w latach 1970-1980. - Chciałbym, żeby ktoś porozmawiał z moimi kierownikami i przełożonymi z tamtego czasu - podkreślił. - Dobrze, gdybyście z nimi porozmawiali i ustalili prawdę, jakim tchórzem, jak niewalczącym, jakim agentem był Wałęsa i porównali to z dzisiejszymi bohaterami - dodał.

 

"Powołamy swoich grafologów"

 

- Ja mogę postawić 100 grafologów, którzy powiedzą odwrotnie - powiedział o opinii grafologów, którzy stwierdzili, że podpisy Wałęsy pod zobowiązaniem współpracy z SB są autentyczne. - Były dwie teczki pod nazwa "Bolek". Jedna legalna, która prowadziła do tego, żeby mnie postawić przed sądem, a finał miał być taki, że jestem szpiegem amerykańskim. Te dokumenty, 100 tomów, zostało zniszczonych w Świeciu. Była druga teczka, którą teraz tu pokazują. Ta teczka była nielegalną walką z Wałęsą. Polegało to na tym, że podrabiano, zbierano, dorabiano różne papiery. Nie mogąc pokonać Wałęsy, próbowano zniechęcić społeczeństwo do Wałęsy, jako agenta i donosiciela, bo wiedzieli, że inaczej nie są w stanie, są za słabi i za głupi - tłumaczył.

 

- Też to zrobimy - odpowiedział Wałęsa na pytanie, czy powoła swoich grafologów.

 

- Przysięgam, że nigdy nie przysięgałem po tamtej stronie, ale jednocześnie informuję: ja miałem moje metody walki - podkreślił. - Po przegranym strajku '70 roku powiedziałem: Boże daj mi tu jeszcze wrócić i rozegrać tą partię - dodał.

 

"To oni byli tchórze, a ja walczyłem"

 

- Widząc, że nie mamy szansy na zwycięstwo postanowiłem jako szef strajku zaoszczędzić tych ludzi i nie wpychać ich w walkę z góry przegraną. Hamowałem głupie ataki czy wychodzenie na ulicę, bo byłem przeciwnikiem bijatyk i przegrywania. Mogłem postąpić tak, jak w Powstaniu Warszawskim - wykrwawić ten naród, ale mam inne metody walki. Lubię zwyciężać, a nie mordować swoich ludzi. W związku z tym postanowiłem, że będę rozmawiał, nawet współpracował, ale nie na zasadach zdrady, poddania się i opowiedzenia się po stronie komunistów - tłumaczył były prezydent.

 

- Ja byłem tak bezczelnie odważny wtedy, że jak słyszę teraz tych bohaterów, którzy nic nie robili, nic nie potrafili, to może mnie szlag trafiać - powiedział Wałęsa. - Chciałbym, żeby tym profesorom i innym z Torunia udowodnić, że oni byli tchórze, nic nie potrafili, a ja byłem bez przerwy aktywny i naprawdę walczyłem przez całe 10 lat, które im się nie podoba - dodał.

 

Jak zaznaczył, "ja się tym nie chwaliłem, to jest dla mnie niewygodne, wstyd mi o tym mówić". - Ale jeśli słyszę takiego Zybertowicza, który nie ma pojęcia o walce i Cenckiewicza, który w ogóle nie rozpoznał materiału, który zgromadził cały ten Kiszczak i postawił mnie przed człowiekiem, na którego plecach spoczywają zabójstwa i wredna gra, to się nie mieści w głowie - powiedział były prezydent.

 

"Nie będę rozmawiał z Kiszczakiem i jego śmieciami"

  

Na pytanie, co zrobi, jeśli zostaną mu postawione zarzuty składania fałszywych zeznań, Wałęsa odpowiedział, że "nie będzie z nimi rozmawiał". - Jakiś czas można było, a teraz tak mnie poniżono, tak mnie urażono, że nie będę z Kiszczakiem rozmawiał i z jego śmieciami, jeśli nasi profesorowie nie potrafią udowodnić takiej prostej prawdy - podkreślił.

 

Zapytany, co teraz zrobi z zarzutami o agenturalną przeszłość, Wałęsa odpowiedział: "będę wyszydzał bohatera Zybertowicza, będę się śmiał i wyszydzał Cenckiewicza, speca od papierów, jak on nawet nie wie, jak powstały teczki Kiszczaka". - Żaden tekst nie jest moim tekstem. Oczywiście on mógł powstać, jak rozmawiałem. Pośrednio, a nie bezpośrednio, to jest mój tekst, bo te "gadułki" były nasze, ale nie wiedzieliśmy, że są podsłuchy - dodał.

 

Jak dodał, "dopóki ta władza jest, to nie ma sensu z nimi rozmawiać". - Nie wiem, co mi zalecą prawnicy. Ja wykorzystam wszystko, żeby tych ludzi małych, zdrajców ojczyzny, albo głupców - tak ich nazywam - żeby ich doprowadzić do porządku, by nie niszczyli zdobyczy Polski - zaznaczył.

 

- Mnie ubliżają w wolnej Polsce. Zniszczyli Solidarność przez takie gadki, że zdrajcy byli na czele. Zniszczyli nasz wielki dorobek. I są to albo głupcy i szaleńcy albo zdrajcy i rzeczywiście agenci, którym zależy, żeby zniszczyć polski dorobek - stwierdził Wałęsa.

 

"Oni lepiej podpiszą mój podpis niż ja sam"

 

- Przepisywano nasze rozmowy z podsłuchów i kiedy wzywano nas na przesłuchania milicjant znał te tekstu i miał zadanie zrobić taki numer, żeby każdy z nas zastanawiał się: ja rozmawiałem z tym człowiekiem. Doprowadzono do takiej sytuacji, że wszyscy się podejrzewaliśmy o szpiegostwo. Tym sposobem rozwalono Solidarność '70 roku. Bo sie podejrzewaliśmy i podejrzewamy się do dzisiaj - opowiedział Wałęsa.

 

- Te podsłuchy tak przepisane są bardzo podobne do donosów. I te podsłuchy generał Kiszczak wykorzystywał kserami wysyłając je różnym ludziom, w tym pani Walentynowicz. Tak próbowano mnie złamać, zastraszyć, ale nie dałem się złamać, nie dałem się przekupić - tłumaczył.

 

- Oni podrabiają dolary i paszporty. Lepiej podpiszą mój podpis niż ja sam - powiedział Wałęsa. - Nigdy nie byłem po tamtej stronie - dodał.

 

- I prawdopodobnie część tych papierów leżało u Kiszczaka, a nasi wielcy bohaterowie z Cenckiewiczem na czele weszli w posiadanie tych informacji i uznali to za donosy, bez wyjaśnienia i sprawdzenia. Uwierzyli Kiszczakowi - przeciwko Wałęsie - powiedział były prezydent.

 

- To jest poniżające, żebym ja się tłumaczył przed SB-ekiem, z którym walczyłem. Ja mam się tłumaczyć? - pytał Wałęsa. - I jemu uwierzono, a nie mnie. To jest tak skandaliczne, że powinniście się tym zająć, ale nie w obronie Wałęsy, ja tego nie potrzebuję, ale żeby udowodnić prawdę tym małym, tępym ludziom kto tu walczył, a kto nie walczył - dodał.

 

 

"Nie zaproponowali mi współpracy"

 

Tłumaczył, że został wezwany na przesłuchanie po tym, jak służby specjalnie dowiedziały się, że nie odpowiedział wraz z innymi robotnikami "pomożemy" na wezwanie I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka podczas jego wizyty w Stoczni Gdańskiej. - Na filmach złapali mnie, że nie krzyczę. I na komendzie zaśpiewali mi, że Gierek to Zachód i będzie lepiej, i pytają mnie: "Polska jest w trudnej sytuacji. Czy pan będzie przeszkadzał, czy pan pomoże nam wyjść z tego wszystkiego?". Takie sytuacje są, że nie ma innego wyjścia - dodał.

 

Zastrzegł, że podpisywał po przesłuchaniu to samo, co inne osoby. - Podpisywałem wszystko to, co inni podpisywali, a więc "sznurówki oddajemy". Jeden tekst był tylko niebezpieczny, że nie powiem nic, co było na przesłuchaniu. To były standardowe papiery dla wszystkich takie same. W tamtym czasie oni byli tak butni, że nie zaproponowali mi współpracy - ja byłem nawet trochę obrażony. Ale oni mieli tak dobrych, mądrych i wykształconych ludzi, że robotnik taki jak ja nie był im potrzebny (...) Ja chciałem ich nawracać i dlatego rozmowy moje były w tym kierunku. Walczyłem bowiem z systemem, a nie z ludźmi - mówił.

 

Wałęsa opowiadał, jak przebiegało przesłuchanie po jednym z zatrzymań. - Wszystko wyśpiewałem, bo ja nie miałem nic złego - nie biłem się, nie kradłem - ale to nie były donosy. Walczyłem z otwartą przyłbicą, mówiłem co mi się nie podoba, tak byłem bezczelny (...) Mnie nikt nigdy nie złamał i nie złamie - mówił. 

 

"Nie mam nic wspólnego z pieniędzmi"

 

Na pytanie o pieniądze, które Wałęsa miał dostać za donosy, były prezydent odpowiedział, że "nie ma z nimi nic wspólnego". - Oskarżyłem ich niesłusznie. Muszę przeprosić. Oni nie pisali za mnie donosów. Oni przepisywali z tych podsłuchów na treści dobre do czytania i za to brali pieniądze. Brali je "na Bolka". A wcześniej pierwsze urządzenie jako podsłuch nazwano "Bolek". Papiery, które stamtąd spisywali też nazwano "Bolek" i teczkę, gdzie zbierano te dokumenty, żeby mnie pogubić także nazwano "Bolek" - wyjaśniał Wałęsa.

 

Opinia IPN

 

Ze sporządzonej na zlecenie IPN opinii biegłych wynika, że to Lech Wałęsa podpisał zobowiązanie do współpracy z SB i pokwitowania odbioru pieniędzy.

 

- Ze opinii wynika, że odręczne zobowiązanie o podjęciu współpracy z SB z 21 grudnia 1970 roku zostało w całości nakreślone przez Lecha Wałęsę. 17 odręcznych pokwitowań odbioru pieniędzy za przekazany funkcjonariuszom SB informacji zostało w całości nakreślone przez Lecha Wałęsę - powiedział szef pionu śledczego IPN Andrzej Pozorski. Dodał, że pokwitowania te mają daty od 5 stycznia 1971 rok do 29 czerwca 1974 rok. Opiewały na łączną kwotę 11 tys. 700 zł.

 

Polsat News, polsatnews.pl, PAP

prz/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze