Zmiana w Waszyngtonie dzieli UE. Na Malcie dyskusja o Trumpie

Świat
Zmiana w Waszyngtonie dzieli UE. Na Malcie dyskusja o Trumpie
PAP/Radek Pietruszka

Podejście do zmiany polityki Stanów Zjednoczonych dzieli UE. Choć początkowo tego nie planowano, na obywającym się w piątek unijnym szczycie na Malcie liderzy rozmawiają o prezydencie USA Donaldzie Trumpie i jego nowym spojrzeniu na świat.

Jak poinformowało w Valletcie źródło unijne, po zakończeniu punktu dotyczącego migracji premier Wielkiej Brytanii Theresa May, prezydent Francji Francois Hollande oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel mają przekazać reszcie unijnych przywódców informacje ze swoich rozmów z Trumpem.

 

May odwiedziła amerykańskiego przywódcę w Waszyngtonie tuż po jego zaprzysiężeniu, natomiast Hollande i Merkel rozmawiali z nim przez telefon.

 

Reakcje na list Tuska

 

Choć intencją szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska jest, by ta trójka zdała reszcie sprawozdania, to - według źródła - może się to przekształcić w dyskusję na temat podejścia UE do Waszyngtonu po zmianie amerykańskiej administracji. Były polski premier sam zresztą wywołał ten temat swoim listem wysłanym do unijnych stolic przed szczytem, w którym określił zmianę polityki USA jako jedno z zewnętrznych zagrożeń dla UE.

 

Oceny Tuska nie wszędzie zostały pozytywnie przyjęte. Premier Beata Szydło jeszcze w Warszawie mówiła, że utwierdziły ją one w przekonaniu, że przewodniczący RE jest "reprezentantem elit politycznych, które doprowadziły do poważnych kryzysów w UE". Szef MSZ Witold Waszczykowski uznał list Tuska za "niepotrzebny" i "nie na miejscu", bo - jak tłumaczył - do polityków europejskich nie należy ocena stanu demokracji w USA.

 

Podobne podejście jak Warszawa wobec Stanów Zjednoczonych prezentują też inne państwa Grupy Wyszehradzkiej: Czechy, Węgry i Słowacja. - Po pierwsze, Europa nie powinna reagować histerycznie. Po drugie, Stany Zjednoczono, pomimo być może niektórych kontrowersyjnych wypowiedzi amerykańskiego prezydenta, są ważnym partnerem handlowym i strategicznym sojusznikiem, jeśli chodzi o bezpieczeństwo - oświadczył na Malcie premier Czech Boguslav Sobotka.

 

Mniejsze kraje unijne leżące na wschodzie Europy unikają też ostrych wypowiedzi pod adresem Waszyngtonu. Tym bardziej, że podejście Trumpa np. do polityki migracyjnej budzi zrozumienie wśród niechętnych przyjmowaniu uchodźców państw Europy Środkowo-Wschodniej.

 

Część państw widzi sytuacje w odmienny sposób

 

Część państw zachodnioeuropejskich widzi jednak sytuację w odmienny sposób. Prezydent Francji Francois Hollande mówił, wchodząc na spotkanie unijnych przywódców w Valletcie, że nie może zgodzić się na wywieranie przez Trumpa wpływu na UE. - Nie mogę zaakceptować, że poprzez swoje wypowiedzi prezydent Stanów Zjednoczonych wywiera presję w kwestii, czym ma być, a czym nie UE - oświadczył Hollande.

 

Premier Luksemburga Xavier Bettel podkreślał, że nie popiera tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych w ostatnich dniach i tygodniach, ale ma nadzieję, że coś więcej usłyszy od przywódców unijnych, którzy rozmawiali z Trumpem.

 

Kanclerz Niemiec Angela Merkel uciekła od pytania na ten temat w dyplomatyczne stwierdzenie, że ważniejsze jest mówienie o tym, co się dzieje w Europie, a nie o tym, co się dzieje na drugim końcu świata. - Im lepiej UE zdefiniuje, jak widzi swoją rolę na świecie, tym lepiej może też tworzyć transatlantyckie relacje - podkreśliła.

 

"Nie wierzymy w mury"

 

Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini podkreślała, że UE i USA pod nową administracją różnią się w wielu kwestiach, jak choćby podejście do migracji, ale nie wyklucza to współpracy na innych polach. - Jesteśmy i pozostaniemy przyjaciółmi z Amerykanami, amerykańskim narodem, amerykańską administracją (...) Różnica w stanowiskach jest czymś normalnym wśród przyjaciół - zapewniała Włoszka.

 

- Nie wierzmy w mury. Jesteśmy nawet bardziej zaangażowani dziś, by pracować z wszystkimi naszymi partnerami w regionie, naszymi przyjaciółmi w południowej części Morza Śródziemnego. Uważamy, że problemy powinny być rozwiązywane wspólnie. To jest europejskie podejście, amerykańskie może być dziś inne, ale to nie jest problem UE, to może być problem USA - dodała, odnosząc się do problemu migracji.

 

Mogherini podkreśliła też, że UE ponosi dziś wielką odpowiedzialność, bo świat potrzebuje Europy jako mocnego punktu odniesienia, jeśli chodzi o pokój, bezpieczeństwo, wolny i uczciwy handel, a także, podejście do współpracy.

 

Wśród polityków unijnych wiele kontrowersji wzbudził antyimigracyjny dekret Trumpa, a także jego wcześniejsze wypowiedzi, że po decyzji o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE koleje kraje będą podążały tą samąścieżką. W Brukseli i wielu innych stolicach nie podoba się też zmiana polityki handlowej USA. Przyjście nowej administracji zamroziło rokowania unijno-amerykańskie na temat umowy o wolnym handlu TTIP, z którą wiązano duże nadzieje.

 

PAP

dk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze