Niektóre uczelnie przyjmą mniej studentów. Przez zmiany zasad finansowania szkół wyższych

Polska
Niektóre uczelnie przyjmą mniej studentów. Przez zmiany zasad finansowania szkół wyższych
Biblioteka Politechniki Lubelskiej, fot. Wikimedia Commons/BibliotekaPL/CC-BY-SA-4.0

Uczelniom najbardziej będzie się opłacać, by na jednego pracownika przypadało 13 studentów. To efekt nowego rozporządzenia zmieniającego zasady przyznawania pieniędzy dla szkół wyższych, który wszedł w życie wraz z nowym rokiem. Część szkół już zapowiedziała, że od października przyjmie na studia mniej osób. Stracą na tym przede wszystkim mniejsze uczelnie.

Do tej pory pieniądze dla uczelni wyższych ministerstwo nauki dzieliło według algorytmu, który premiował placówki przyjmujące najwięcej studentów. Zgodnie z podpisanym 7 grudnia rozporządzeniem ministra Jarosława Gowina od nowego roku zasady te uległy zmianie.

 

Dotacja podstawowa dzielona jest według specjalnego wzoru. Na algorytm podziału dotacji składa się kilka elementów: studencko-doktorancki (zwany także składnikiem dostępności dydaktycznej), kadrowy, badawczy oraz umiędzynarodowienia. Jednocześnie ministerstwo wprowadza mechanizm zabezpieczający, dzięki któremu dotacja nie może wzrosnąć ani spaść o więcej niż 5 proc. względem roku poprzedniego.

 

Według tzw. czynnika kadrowego, każdy wydział co cztery lata otrzymuje od opiniodawczo-doradczego organu ministerstwa - Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych - jedną z czterech kategorii: A+ (najwyższa), A, B i C. Im lepszą ocenę dostanie wydział, tym więcej pieniędzy może trafić na konto uczelni.

 

Resort nauki w oświadczeniu przesłanym polsatnews.pl zaznacza, że zmiany mają "zapobiec przypadkom umasowienia kształcenia i związanego z tym spadku jakości edukacji".

 

Nacisk został położony także na umiędzynarodowienie polskich uczelni - algorytm bierze pod uwagę  liczbę studentów i profesorów z zagranicy.

 

W Lublinie o 2,5 tys. mniej studentów w dwa lata

 

Obawę szkół wyższych, szczególnie tych z mniejszych miast, wzbudza natomiast inny czynnik, tzw. studencki. Uczelnia dostanie najwięcej pieniędzy, jeżeli na jednego pracownika naukowego będzie przypadało do 13 studentów. Dziś na wielu uczelniach ten stosunek jest dużo wyższy.

 

Iwona Czajkowska-Deneka z Politechniki Lubelskiej zapowiada, że jej uczelnia będzie musiała przyjąć mniejszą liczbę studentów.

 

- Wskaźnik studencko-doktorancki został ustalony przez ministerstwo na poziomie 13. Oznacza to, że dla Politechniki Lubelskiej optymalna liczba wszystkich studentów to ok. 7,5 tys. Tymczasem jest ich obecnie blisko 10 tys. - przyznała rzeczniczka Politechniki. Dodała także, że uczelnia planuje osiągnąć liczbę 7,5 tys. studentów w ciągu 2 lat.

 

- Poza tym, rozważamy zatrudnienie nowych pracowników. W szczególności zależy nam na zdolnych do pracy asystentach i doktorantach - zapowiada Czajkowska-Deneka.

 

"Większość uczelni nie jest przygotowana"

 

Prof. Lech Dzienis, rektor Politechniki Białostockiej uważa, że założenia ministerialnego programu są korzystne dla uczelni. Jednocześnie zauważa jednak, że "większość uczelni jest do tego nieprzygotowana". - Wskaźnik dostępności dydaktycznej, który powinien być na poziomie nie większym niż 13, powoduje to, że większość uczelni będzie musiała bardzo drastycznie z jednej strony albo ograniczyć liczbę studentów, albo zwiększyć kadrę nauczycielską - stwierdził Dzienis.

 

- Algorytm obowiązuje od 1 stycznia 2017 roku. Np.  liczba studentów i doktorantów brana pod uwagę przy obliczaniu dotacji uwzględnia dane z 30 listopada 2016 roku - dodał rektor Politechniki.

 

Dorota Sawicka, rzeczniczka prasowa Politechniki Białostockiej, stwierdziła, że mimo pozytywnej oceny zmiany jakościowej, uczelnia nie potrafi jeszcze przewidzieć jak nowy algorytm wpłynie na jej budżet i przyszłą rekrutację.

 

94 proc. absolwentów znalazło pracę

 

Obawa przed zmniejszeniem liczby studentów panuje także na Politechnice Rzeszowskiej. Rzeczniczka uczelni, Anna Worosz, przyznała, że szkoła "pracuje nad limitami". Przed wejściem w życie nowych zasad, władze Politechniki miały kierować w stronę rządu swoje wątpliwości ws. planowanego wówczas algorytmu. Według rzeczniczki, nowe przepisy mocno uderzają w rzeszowską uczelnię.

 

Według danych resortu nauki i ZUS, w 2014 r. aż 94 proc. absolwentów kluczowych kierunków Politechniki Rzeszowskiej znalazło zatrudnienie. Zdecydowana większość z nich szukała pracy przez mniej niż trzy miesiące.

 

Politechnika jest znana ze swojego Wydziału Budowy Maszyn i Lotnictwa. To tam uczą się studenci takich kierunków jak mechanika i budowa maszyn, mechatronika i lotnictwo i kosmonautyka.

 

Bez istotniejszych zmian na największych uczelniach

 

Zmiany w finansowaniu uczelni w mniejszym stopniu dotykają największe szkoły wyższe. Jak informuje Anna Korzekwa, rzeczniczka Uniwersytetu Warszawskiego, władze największej w Polsce uczelni nie protestowały przeciwko nowym zasadom. Obecnie UW zachowuje proporcję 13 studentów względem jednego pracownika naukowego. "Żadnych drastycznych ruchów" nie planują także władze Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.

 

Piotr Karwowski, rzecznik Szkoły Głównej Handlowej powiedział w rozmowie z polsatnews.pl, że jego uczelnia była za wprowadzeniem nowych regulacji w przyznawaniu dotacji. - Od lat mamy szeroką kadrę naukową. Minister Gowin wymienił naszą uczelnię jako jeden z przykładów tego, jak szkoły wyższe powinny wyglądać po wprowadzeniu zmian - dodał Karwowski.

 

"Założenia przyjęte w nowym algorytmie są obiektywne i zasługują na poparcie, gdyż mają uniezależnić wysokość dotacji od liczby studentów. Promowana ma być jakość kandydatów na studia a nie ich ilość. (...) Biorąc pod uwagę wszystkie zmienne zawarte w nowym algorytmie, zwłaszcza te promujące jakość kandydatów na studia, będziemy chcieli wdrażać projakościowe kryteria przy rekrutacji" - czytamy w oświadczeniu Uniwersytetu Jagiellońskiego przesłanemu polsatnews.pl.

 

Rzecznik uczelni, Adrian Ochalik, przyznał jednak, że "trudno jednoznacznie odpowiedzieć, czy podczas najbliższej rekrutacji na studia uczelnia przyjmie mniej czy więcej kandydatów". Obecnie na jednego wykładowcę przypada tam około 14 - 15 studentów.

 

polsatnews.pl

Dawid Zdrojewski/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze