Kaczyński: zmiany prawa wyborczego mają przekonać o uczciwości wyborów

Polska
Kaczyński: zmiany prawa wyborczego mają przekonać o uczciwości wyborów
PAP/Bartłomiej Zborowski

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podkreślił, że planowane zmiany prawa wyborczego mają wszystkich przekonać, że wybory są przeprowadzone uczciwie. Jak ocenił, propozycje są tak oczywiste, że trudno, by partie się im sprzeciwiały.

Prezes PiS zapowiedział wcześniej, iż chciałby aby najbliższe wybory samorządowe w 2018 r. odbyły się według nowych zasad. Chodzi m.in. o wprowadzenie kadencyjności wójtów, burmistrzów, prezydentów miast oraz przezroczyste urny w lokalach wyborczych.

 

Przeciwko fałszowaniu wyników wyborów

 

Kaczyński, podczas poniedziałkowej wizyty w Starachowicach, udzielił wywiadu Radiu Kielce. Był pytany m. in. o propozycje zmian w ordynacji wyborczej. - Były wątpliwości co do tego, czy liczenie głosów w wyborach samorządowych było uczciwe, wobec tego trzeba uczynić wszystko żeby tych wątpliwości było jak najmniej. Żeby szanse na przeprowadzenie jakiś nielegalnych przedsięwzięć, akcji - które wprost trzeba po prostu nazwać fałszowaniem wyników wyborów - były możliwe najmniejsze - podkreślił.

 

Jak zaznaczył, stąd propozycje, odnoszące się także do kart wyborczych - ich produkcji, dłuższego przechowywania, sposobu liczenia głosów czy udziału członków komisji wyborczej i mężów zaufania w liczeniu głosów. - To wszystko propozycje, które już zresztą przedkładaliśmy w Sejmie. One były niestety odrzucane, ale które mają zabezpieczyć przed tymi niebezpieczeństwami i przekonać wszystkich - zarówno tych którzy bezpośrednio uczestniczą w wyborach jak i obywateli - że wybory są przeprowadzone uczciwie - dodał Kaczyński.

 

"Trudno się temu sprzeciwić"

 

Polityka poproszono o komentarz do pozytywnych komentarzy do części propozycji ze strony Kukiz '15 i Nowoczesnej. Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka podkreślił w poniedziałek, że Kukiz'15 opowiada się za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych na wszystkich szczeblach samorządu oraz za wprowadzeniem dwukadencyjności prezydentów, burmistrzów i wójtów. Z kolei poseł Nowoczesnej Michał Stasiński mówił, że partia popiera pomysł wprowadzenia kadencyjności wójtów. Zaznaczył, że zmiany powinny być poprzedzone szerokimi konsultacjami.

 

- Te zmiany są tak oczywiste, tak trudno uzasadnić sprzeciw wobec nich, że tak bardzo zaskoczony nie jestem. Bo w gruncie rzeczy, kto może mówić, że wybory bardziej transparentne, trudniejsze do sfałszowania są gorsze od tych, które łatwiej sfałszować? Tylko ktoś, kto tak naprawdę chciałby, żeby wybory przebiegały w sposób nieuczciwy. Trudno, żeby sądzić, iż partie polityczne będą chciały się do tego przyznawać - argumentował Jarosław Kaczyński.

 

- Oczywiście są tacy, którzy zawsze mówią "nie, bo nie". Jeśli Nowoczesna, która niestety do takich partii należała, dzisiaj zmienia zdanie, to tylko można się z tego cieszyć - ocenił lider PiS.

 

Petru: sam zgłaszałem podobny pomysł

 

- Nie popieram, tylko sam zgłaszałem podobny pomysł - powiedział Petru w TVN24, pytany czy popiera pomysł ograniczenia kadencyjności burmistrzów miast.

 

Jak podkreślił, Nowoczesna proponowała, aby ograniczyć kadencję burmistrzów "do przodu". - To nie może być działanie wstecz, bo Jarosław Kaczyński chce wprowadzić tak dwukadencyjność, że wszyscy prezydenci miast musieliby skończyć tę kadencję teraz, w związku z tym to jest niezgodne z konstytucją i z prawem, bo prawo nie może działać wstecz. Po drugie myśmy proponowali pierwotnie, żeby w ogóle (kadencję) posłów ograniczyć, żeby posłowie mieli dwie kadencję - dodał.

 

Petru zaznaczył, że jest "przeciwny gmeraniu w ordynacji". - Nie ma powodów do tego, żeby zmieniać okręgi wyborcze, nie ma powodów, żeby wprowadzać przezroczyste urny, które akurat wprowadził Putin w Rosji - to nic nie zmieniło - powiedział.

 

- Byliśmy zawsze za dwukadencyjnością dla posłów, dla burmistrzów i prezydentów, ale do przodu, tylko nie chcę przykładać ręki do zmiany ordynacji, która tak naprawdę służy wyłącznie PiS-owi - podkreślił.

 

Przedłużanie poparcia "wynika z bezwładu społecznego, a czasem z mechanizmów patologicznych"

 

Kaczyński był też pytany czy ograniczenie kadencyjności szefów lokalnych samorządów, nie uniemożliwi kandydowania wielu dobrym samorządowcom.

 

Zdaniem Kaczyńskiego, są możliwe sytuacje, gdy na trzecią kadencję nie będzie mógł być wybrany wójt, prezydent czy burmistrz, świetnie pełniący swoją funkcję i cieszący się dużym poparciem społecznym. Jednak w opinii szefa PiS "niestety dużo częstsze" są przypadki, gdy "przedłużanie poparcia wynika z pewnych mechanizmów bezwładu społecznego, a czasem także z mechanizmów patologicznych". - Powstają kliki, oddziaływują różnymi sposobami, także manipulacyjnymi na społeczeństwo (…) Ta władza się przedłuża, a nie działa w interesie wszystkich, w interesie dobra wspólnego - zauważył szef PiS.

 

Jak mówił, dobry samorządowiec, może spełniać się na różnych poziomach samorządu, także w życiu publicznym w skali kraju, np. w parlamencie. - To chodzi po prostu o pewną sprawność i o uczciwość - ocenił Kaczyński.

 

Jego zdaniem, takie osoby mogą sobie dobrze dawać radę np. sprawując funkcje wojewodów, ministrów i ich zastępców. - Przypomnę, że dzisiejsza nasza pani premier - z której jesteśmy naprawdę bardzo zadowoleni - była przedtem burmistrzem niebyt wielkiego miasta i innych funkcji kierowniczych nie pełniła - podkreślił Kaczyński mówiąc o Beacie Szydło, która była burmistrzem Brzeszcz (miasto liczy ok. 12 tys. mieszkańców, a cała gmina - ponad 21 tys.).

 

Błaszczak: postulat zapisany w programie PiS

 

Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak zapowiedział we wtorek w TVP Info, że "postulat dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów jest w programie PiS, a więc konsekwentnie wprowadzimy taką zmianę".

 

 

Wskazywał, że taka zmiana jest korzystna, ponieważ "powoduje rozmontowanie lokalnych układów, które są niezwykle silne, szczególnie w Polsce lokalnej, gdzie nie ma mediów, a jeżeli już są, to te media lokalne są uzależnione od wójta, burmistrza, prezydenta, bo ogłoszenia są tam publikowane".

 

 

 

- Chodzi o to, żeby wybory były rzeczywistymi wyborami, a nie tylko głosowaniem - powiedział Błaszczak.

 

 

 

- Jeszcze w poprzedniej kadencji przedstawialiśmy projekt zmian mówiący o tym, żeby zapewnić transparentność i uczciwość wyborów - podkreślił. Zapowiedział, że będą to zmiany "techniczne". W każdej komisji mają być montowane kamery, aby wyborcy za pośrednictwem internetu mogli obserwować liczenie głosów. Ponadto wszyscy członkowie komisji mieliby liczyć głosy wspólnie, a nie w podgrupach, natomiast urny mają być przezroczyste.

 

 

 

- To są standardy w krajach, w których dba się o to, żeby wybory były uczciwe. W III RP, szczególnie pod rządami koalicji PO-PSL, szczególnie w roku 2014, mieliśmy do czynienia z sytuacją kuriozalną, kiedy wynik wyborów nie odzwierciedlał preferencji wyborczych obywateli - powiedział Błaszczak.

 

PAP

mr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze