Posłowie PO: Kryzys będzie trwał dopóki marszałkiem Sejmu jest Kuchciński

Polska
Posłowie PO: Kryzys będzie trwał dopóki marszałkiem Sejmu jest Kuchciński
PAP/Tomasz Gzell

Kryzys parlamentarny będzie trwał dopóki marszałkiem Sejmu będzie Marek Kuchciński - uważają śląscy posłowie PO. Ich zdaniem, PiS uchwalając "nielegalny" budżet na 2017 r. naraził Polskę na szereg ryzyk m.in. związanych z dotacjami z UE.

W poniedziałek śląscy posłowie Platformy podczas konferencji w Katowicach odnieśli się do protestu posłów opozycji, którzy od 26 grudnia do 12 stycznia przebywali na sali plenarnej Sejmu, protestując m.in. wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie. W ub. czwartek Platforma zawiesiła protest i złożyła wniosek o odwołanie marszałka Marka Kuchcińskiego.

 

Kryzys się nie zakończył

 

Jednak zdaniem posła Wojciecha Króla, "kryzys parlamentarny" jeszcze się nie zakończył.

 

- Kryzys będzie trwał dopóki marszałkiem Sejmu będzie właśnie marszałek Kuchciński. Marszałek, który jest niezdolny do kompromisu, łamie konstytucję, łamie regulamin Sejmu, wprowadza chaos - mówił poseł podczas konferencji.

 

Z kolei poseł Izabela Leszczyna, b. wiceminister finansów, stwierdziła, że członkowie PiS, nie uchwalając budżetu "w sposób legalny", narazili Polskę na szereg ryzyk.

 

- Nie wiemy, czy (one) się zmaterializują, ale niestety rząd i większość parlamentarna naraziły nas na tę niepewność i to niebezpieczeństwo - powiedziała Leszczyna.

 

- Na pewno ryzykiem, które się zmaterializowało jest to, że nasze obligacje już są droższe niż były - dodała.

 

"UE może wykorzystać nielegalność budżetu"

 

Ponadto część z wymienionych przez Leszczynę potencjalnych zagrożeń związana jest z pozyskiwaniem środków z Unii Europejskiej. Jak bowiem wskazała poseł, w 2017 r. UE ma pracować nad budżetem na kolejną perspektywę finansową.

 

- To w tym roku będzie się decydować o tym, czy i jaka będzie polityka spójności - najważniejsza z punktu widzenia interesów Polski. Czyli Polska będzie siedziała przy tym stole decydującym o rozdziale środków, jako państwo, które ma budżet przyjęty w jakieś procedurze nie do końca jasnej i na pewno niezgodnej z obowiązującym prawem. (...) Czy nasi partnerzy unijni nie będą chcieli tego wykorzystać - nie wiemy - mówiła.

 

Podkreśliła też, że "perspektywa obecna nie polega na tym, że my dostaliśmy jakieś pieniądze".

 

"Za nielegalny budżet odpowiada PiS"

 

- Polska realizuje projekty, występuje o transze, jacyś urzędnicy unijni podpisują przekazanie tych transzy. I znowu, czy w sytuacji, kiedy jest Brexit, uchodźcy i Unia ma szereg problemów, w których rozwiązywaniu Polska nie pomaga, czy nie będzie zakusów i chęci do jakieś renegocjacji tego budżetu. Dzisiaj jeszcze nie wiemy, ale nasza pozycja wtedy byłaby osłabiona - powiedziała Leszczyna.

 

- Za nielegalny budżet odpowiada PiS. Jakiekolwiek z tych ryzyk się zmaterializuje, odpowiedzialna jest partia rządząca - podsumowała poseł.

 

Pytana o to, co posłowie PO mogą zrobić w obecnej sytuacji przyznała, że po podpisaniu ustawy budżetowej przez prezydenta Andrzeja Dudę "właściwie nie można zrobić nic".

 

Jednocześnie zapewniła, że PO zrobiła "wszystko, co było możliwe".

 

Posłowie PO i Nowoczesnej 16 grudnia 2016 r. rozpoczęli protest w Sejmie wobec wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby i wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie, domagając się zachowania jej dotychczasowych reguł. Marszałek Kuchciński wznowił wówczas obrady w Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r. Opozycja uważa, że głosowania w Sali Kolumnowej były nielegalne, m.in. z powodu braku kworum.

 

Marszałek Sejmu zapewnił, że w głosowaniach 16 grudnia brała udział wymagana w konstytucji liczba posłów oraz, że każdy z posłów mógł wejść do sali głównym wejściem i brać udział w każdym głosowaniu. Platforma 12 stycznia zawiesiła protest w Sejmie.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze