Kolegium Elektorów wybierze dziś 45. prezydenta USA

Świat
Kolegium Elektorów wybierze dziś 45. prezydenta USA
PAP/EPA/EUGENE GARCIA

538 elektorów, członków Kolegium Elektorów, wybierze oficjalnie nowego prezydenta USA. Amerykanie głosują w wyborach na kandydatów, ale ich głos przypada wyłanianym przez partie elektorom w poszczególnych stanach; to oni decydują, kto zostanie prezydentem. Pojawiły się apele, by zablokowali Donalda Trumpa.

W bezpośrednim głosowaniu 8 listopada kandydatka Demokratów Hillary Clinton otrzymała więcej głosów Amerykanów, ale liczniejszych elektorów pozyskał Trump - kandydat Republikanów; przypadło mu 306 głosów elektorskich, a jego rywalce tylko 232.

 

Decyzja elektorów

 

Zgodnie z konstytucją USA, Amerykanie głosowali 8 listopada nie na kandydatów startujących w wyborach, ale na wyłanianych przez partie elektorów. Liczba elektorów w poszczególnych stanach zależy od liczby jego ludności. Mający najwięcej mieszkańców stan Kalifornia ma aż 55 elektorów, natomiast małe stany Delaware czy Maine - tylko po trzech. We wszystkich stanach (poza Nebraską i Maine) zwycięzca wyborów otrzymuje wszystkie głosy elektorskie, niezależnie od liczby oddanych na niego głosów. Ani konstytucja USA, ani prawo federalne nie nakazuje elektorom, by głosowali w taki czy inny sposób.

 

Do zapewnienia sobie prezydentury trzeba otrzymać poparcie większości, czyli 270 głosy elektorskie. Trump wygrał w stanach, które w sumie mają 306 elektorów, a Clinton - 232. A to oznacza, że do zablokowania wyboru Trumpa przez Kolegium Elektorskie potrzeba 37 republikańskich "nielojalnych elektorów", czyli takich, którzy 19 grudnia zagłosują inaczej niż wyborcy w ich stanie.

 

W historii USA było 157 tzw. "nielojalnych" elektorów, którzy nie zagłosowali na kandydata, który zwyciężył w ich stanie (przy czym zaledwie 9 od 1900 roku). To w rezultacie ich nielojalnego zachowania aż 30 stanów przyjęło z czasem regulacje nakazujące elektorom - pod groźbą kar finansowych - głosować na kandydata, który zwyciężył w ich stanie.

 

"Uchronić od populizmu"

 

Do "nielojalnego" głosowania wzywała ostatnio grupa celebrytów i elektorów. W nagranym wideo przekonywali, że to sposób na "uratowanie kraju".

 

- Jak wiecie, nasi ojcowie założyciele stworzyli Kolegium Elektorów, by uchronić naród amerykański od niebezpieczeństwa (wyboru) demagoga", by sprawić, że padnie on na osobę "posiadającą w stopniu wybitnym wymagane kwalifikacje - przekonywali w wideo.

 

Było to nawiązanie do apelu jednego z ojców założycieli USA i pierwszego ministra finansów Ameryki Alexandra Hamiltona, który był gorącym zwolennikiem powołania Kolegium Elektorów, mającego uchronić młodą republikę od rządów populistów, ludzi niekompetentnych lub wybranych na skutek machinacji czy presji inspirowanych za granicą.

 

"Wystarczy 37 patriotów"

 

- Jeśli tylko 37 republikańskich elektorów zagłosuje na kogoś innego, Donald Trump nie otrzyma 270 głosów, których potrzebuje, by zostać prezydentem. 37 patriotów może ocalić ten kraj - powiedział Bret Chiafalo ze stanu Waszyngton.

 

Jeśli żaden z kandydatów nie zdobędzie co najmniej 270 głosów elektorskich, wówczas - zgodnie z konstytucją - prezydenta USA wyłoni Izba Reprezentantów, a wiceprezydenta - Senat.

 

PAP

pam/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze