Chcieli zatrzymać samochody premier Szydło i Kaczyńskiego. Interweniowała policja

Polska
Chcieli zatrzymać samochody premier Szydło i Kaczyńskiego. Interweniowała policja
PAP/Bartłomiej Zborowski

Protestujący przed Sejmem usiłowali zatrzymać samochody, którymi ok. godz. 2:40 w sobotę wyjeżdżali z Wiejskiej premier Beata Szydło i lider PiS Jarosław Kaczyński. Ponieważ auta nie mogły przejechać, policja otoczyła je kordonem i oddzieliła od manifestujących. Trzy godziny wcześniej protestujący zablokowali wyjazd Zbigniewowi Ziobrze. Krzyczeli do niego "Zero, zero". Interweniowała policja.

Do przyjścia przed Sejm wezwał w piątek po południu lider Komitetu Obrony Demokracji Mateusz Kijowski. Początkowo protest skierowany był przeciw zapowiedziom ograniczenia obecności dziennikarzy w Sejmie.

 

PAP/Bartłomiej Zborowski

 

 

PAP/Bartłomiej Zborowski

 

Po godz. 15 do zgromadzonych na ulicy dotarły informacje o awanturze w Sejmie. Poseł PO Michał Szczerba usiłował przyczepić na mównicy w sali plenarnej kartkę z napisem #WolneMediaWSejmie. Marszałek Marek Kuchciński odebrał mu jednak głos, wyłączył mikrofon i wykluczył z obrad. W proteście posłowie Nowoczesnej i PO zablokowali mównicę.

 

Marszałek ogłosił 10-minutową przerwę i przeniósł obrady do Sali Kolumnowej. Tam większość parlamentarna uchwaliła budżet na 2017 rok.

 

Wówczas manifestujący zaczęli głośno wspierać polityków opozycji. Do protestujących wyszli m.in. Grzegorz Schetyna i Michał Szczerba.

  

 

Przed północą, gdy zakończyło się posiedzenie  i posłowie zamierzali opuścić budynek parlamentu zgromadzeni zablokowali drogi wyjazdowe z Sejmu. Skandowali "Przebrała się  miarka Kaczyńskiego Jarka", "Wyjdź tchórzu", "My jesteśmy suwerenem".

 

Do protestujących wyszli m.in. Grzegorz Schetyna i Michał Szczerba.

 

 

PAP/Marcin Obara

 

Jak poinformowała Nowoczesna, ok. godz. 1 w nocy w gabinecie marszałka Sejmu doszło do spotkania premier Beaty Szydło, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, szefa MON Antoniego Macierewicza i Stanisława Piotrowicza.

 

PAP/Tomasz Gzell

 

Policja apelowała do zgromadzonych, aby zeszli z ulicy i zakończyli protest. Zagroziła "użyciem środków przymusu bezpośredniego".

 

 

- To co dziś widzieliśmy, że użyto gazów łzawiących, żeby tylko prezes Jarosław Kaczyński mógł wyjechać z Sejmu uważamy, że są to rzeczy niedopuszczalne - powiedział dziennikarzom w Sejmie poseł Nowoczesnej Jerzy Meysztowicz. Wtórował mu poseł PO Arkadiusz Myrcha, który stwierdził, że "Jarosław Kaczyński nie cofnie się przed niczym".

 

- Policjanci użyli tylko i wyłącznie siły fizycznej żaden inny środek przymusu nie został użyty - powiedział rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek. Zgromadzenie przed Sejmem zostało rozwiązane o północy, a "uczestnicy zostali bardzo intensywnie informowani, że ich działania są nielegalne i stoją w sprzeczności z obowiązującym prawem". - Na tę chwilę nikt nie jest zatrzymany- dodał.

 

 

PAP/Tomasz Gzell

 

W Sejmie pozostało wielu polityków Nowoczesnej i PO. Agnieszka Pomaska z Platformy zapowiedziała, że posłowie będą pełnić dyżury w sali plenarnej "w sobotę przez całą noc i cały jutrzejszy dzień i jak długo trzeba będzie".

 

 

 

PAP/Tomasz Gzell

 

Opozycja domaga się zwołania posiedzenia Sejmu we wtorek, 20 grudnia. Jak powiedziała Ewa Kopacz z PO, opozycja zakończy protest, jeśli marszałek Kuchciński przyzna się do złamania regulaminu Sejmu w przypadku wykluczenia z obrad posła Szczerby oraz zarządzi reasumpcję głosowania ustawy budżetowej.

 

polsatnews.pl

pam/dro/prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze