"Egzaminu nie zdała prokuratura". Gowin przed komisją śledczą ws. Amber Gold

Polska
"Egzaminu nie zdała prokuratura". Gowin przed komisją śledczą ws. Amber Gold
PAP/Jakub Kamiński

- W sprawie Amber Gold uważam, że egzaminu nie zdała prokuratura - ocenił w czwartek przed komisją śledczą były minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL Jarosław Gowin. Dodał, że cały szereg uchybień stwierdził też w działaniach sądów i kuratorów. - Marcin P. był "słupem". Rzeczywistych sprawców afery nie znamy - powiedział Gowin.

- Jeżeli chodzi o działania podejmowane przez wymiar sprawiedliwości, w ścisłym tego słowa znaczeniu, przede wszystkim przez sądy i kuratorów, to niestety stwierdziłem cały szereg uchybień - powiedział Gowin.

 

Podkreślił również, że w efekcie tego już 16 sierpnia 2012 r. złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez jednego z kuratorów. - Wskutek zainspirowanych przeze mnie działań wszczęto także cały szereg postępowań dyscyplinarnych wobec grupy sędziów - powiedział.

 

Wymienił tu sądy rejonowe: w Gdańsku, Starogardzie, Malborku oraz Kościerzynie. Jak dodał, postępowania wszczęto też wobec kuratorów z Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe.

 

"Nie miałem umocowań, by badać działania prokuratury"

 

Gowin stał na czele resortu sprawiedliwości, gdy wybuchła afera Amber Gold. Funkcję szefa tego resortu pełnił od listopada 2011 r. do maja 2013 r.

 

- Badałem sposób wykonywania obowiązków przez sędziów i kuratorów w sprawach dotyczących Marcina P. (prezesa spółki Amber Gold - red.) poprzedzających aferę Amber Gold. Jeśli chodzi o samą aferę, w okresie, kiedy byłem ministrem sprawiedliwości, prokuratura nie podlegała już nadzorowi szefa resortu sprawiedliwości, więc nie miałem instrumentów, ani prawnych umocowań, żeby badać działania związane z samą aferą - powiedział Gowin, odpowiadając na pytania Joanny Kopcińskiej (PiS).

 

Świadek dodał, że gdy wybuchła afera - na przełomie lipca i sierpnia 2012 r. - przebywał na urlopie. - Ale natychmiast skontaktowałem się z ministerstwem i zleciłem podjęcie działań zmierzających do ustalenia okoliczności ujawnionego już wtedy faktu, że Marcin P. był już w przeszłości wielokrotnie karany - zaznaczył.

 

Gowin relacjonował, że po powrocie z urlopu, wraz z ministrami Jackiem Rostowskim i Jackiem Cichockim zobowiązany został przez premiera Donalda Tuska do wspólnego przygotowania raportu przedstawiającego działania instytucji ws. Amber Gold i sprawach Marcina P. Jak dodał, sprawozdanie z tych działań przedstawił podczas posiedzenia Sejmu pod koniec sierpnia 2012 r.

 

"Źle pojęta solidarność korporacyjna"

 

- Niestety muszę powiedzieć, że w mojej ocenie sposób samorozliczenia się wymiaru sprawiedliwości z aferą Amber Gold jest dowodem na to, że trzeba zdecydowanie przemyśleć i przemodelować sądownictwo dyscyplinarne, zarówno w odniesieniu do sędziów, jak i w odniesieniu do prokuratorów. Uważam, że w przypadku i jednej, i drugiej grupy zawodowej mamy do czynienia ze zjawiskiem źle pojętej solidarności korporacyjnej - mówił Gowin, dawny minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska, dziś wicepremier, minister nauki w rządzie PiS.

 

Gowin podkreślił, że jeszcze jako szef resortu sprawiedliwości podjął działania zmierzające do reformy sądownictwa dyscyplinarnego, zwłaszcza prokuratorskiego, a obecnie "bardzo popiera" działania obecnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, aby zmodyfikować sędziowskie sądownictwo dyscyplinarne.

 

"Wrażenie, że jesteśmy wprowadzani w błąd"

 

Gowin powiedział, że 10 sierpnia 2012 r. zobligował prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku do "przedstawienia wyników wewnętrznego nadzoru nad działalnością administracyjną tych sądów, które zajmowały się sprawami dotyczącymi (szefa Amber Gold) Marcina P. w latach poprzednich". Dodał, że 13 sierpnia otrzymał wstępne materiały i ponieważ nie był zadowolony z tempa prac gdańskiego Sądu Okręgowego, 20 sierpnia udał do Gdańska i spotkał z przedstawicielami tamtejszego wymiaru sprawiedliwości.

 

Jak mówił, w spotkaniu tym uczestniczył sędzia Milewski, jego zastępca sędzia Rafał Terlecki oraz prezes gdańskiego Sądu Apelacyjnego Anna Skupska i zapewne towarzysząca jej osoba z sądu apelacyjnego.

 

Według Gowina podczas spotkania sędziowie stwierdzili, że na podstawie podjętych działań nie widzą powodów do wysuwania jakichkolwiek zarzutów o niedopełnienie obowiązków czy innych poważniejszych wykroczeń. - Takie też stanowisko przedstawiłem podczas konferencji prasowej, która odbyła się tego samego dnia w sądzie, ale nie będę ukrywał: robiłem to z zaciśniętymi zębami - powiedział

 

- Ja i moi współpracownicy mieliśmy nieodparte wrażenie, że jesteśmy wprowadzani w błąd - dodał.

 

Jak zaznaczył, w spotkaniu towarzyszył mu sędzia Wojciech Hajduk, dyrektor departamentu sądów powszechnych w Ministerstwie Sprawiedliwości. - Doskonale pamiętam, to mogę zacytować dosłownie jego słowa, kiedy wyszliśmy z sądu: "panie ministrze oni pana wkręcają" - powiedział Gowin.

 

- Wydaje mi się, że następnego dnia, zaraz po powrocie do Warszawy wystąpiłem do prezesa Milewskiego o przesłanie do ministerstwa akt spraw dotyczących Marcina P. - stwierdził. Jak zaznaczył, nie jest pewien daty i być może było tak, że następnego dnia podjął taką decyzję, a pismo zostało wystosowane później.

 

- Na pewno było to wkrótce po tym spotkaniu, jak się okazało, ja i moi współpracownicy mieliśmy rację, ponieważ w świetle ujawnionych później informacji okazało się, że podczas spotkania ze mnę pan prezes Milewski dysponował już opiniami sędziów, którzy podjęli działania z opiniami wskazującymi na różnego rodzaju uchybienia - powiedział Gowin.

 

Pytany, czy mówi to na podstawie przeprowadzonych później kontroli, odpowiedział twierdząco. - Pan prezes Milewski nie ujawnił tego faktu podczas tego spotkania ze mną. Jak zapewniała mnie później pani prezes Skupna, nie ujawnił tego faktu również jej i pozostałym kolegom. Czy tak było, tego nie wiem, niewątpliwie podczas spotkania 20 sierpnia 2012 r. ze strony co najmniej pana sędziego Milewskiego mieliśmy do czynienia z próbą wprowadzenia ministra sprawiedliwości w błąd - powiedział Gowin.

 

Milczenie sędziego

 

Pytany przez szefową komisji śledczej Małgorzatę Wassermann (PiS) kto na tym spotkaniu zabierał głos, Gowin odpowiedział, że uderzyło go, że "podczas całego spotkania w ogóle nie zabierał głosu pan sędzia Milewski". Wassermann zapytała, czy według niego, z postawy i zachowania Milewskiego wynikało, że akceptował on stwierdzenia sędziów, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych. - Zdecydowanie tak - odpowiedział b. minister sprawiedliwości.

 

Wassermann spytała go, czy odbiera milczenie Milewskiego jako przemyślane. - W momencie, w którym dowiedziałem się, kilka czy kilkanaście dni później, że on już dysponował wtedy odpowiednimi analizami, w ten właśnie sposób interpretowałem jego milczenie. Z jednej strony nie chciał powiedzieć nic co mogłoby stanowić podstawę do postawienia mu zarzutu, że wprowadził mnie czynnie w błąd. Z drugiej strony swoim milczeniem zdawał się potwierdzać prawdziwość opinii o braku podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, braku uchybień - powiedział Gowin.

 

PAP

zdr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze