Trump nie wierzy, że Rosja ingerowała w wybory, by mu pomóc

Świat
Trump nie wierzy, że Rosja ingerowała w wybory, by mu pomóc
Gage Skidmore/Flickr.com

- Myślę, że to śmieszne. Nie wierzę w to - powiedział Trump w wywiadzie dla telewizji Fox News, pytany o doniesienia "Washington Post". Według ustaleń dziennika Rosja interweniowała w kampanii tegorocznych wyborów prezydenckie w USA, by pomóc mu je wygrać. Apel o zbadanie sprawy wystosowało czterech senatorów USA - dwóch Republikanów i dwóch Demokratów.

W piątek wieczorem dziennik "Washington Post" poinformował o tajnej analizie CIA, według której celem rosyjskiej interwencji było zwycięstwo Trumpa w wyborach 8 listopada, a nie tylko podważenie zaufania do amerykańskiego systemu wyborczego.

 

Mowa jest tam o osobach "dobrze znanych środowisku wywiadowczemu", które brały udział w operacji "zwiększenia szans wyborczych Trumpa i zaszkodzenia Clinton".

 

Trump o Demokratach: "Największa porażka w historii politycznej kraju"

 

- W ocenie społeczności wywiadowczej celem Rosji było faworyzowanie jednego kandydata, by pomóc Trumpowi w zwycięstwie - powiedział cytowany przez "WP" wysoki urzędnik wywiadu.

 

- Oni (CIA) nie wiedzą, czy to Rosja, czy Chiny, czy ktoś inny - dodał, mówiąc o osobach, które miały dostarczyć demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks tysiące maili wykradzionych przez hakerów z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej i innych, łącznie z szefem sztabu Hillary Clinton.

 

Trump zasugerował, że to Demokraci stoją za upublicznieniem analizy CIA, by znaleźć usprawiedliwienie "jednej z największych porażek w historii politycznej kraju".

 

Pytany, czy Demokraci chcą go w ten sposób zdyskredytować, odparł: "Może tak być."

 

W krótkim oświadczeniu opublikowanym już w piątek wieczorem zespół Trumpa ds. przejmowania władzy odrzucił te oskarżenia.

 

- Ci sami ludzie mówili, że Saddam Husajn miał broń masowego rażenia. Wybory dawno się zakończyły jednym z największych zwycięstw, jeśli chodzi o głosy elektorskie w historii. Czas, by iść do przodu i "uczynić Amerykę znowu wielką" - napisano w oświadczeniu, przytaczając hasło z kampanii Trumpa.

 

Według "New York Timesa" rosyjscy hakerzy zaatakowali także cele Republikanów, ale nie ujawnili niczego, co byłoby z nimi związane.

 

"Nie chcę, by Chiny mi coś dyktowały"

 

W tym samym wywiadzie dla telewizji Fox News Trump zagroził, że zerwie z polityką jednych Chin, która doprowadziła w 1979 roku do zerwania przez USA stosunków dyplomatycznych z Tajwanem i uznania ChRL.

 

- Nie wiem, dlaczego musimy być związani polityką "jednych Chin", chyba że zawrzemy z Chinami porozumienie, żeby uzyskać inne rzeczy, włączając w to sprawy handlowe - powiedział prezydent elekt.

 

W ostatnich dniach Trump sprowokował napięcie w relacjach z Chinami, gdy zerwawszy z tradycją obowiązującą w amerykańskiej dyplomacji od czterech dekad, rozmawiał przez telefon z prezydent Tajwanu Caj Ing-wen.

 

Pekin, który traktuje Tajwan jako swoją zbuntowaną prowincję, sprzeciwia się wszelkim próbom utrzymywania oficjalnych stosunków z Tajwanem przez jakikolwiek kraj. Na wieść o rozmowie Trumpa z Caj Pekin zareagował oficjalną skargą.

 

"Nie chcę, by Chiny mi coś dyktowały" - powiedział Trump w wywiadzie. Dodał, że rozmowa z prezydent Tajwanu nie była planowana tygodnie naprzód, a on dowiedział się o niej dwie godziny wcześniej.

 

Odrzucił także zarzuty konfliktu interesów, kiedy będzie sprawował władzę, związanego z tym, że prowadzi biznes na dużą skalę. Zapewnił, że jako prezydent "nie będzie miał nic wspólnego z zarządzaniem".

 

Dodał, że za jego interesy będą odpowiadać szefowie wykonawczy i jego dzieci.

 

Apel senatorów o zbadanie doniesień o rosyjskiej pomocy

 

Zapowiedzieli starania o to, by "zjednoczyć kolegów wokół wspólnego celu, czyli przeprowadzenia dochodzenia i powstrzymania poważnego zagrożenia, jakie cyberataki ze strony zagranicznych rządów stanowią dla naszego bezpieczeństwa narodowego".

 

Senatorowie napisali w oświadczeniu, że takie doniesienia powinny być alarmujące dla każdego Amerykanina. Zaapelowali, by sprawa zarzutów ingerowania przez Rosję w wybory nie stała się narzędziem w walce partyjnej w USA.

 

Pod oświadczeniem, w którym Rosja jest jedynym wymienionym z nazwy obcym krajem, podpisali się prominentni senatorowie związani z polityką zagraniczną i obronnością: John McCain i Londsey Graham z Republikanów oraz Chuck Schumer i Jack Reed z Demokratów.

 

"Przez lata zagraniczni wrogowie kierowali cyberataki na amerykańską infrastrukturę fizyczną, gospodarczą i wojskową, kradnąc naszą własność intelektualną. Teraz celem stały się nasze instytucje demokratyczne" - napisali sygnatariusze.

 

Wezwali do dalszych wysiłków w walce o cyberbezpieczeństwo. Opowiedzieli się także za upublicznieniem informacji o ostatnich cyberatakach, "które uderzyły w samo serce naszego wolnego społeczeństwa".

 

PAP

mta/ptw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze