Afera podsłuchowa. Półtora roku więzienia w zawieszeniu i grzywna - takiej kary chcą śledczy dla F.

Polska
Afera podsłuchowa. Półtora roku więzienia w zawieszeniu i grzywna - takiej kary chcą śledczy dla F.
PAP/Bartłomiej Zborowski
Prokuratorzy Adam Borkowski i Anna Hopfer podczas rozprawy

Prokuratura żąda półtora roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 540 tys. zł grzywny dla biznesmena Marka F. ws. nielegalnych podsłuchów w warszawskich restauracjach; chce też odstąpienia od kary wobec jednego z podsłuchujących kelnerów - Łukasza N., który współpracował ze śledczymi.

Prokuratorzy domagają się też po 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata dla pozostały dwóch oskarżonych: kelnera Konrada Lassoty i współpracownika F. Krzysztofa Rybki. Wszyscy trzej - zgodnie z wnioskiem prokuratury mają zapłacić grzywnę. Łukasz N., który miałby nie zostać ukarany, musiałby wpłacić 50 tys. zł na funduszu pomocy pokrzywdzonym.

 

"Działali wspólnie"

 

- Zebrane dowody w sprawie podsłuchów w warszawskich restauracjach jednoznacznie wskazują, że wszyscy oskarżeni są winni zarzuconym im przestępstwom - podkreśliła prokurator Anna Hopfer. Dodała, że m.in. częstotliwość rozmów pomiędzy F. a dwoma kelnerami, zeznania świadków, zapisy zabezpieczonych u nich pendrive'ów -świadczą o tym, że działali wspólnie, a biznesmen oferował im w zamian za podsłuchy pieniądze i obiecywał udział w przyszłych zyskach. Prokurator mówiła, że również oskarżony Rybka wiedział o nagraniach - pomagał w procederze dostarczając oskarżonym kelnerom sprzęt do nagrywania, pomagał w jego obsłudze, dostarczał też pieniądze.

 

Pełnomocnicy zdziwieni

 

Swoje wystąpienia końcowe rozpoczęli również pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych. W poniedziałek głos zabrało troje z nich. Podkreślali, że są zdziwieni "łagodnością wniosków prokuratury". Dla F. - jako organizatora całego procederu domagali się od 3 do 4 lat więzienia.

 

Mec. Katarzyna Leder-Salgueiro, która reprezentuje Radosława Sikorskiego podkreślała, że w tym przypadku trzeba wziąć pod uwagę m.in. fakt, iż oskarżeni - w tym F. - dopuścili się nie jednego, a ciągu przestępstw, co umożliwia zaostrzenie kary za popełnione przez nich czyny - z 2 lat więzienia o połowę wzwyż.

 

Dodała, że na wymierzoną biznesmenowi karę wpływ powinno mieć też to, że dowody wskazują na niego jako organizatora. - To on wpływał na kelnerów, a motywem mogła być jego osobista zemsta - mówiła.

 

Mecenas zwracała uwagę, że oskarżeni "działali wspólnie i w porozumieniu w celu nagrania i upublicznienia rozmów osób publicznych ale równocześnie rozmów prywatnych", które toczyły się m.in. przy alkoholu. W rozmowie z dziennikarzami nadmieniła, że na ławie oskarżonych znalazły się te osoby, na które "dość łatwo można było zebrać materiał dowodowy". Dodała, że nadal jednak nie uzyskano odpowiedzi czy nie są oni "jedynie wierzchołkiem góry lodowej" i czy nie stoi za nimi inny zleceniodawca.

 

"Charakter biznesowo-finansowy"

 

Proces ruszył w maju br. F. i Rybka nie przyznali się do winy - Lassota i N. przyznali się. N. zeznawał, że F. za pieniądze zlecał nagrywanie rozmów w restauracjach. Lassota jako swą motywację wskazał "nieprawidłowości popełniane przez funkcjonariuszy publicznych". Grozi im do 2 lat więzienia. Według prokuratury motywy działania oskarżonych miały "charakter biznesowo-finansowy". Media twierdzą, że nagrania miały być zemstą F. za śledztwo w sprawie jego firmy S. W., a także próbą zdobycia ważnych informacji dla działalności gospodarczej. Ujawnione w mediach nagrania wywołały kryzys w rządzie Donalda Tuska.

 

PAP

kan/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!