Postrzelony pies kilka dni czołgał się szukając ratunku. "Mariupol? Syria? Nie, do cholery… polska wioska"

Polska
Postrzelony pies kilka dni czołgał się szukając ratunku. "Mariupol? Syria? Nie, do cholery… polska wioska"
Centrum Adopcyjne Kliniki "Ada"

- Psa okaleczonego w tak barbarzyński sposób jeszcze w klinice nie mieliśmy - powiedział polsatnews.pl lekarz weterynarii Radosław Fedaczyński. Po rodzaju ran odniesionych przez kilkuletnią suczkę ocenia, że po postrzeleniu z myśliwskiej dubeltówki przez kilka dni czołgała się szukając ratunku. Trzygodzinna operacja przeprowadzona w klinice dla zwierząt "Ada" w Przemyślu zakończyła się sukcesem.

Opis ran odniesionych przez psa, który lekarze z kliniki weterynaryjnej zamieścili na profilu Centrum Adopcyjnego Lecznicy Ada jest wstrząsający.

 

"Mariupol? Syria? Nie, do cholery… Polska wioska. Miało być szybko, bezboleśnie, bez problemu. Miejscowy przecież wziął sprawy w swoje ręce. Wyszło jak zwykle - bez sensu, bez serca, bez znieczulenia. Dubeltówka? Chyba tak, chyba »na słonia«. Z łapy nie ma co zbierać. Skóra? Mięśnie? Brak. Już ich nie ma, nie istnieją. Z krwawej miazgi trudno będzie poskładać łapę, tchnąć życie w zmasakrowane ciało. O boże! Jeszcze szyja. Odłamek poszedł aż pod tętnice. Dziwne, że jeszcze żyje… Chyba chce walczyć. Łapy zdarte do krwi. Kilka dni czołgała się do drogi. Kilkaset metrów z raną postrzałową, nie lada wyczyn" - opisali losy psa lekarze z kliniki "Ada".

 

 

 

Konającą suczkę zauważył mieszkaniec Kosienic w gminie Żurawica na Podkarpaciu. - Po zmianach martwiczych w ranach można ocenić, że pies od co najmniej czterech dni czołgał się w poszukiwaniu ratunku - powiedział polsatnews.pl dr Fedaczyński.

 

- Miał bardzo ciężkie obrażenia. Psa okaleczonego w tak barbarzyński sposób jeszcze w klinice nie mieliśmy, choć trafiają do nas często psy, do których ktoś strzelał z wiatrówki lub sztucera. Jednak postrzelony z dubeltówki pies praktycznie nie ma szans na przeżycie - zostaje z niego funt kłaków - stwierdził Fedaczyński.

 

Stan stabilny, rokowania ostrożne

 

Stan zoperowanego zwierzęcia lekarz ocenił w czwartek rano, jako stabilny, ale zastrzegł, że rokowania są ostrożne. – Na razie najważniejsze, że Frida (tak nazwano psa w lecznicy - red.) przeżyła. Czeka ją jednak co najmniej kilka operacji. Będzie na przykład konieczny przeszczep skóry – wyjaśnił Fedaczyński.


Zapowiedział, że jeszcze w czwartek zgłosi sprawę do prokuratury. - Nie zgłosimy tego na policję, gdyż takie zgłoszenia kończą się zwykle umorzeniem. Przygotowujemy dokumentację, licząc na poważniejsze potraktowanie sprawy w prokuraturze - wyjaśnił.

grz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze