Świadek eksplozji w Paryżu: uratował mnie telefon komórkowy

Świat
Świadek eksplozji w Paryżu: uratował mnie telefon komórkowy
Polsat News

Według francuskiej policji wskutek zamachów w Paryżu zginęło co najmniej 128 osób. Ataki przeprowadzono w różnych miejscach miasta, m.in. w pobliżu Stade de France i w sali koncertowej Bataclan, gdzie przetrzymywano zakładników. Relacje świadków są dramatyczne.

Świadek eksplozji w pobliżu stadionu Stade de France powiedział, że przeżył tylko dlatego, że odłamki bomby trafiły w telefon komórkowy. - Kończyłem rozmawiać przez telefon. Przechodziłem przez ulicę. I nagle doszło do eksplozji. Tuż obok mnie. Wszystko rozleciało się na kawałki. Odrzuciło mnie. Upadłem, ale udało mi się podnieść. Uratował mnie telefon. To w niego uderzył odłamek. Gdyby nie telefon to byłaby moja głowa – opisywał mężczyzna.

 

Najtragiczniejsze wydarzenia w Paryżu rozegrały się podczas występu amerykańskiej grupy rockowej w sali koncertowej Bataclan. Do klubu, w którym znajdowało się półtora tysiąca osób, wtargnęli zamachowcy uzbrojeni w kałasznikowy, którzy zaczęli strzelać do tłumu. Zginęło prawdopodobnie ok. 100 osób. Siły bezpieczeństwa przeprowadziły szybki szturm na Bataclan, w wyniku którego zginęło czterech terrorystów, w tym trzech - detonując pasy z ładunkami wybuchowymi. Na sali rozegrały się dramatyczne sceny.

 


- W połowie koncertu usłyszałem coś jakby wybuchy petard. Dźwięk dochodził zza moich pleców. Wszystkim się wydawało, że to jest element widowiska. Ale w pewnym momencie ludzie rzucili się na ziemię. Wszyscy skulili się jeden obok drugiego. Wówczas zamachowcy zaczęli strzelać we wszystkich kierunkach – opisywał jeden ze świadków.


- Nikt nie wie, gdzie jest mój syn. Próbowałem dodzwonić się we wszystkie możliwe miejsca łącznie z ratuszem. Próbowałem już chyba ze 100 razy, ale nie da się połączyć. Niestety nie jestem jedyną osobą, która tam dzwoni – skarżył się jeden z rodziców.

 

Członkowie zespołu, który miał koncert w czasie ataku terrorystycznego są cali i zdrowi - twierdzi matka jednego z muzyków. Występ w Paryżu był częścią trasy koncertowej amerykańskiej grupy rockowej Eagles of Death Metal.

 

 

 

- Zadzwonił do mnie z komórki, którą pożyczył od jednego z fanów, bo ich komórki zostały w garderobie. Był niezwykle poruszony i wstrząśnięty. Prosił, byśmy wszyscy modlili się za wszystkie ofiary i rannych. Ale na szczęście jest cały. Jestem załamana myśląc o tych wszystkich ludziach. Matki i ojcowie stacili tam swoje dzieci. To po prostu nie ma sensu. Trudno mi nawet o tym mówić. Cieszę się że mój syn żyje, że jego kolegom nic się nie stało. Ale jak myślę o innych... Nie mogę sobie tego nawet wyobrazić - mówiła matka jednego z muzyków zespołu grającego w Bataclan.

 

 

ptw/luq
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie