Wielka Brytania. 50 lat temu miała miejsce "krwawa niedziela" w Irlandii Północnej

Świat
PAUL FAITH/AFP/East News
Rodziny osób, które zginęły podczas "krwawej niedzieli" 30 stycznia 1972 roku, na marszu upamiętniającym zabitych.

30 stycznia 1972 r. - brytyjscy żołnierze zastrzelili w Derry w Irlandii Północnej 14 uczestników pokojowej demonstracji. "Krwawa niedziela", jak nazwano to wydarzenie, przyczyniła się do dalszego zaognienia konfliktu w tej prowincji.

Przyczyną demonstracji zorganizowanej przez Northern Ireland Civil Rights Association - organizację prowadzącą kampanię na rzecz praw obywatelskich dla katolickiej mniejszości - był obowiązujący od sierpnia 1971 r. przepis pozwalający władzom internować bez wyroku każdą osobę podejrzaną o terroryzm, co jak liczono, zatrzyma narastającą spiralę przemocy w Irlandii Północnej.

Do zatrzymania protestu skierowano 1 Pułk Spadochronowy Brytyjskiej Armii

Mimo wprowadzonego w styczniu 1972 r. przez północnoirlandzki rząd zakazu jakichkolwiek protestów do końca roku, władze zdecydowały, że pozwolą, by marsz przeszedł przez katolickie dzielnice Londonderry/Derry, a jedynie nie dopuszczą do tego, by dotarł pod ratusz, gdzie organizatorzy planowali przeprowadzić wiec.

 

Do zatrzymania marszu skierowano 1 Pułk Spadochronowy Brytyjskiej Armii - jednostkę, o której już wcześniej było wiadomo, że ma skłonność do nadużywania siły i która w sierpniu 1971 r. zabiła 11 osób w Ballymurphy w Belfaście.

 

ZOBACZ: Wielka Brytania. Szefowa MSZ: oligarchowie Putina nie będą mieli gdzie się ukryć

 

W marszu, który zaczął się ok. 15:00, brało udział 10-15 tys. osób. Ponieważ wzniesione przez wojsko barykady uniemożliwiały dojście pod ratusz, organizatorzy zmienili trasę, ale niewielka grupa głównie młodych ludzi odłączyła się od marszu i zaczęła rzucać kamieniami w kierunku żołnierzy pilnujących barykad.

 

Ci odpowiadali gumową amunicją, gazem łzawiącym i armatkami wodnymi. Tego rodzaju starcia były wówczas częste w Irlandii Północnej, a tamtego dnia nie były one szczególnie intensywne.

Żołnierze zabili 14 osób. Sześciu spośród zabitych miało 17 lat

Krótko przed 16:00 żołnierze po raz pierwszy użyli ostrej amunicji, raniąc dwie osoby. O godz. 16:07 dostali rozkaz, żeby przejść przez barykady i aresztować uczestników zamieszek. Ale dowodzący bezpośrednio operacją podpułkownik Derek Wilford zignorował rozkaz swojego przełożonego, by wysłać tylko jedną kompanię i nie używać pojazdów opancerzonych.

 

Uczestnicy zamieszek nadal rzucali kamieniami, ale byli zbyt daleko, by mogli dosięgnąć żołnierzy. O 16:10 żołnierze otworzyli ogień. Jak wynika z wojskowych raportów, w ciągu 10 minut 21 żołnierzy wystrzeliło 108 serii ostrej amunicji.

 

ZOBACZ: Wielka Brytania ewakuuje dyplomatów z Ukrainy. Obawia się agresji Rosji

 

Łącznie postrzelili 26 osób, z czego 13 zmarło na miejscu, a jedna wskutek odniesionych obrażeń cztery miesiące później. Sześciu spośród zabitych miało 17 lat. Jak wykazało później śledztwo, żadna z ofiar nie była uzbrojona i nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia dla żołnierzy. W żadnym przypadku strzały nie były oddane w odpowiedzi na jakikolwiek atak, natomiast kilka osób zostało zabitych strzałami w plecy. Żaden z brytyjskich żołnierzy nie doznał tego dnia jakichkolwiek obrażeń.

Zdecydowana reakcja na wydarzenia z Londonderry

Wydarzenia "krwawej niedzieli" spotkały się z powszechnym potępieniem nie tylko wśród katolickich mieszkańców Irlandii Północnej. 2 lutego miał miejsce potężny strajk generalny w Republice Irlandii, a tłum przy faktycznym przyzwoleniu policji spalił brytyjską ambasadę w Dublinie.

 

Dzień wcześniej brytyjski minister spraw wewnętrznych, podtrzymując wersję armii, że żołnierze działali w samoobronie, zapowiedział śledztwo, którego przeprowadzenie powierzono lordowi sędziemu najwyższemu Anglii i Walii, Johnowi Widgery'emu. W opublikowanym po zaledwie 11 tygodniach raporcie w zasadzie w pełni oczyścił on z winy żołnierzy i władze, choć zawarł w nim zdanie, że oddawanie strzałów "graniczyło z lekkomyślnością".

 

ZOBACZ: Wielka Brytania. Minister obrony: imperialne ambicje Putina nie skończą się na Ukrainie

 

Raport lorda Widgery'ego powszechnie uznano za wybielanie winy, a rodziny ofiar przez lata domagały się prawdziwego śledztwa.

 

Ogłosił je w 1998 r. premier Tony Blair w ramach północnoirlandzkiego procesu pokojowego. Prowadzone przez lorda Saville'a dochodzenie było z kolei najdłuższym i najbardziej kosztownym w historii brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości. Trwało prawie 12 lat, kosztowało 200 mln funtów, a przesłuchano ponad 900 świadków.

 

Śledztwo wykazało, że żadna z ofiar nie stanowiła zagrożenia ani nie robiła niczego, co uzasadniałoby strzelanie do niej. Stwierdzono, że żaden z żołnierzy nie ostrzegł cywilów, że będzie strzelał i żaden nie strzelał dlatego, że został bezpośrednio zaatakowany. Saville wskazał, że ze strony republikańskich bojówek padły strzały, ale to brytyjska armia jako pierwsza otworzyła ogień, ponosi niemal całkowitą winę za zdarzenia "krwawej niedzieli", a żołnierze później wymyślali kłamstwa, by ukryć prawdziwy przebieg wydarzeń.

Przeprosiny w imieniu państwa brytyjskiego

Po publikacji raportu Saville'a w czerwcu 2010 r. premier David Cameron przeprosił w imieniu państwa brytyjskiego za te wydarzenia i powiedział, że zabójstwa były "nieuzasadnione i nie dające się usprawiedliwić".

 

W efekcie raportu policja północnoirlandzka wszczęła śledztwo w sprawie zabójstw dokonanych w czasie "krwawej niedzieli" i w 2016 r. przekazała dowody do prokuratury.

 

Prokuratura początkowo zamierzała postawić przed sądem jednego z żołnierzy, wobec którego są wystarczające dowody, że to on jest odpowiedzialny za dwa zabójstwa i usiłowanie zabójstwa czterech kolejnych osób, ale ostatecznie w 2021 r. odstąpiła od tego zamiaru, gdyż dowody zostały uzyskane niezgodnie z procedurą i zostałyby odrzucone przed sąd. Oznacza to, że za wydarzenia z "krwawej niedzieli" nikt nie poniósł odpowiedzialności.

 

ZOBACZ: Wielka Brytania. Książę Andrzej zrezygnował z tytułów i patronatów królewskich

 

Obecny rząd Borisa Johnsona proponuje objęcie amnestią wszystkich czynów popełnionych z pobudek politycznych przed porozumieniem wielkopiątkowym z 1998 r. - zarówno przez bojówki republikańskie i unionistyczne oraz policję i wojsko, ale pomysłowi temu sprzeciwiają się wszystkie siły polityczne w Irlandii Północnej.

 

"Krwawa niedziela" była jednym z najważniejszych wydarzeń w trwającym przez ok. 30 lat konflikcie w Irlandii Północnej. Była to największa pod względem liczby ofiar masakra dokonana przez brytyjskie wojsko w czasie całego konfliktu i przyczyniła się do tego, że północnoirlandzcy katolicy - którzy początkowo postrzegali armię, w odróżnieniu od policji, jako siłę neutralną - ostatecznie uznali ją za wroga.

 

Skłoniła ona wielu umiarkowanych dotychczas katolików do poparcia dla działalności Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Przyczyniła się również do tego, że w marcu 1972 r. brytyjski rząd zawiesił lokalne władze w Irlandii Północnej i wprowadził bezpośredni zarząd z Londynu, który trwał do 1998 r.

zma/PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!