"Interwencja". Gigantyczne dopłaty do ciepła. "Za rok będziemy płacić, bo powietrze nas otacza"

Polska
Interwencja
Mieszkańcy poprosili spółdzielnię o wyjaśnienia. Bezskutecznie

Niemal rok po aferze z horrendalnymi dopłatami do ciepła mieszkańców Spółdzielni Mieszkaniowej "Jagiełło" w Łodzi, która ujawniła "Interwencja" ogromne dopłaty dostali kolejni jej członkowie, tym razem rozliczający się ryczałtem. Mieszkańcy są wściekli. - Rok temu "podzielniki" miały problem, w tym roku ryczałtowcy, za rok będziemy płacić za to, że powietrze nas otacza – mówią.

W styczniu "Interwencja" zaprezentowała reportaż o rekordowych dopłatach za ogrzewanie w łódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Jagiełło". Jej władze tłumaczyły sytuację zainstalowaniem nowych podzielników ciepła i zmianą systemu naliczania opłat.

 

- Ten rachunek był rekordowy, niespotykany w takim małym mieszkaniu. To jest mieszkanie 61-metrowe, a koszt ogrzewania za ubiegły rok to jest 6220 zł. To jest aż nieprawdopodobne – powiedział Antoni Babiak, członek spółdzielni.

 

Po pokazie zawieziono ją do banku. Straciła 15 tys. zł

 

- Ja dostałam 2600 zł, a mieszkanie ma 42 metry, w dodatku w kuchni nie ogrzewam w ogóle. Zawsze miałam nadpłatę, a tu 2600 zł – dodała Alicja Raczyńska.

 

- Ja mam do zapłacenia 1800 zł, a metraż niecałe 43m2. W poprzednich latach zawsze miałam nadpłatę - wskazała Urszula Musiał.

 

- Miałem dopłaty 1850 zł. Czyli rocznie, z tym co zapłaciłem wcześniej, to koszt ogrzewania 50-metrowego mieszkania wyniósł 4250 zł – wyliczył inny lokator Bogusław Kraska.

 

Cudowne "ozdrowienie". Zabrali świadczenie na syna

 

Niecały rok później mieszkańcy zwrócili się do "Interwencji" ponownie. Okazało się, że spółdzielnia po raz kolejny zażądała gigantycznych dopłat. Jednak tym razem nie od posiadaczy podzielników, a od osób rozliczających się ryczałtowo. Są to kwoty od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych.

 

- Tak jak w zeszłym roku oberwało się osobom na podzielnikach, tak w tym roku oberwało się osobom, które są na ryczałcie. I dotychczasowe działania spółdzielni nie pozostawiają nic innego niż pytanie: kto będzie następny? Stąd to nasze dziś zgromadzenie. Gdy dostaliśmy dopłaty, oczy nam wyszły z orbit.  W zeszłym roku moje koszty ogrzewania w mieszkaniu 56-metrowym wynosiły 1300 zł, w tym roku wynoszą 3 tys. zł – powiedziała mieszkanka spółdzielni "Jagiełły" podczas spotkania lokatorów z reporterami "Interwencji".

 

WIDEO: Brakuje dokumentów, na podstawie których mogłyby być naliczane dopłaty 

 

- Ja mam rozliczenie na poziomie kosztów całkowitych 3 tys. zł, a dopłata 1700 zł z groszem, 54m2 – dodał inny mieszkaniec.

 

- Grzeję w domu elektrycznie, piecem elektrycznym i w tym roku przyszło mi 908 zł. Nie używam w ogóle kaloryfera, a metraż to niecałe 30m. W zeszłym roku przyszło mi 1972 zł – wskazał kolejny.

 

- 1400 zł dopłaty, czyli koszty mi wzrosły z 1100 na 2500 zł – dodał inny.

 

Rodzinny dramat. 84-latek i troje niepełnosprawnych dzieci w domu

 

Zbulwersowani sytuacją mieszkańcy poprosili spółdzielnię o wyjaśnienia. Niestety – nie uzyskali informacji, które pozwoliłyby im zrozumieć na jakiej podstawie wyliczono tak wysokie dopłaty.

 

- Dzwoniłem zaraz po otrzymaniu rozliczenia do spółdzielni. Żadnych sensownych informacji nie uzyskałem za wyjątkiem tego, że mam zapłacić, bo mam. Jak nie zapłacę, to będę miał zadłużenie wskutek czego mogę uzyskać nakaz sądowy, a reklamacja… Mogę składać, ale i tak nie będzie uznana, natomiast mogę się cieszyć, bo w przyszłym roku będzie drożej – stwierdził jeden z mieszkańców spółdzielni.

 

- Prawo energetyczne wyraźnie opisuje, w jaki sposób należy obliczać ryczałt i to jest średnia arytmetyczna z budynku. Czyli ogólna suma dzielona przez powierzchnię, razy powierzchnia mieszkania. W naszym przypadku tak nie było – uważa lokatorka osiedla.

 

- Odwołałem się indywidualnie reklamacją, i zostałem wezwany przez panią prezes. Nie dostałem żadnych informacji. Prezes przyprowadziła swoją koleżankę, która zajmuje się tymi rozliczeniami i to już w ogóle kulminacja tego całego kabaretu, ponieważ ta pani nie miała jakichkolwiek dokumentów, na podstawie których to wyliczyła – dodaje mieszkaniec osiedla.

 

Żałują darowizny. Syn wyrzucił ich z mieszkania

 

Władze spółdzielni nie zdecydowały się wyjaśnić sprawy przed kamerą "Interwencji".

 

- Rok temu "podzielniki" miały problem, w tym roku ryczałtowcy, za rok będziemy płacić za to, że powietrze nas otacza – ironizuje jeden z mieszkańców.

mad/Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!