Chciała pochować matkę. Na przeszkodzie stanęła tuja

Polska
"Interwencja"
Pogrzebu nie będzie, bo przy grobie rośnie tuja.

Pani Kamilla Zalińska zmarła 27 lipca. Kobieta, która była kombatantką, chciała po śmierci zostać pochowana w rodzinnym grobie obok swojej mamy. Niestety, gdy przyszło do organizacji pogrzebu okazało się, że jest to niemożliwe. Na przeszkodzie stoi rosnąca na cmentarzu tuja. Materiał "Interwencji".

Pani Elżbieta Zalińska pochodzi z rodziny kombatantów, mieszka we Wrocławiu. Zarówno jej mama - 97 letnia Kamilla Zalińska, jak i babcia w czasie II Wojny Światowej służyły w Armii Krajowej.

 

- Mama wstąpiła do Armii Krajowej. Jako, że miała tylko 15 lat, to pracowała jako kurierka. Zajmowała się tym przez całą wojnę. Nieraz opowiadała jak w lodowatej wodzie, czy przez bagna przechodziła, ukrywała się - opowiada pani Elżbieta Zalińska, córka pani Kamilli.

 

- Po wojnie mama razem z babcią, która też była kurierką AK, wstąpiła do organizacji konspiracyjnej Wolność i Niezależność. Działała w niej do 1953 roku. Wtedy została zgarnięta przez UB - wyjaśnia "Interwencji" córka.

 

W czasach Polski Ludowej, kobiety nie miała łatwego życia. Pani Kamilla nie mogła studiować, problemem było znalezienie pracy, czy otrzymanie mieszkania. O wojnie mówiła często.

Nie ma pogrzebu. Na przeszkodzie stoi tuja

- Mama zmarła 27 lipca. W zasadzie nie wiadomo, co było przyczyną, czy już nie chciała żyć, czy po prostu tak miało być. Ale to mama, każdy myśli, że będzie żyła i żyła - mówi pani Elżbieta.

 

Po śmierci kombatantki zaczęły się problemy z pogrzebem. Życzeniem pani Kamilli było zostać pochowaną przy swojej mamie, dlatego przed laty grób został specjalnie głęboko wykopany. Kobieta przez lata opłacała kwaterę. Ale, gdy przyszło do organizacji pogrzebu okazało się, że na przeszkodzie stoi tuja.

 

- Byliśmy zbulwersowani, my w ogóle nie wiedzieliśmy, że na przeszkodzie nie stoją jakieś wyższe rzeczy, tylko krzak. Ktoś posadził tuje, nie wiadomo po co, bez zezwolenia. Jeżeli cmentarz bierze pieniądze, to powinien być tam jakiś regulamin, że nie można bez zezwolenia takiego, czy innego krzaku posadzić - denerwuje się pani Elżbieta.

 

ZOBACZ: "Interwencja". Antosia zabiła sepsa. Mają żal do medyków

 

- My mamy obowiązek zapewnić miejsce. Natomiast to nie znaczy, że to ma być to miejsce, które ktoś sobie życzy. Akurat w tym przypadku pochówek miał być do grobu, który znajduje się w strefie ochronnej drzewa, wyznaczonej przez naukowców. My jesteśmy zobowiązani na podstawie postanowienia prezydenta się do tego stosować - tłumaczy Mieczysław Popławski z Zarządu Cmentarzy Komunalnych we Wrocławiu. - Są określone odległości. Ta strefa ochronna w przypadku tui jest dwa metry, jak dla każdego drzewa - dodaje urzędnik w rozmowie z "Interwencją".

 

- Twierdzą, że jest za mała odległość od krzaku do grobu, bo przyszła pani i wymierzyła 75 centymetrów - wyjaśnia pani Elżbieta. - Dzisiaj mija tydzień odkąd mama odeszła, a my nie wiemy, kiedy ona zostanie pochowana. Przecież to jest chore - podkreśla kobieta.

 

- Tuja jest ważniejsza od człowieka. My myśleliśmy, że to jest cmentarz dla ludzi, a nie dla krzaków - dodaje.

 

WIDEO - Pogrzeb okazał się niemożliwy. Na przeszkodzie stoi... tuja

 

Rodzina nie zgadza się na ekshumację

Rodzinie zmarłej kobiety zaproponowano pochówek w innym miejscu. Ciało zmarłej przed laty babci pani Elżbiety, musiałoby zostać ekshumowane i przeniesione w nowe miejsce.

 

Rodzina nie ukrywa, że jest to propozycja trudna do zaakceptowania. - Ze względu na koszty, a poza tym chcemy uszanować wolę zmarłej. Jeżeli chciała być tu pochowana, to tu będzie. Nikt jej nie powiedział, że nie będzie mogła być tu złożona - argumentuje córka pani Kamili.

 

- Rodzina nie mogła tego zakładać, bo nie ma gwarancji, że ktoś będzie mógł być w tym miejscu pochowany - podkreśla Mieczysław Popławski z zarządu cmentarza.

 

ZOBACZ: "Interwencja": Kupił samochód po zalaniu. Od lat próbuje odzyskać pieniądze

 

- Od jakiegoś czasu jest informacja, że opłata nie jest rezerwacją pochówku na kolejny okres. Płaci się za miejsce pochówku osoby, która w grobie leży - dodaje.

 

- Pani Kamilla kombatantką była od 1941. Otrzymała z Londynu trzy medale. Medal Wojska Polskiego, Brązowy Medal Zasługi z Mieczami oraz Krzyż Armii Krajowej - przekazał "Interwencji" Waldemar Kolendo ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

 

- Łącznikami to byli przeważnie młodzi ludzie, którzy nie zwracali na siebie uwagi. Najczęściej dziewczęta. I to one utrzymywały łączność z dowództwem Armii Krajowej - wyjaśnił.

 

Panią Kamillę wspominają też inni kombatanci. Chcą pojawić się na pogrzebie, zapewniona jest też asysta wojskowa.

 

- Chciałabym, żeby mama została pochowana tam, gdzie leży teraz moja babcia, a jej matka. I mama by tak chciała - kończy pani Elżbieta.

hlk/Polsat News/"Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!