Spóźniłeś się na mszę? Kościół wyjaśnia, kiedy to grzech
Spóźnienie się na mszę świętą to sytuacja, którą wielu wiernych zna z własnego doświadczenia. Ale czy jest to grzechem? Kościół Katolicki uczy, że celebracja Eucharystii ma kluczowe znaczenie dla życia duchowego, a uczestnictwo w niej w pełni wiąże się z określonymi wymaganiami. W praktyce tak naprawdę wiele zależy od intencji i nieprzewidzianych okoliczności.

Portal katolicki Niedziela oraz księża z całej Polski przypominają, że nie każde spóźnienie jest grzechem ciężkim, ale świadome lekceważenie mszy i celowe opuszczanie jej części może być poważnym zaniedbaniem duchowym. W tym kontekście istotne jest rozróżnienie między zwykłymi trudnościami wynikającymi z niespodziewanych okoliczności a wolą serca wiernego.
Co mówi Kościół o uczestnictwie w mszy świętej?
Prawo kanoniczne, na którym opiera się funkcjonowanie Kościoła katolickiego, stawia sprawę jasno.
"W niedzielę oraz w inne dni świąteczne nakazane, wierni są zobowiązani uczestniczyć we mszy świętej oraz powstrzymać się od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego" - Kan. 1247.
Uczestnictwo we mszy świętej jest więc obowiązkiem wiernych. U podstaw tego nakazu leży również trzecie przykazanie ("Pamiętaj, abyś dzień święty święcił") oraz tradycja soborowa związana z pojęciem "actuosa participatio", czyli pełnym, świadomym i czynnym udziale wiernych w liturgii.
ZOBACZ: Kościół rusza z nową akcją pomocy Ukrainie. Podano termin
Kościół wyjaśnia, że uczestnictwo we mszy oznacza zarówno fizyczną obecność, jak i aktywne zaangażowanie w modlitwę oraz słuchanie Słowa Bożego.
Czy spóźnienie to grzech?
Spóźnienie się na mszę świętą nie jest automatycznie grzechem ciężkim. Jak w rozmowie ze Stacją7 wyjaśnił ksiądz Michał Radziwiłł, "oczywiście, jak zamierzasz się srogo spóźnić, zastanów się, czy nie warto poczekać na kolejną mszę świętą. A jeśli zdarzy się raz czy drugi spóźnienie, też nie załamuj się, bo na pewno były ku temu powody. Jeśli jednak cenisz mszę świętą, albo chcesz odkryć jej wartość, zadbaj o to, żeby być na czas".
O grzechu można więc mówić dopiero wtedy, gdy spóźnienie jest świadome, celowe i wynika z lekceważenia obowiązku uczestnictwa. Jeśli ktoś napotkał realną przeszkodę np. zdrowotną czy komunikacyjną, ale mimo to starał się uczestniczyć w liturgii, wówczas zdarzenie losowe nie obciąża sumienia grzechem ciężkim.
ZOBACZ: Upolityczniony Kościół? Były jezuita wskazuje na rolę Jana Pawła II
Tłumaczy to również ksiądz Wojciech Węgrzyniak, cytowany przez portal Niedziela. "Grzechem jest notoryczne spóźnianie się na mszę św. albo przychodzenie za przysłowiową minutę, niepodjęcie pracy nad sobą, żeby poprawić taką sytuację, świadome odwlekanie wyjścia z domu, żeby nie być za długo w kościele" - mówił duchowny.
Uczestnictwo a część mszy
Istotne jest również rozróżnienie, którą część mszy wierny opuścił. Kościół uważa, że pełne uczestnictwo obejmuje zgromadzenie na początku liturgii, wysłuchanie Słowa Bożego, modlitwy Eucharystyczne oraz Komunię Świętą.
Jeśli osoba spóźniona dołączy dopiero do części modlitewnej po Liturgii Słowa, może to oznaczać, że nie miała pełnej intencji uczestnictwa, zwłaszcza gdy spóźnienie było zamierzone lub wynikło z lekceważenia obowiązku.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej