Sprawca podpalenia biura poselskiego Kempy zwolniony z zakładu psychiatrycznego

Polska
Sprawca podpalenia biura poselskiego Kempy zwolniony z zakładu psychiatrycznego
Polsat News

Sąd zwalniając ze szpitala psychiatrycznego Sebastiana K., który podpalił biuro poselskie Beaty Kempy, wziął pod uwagę informację ze szpitala i opinie biegłych, nałożył też obowiązek leczenia mężczyzny w poradni zdrowia psychicznego - powiedział rzecznik Sądu Okręgowe we Wrocławiu Marek Poteralski.

Rzecznik Sądu Okręgowe we Wrocławiu podkreślił, że sąd zastosował środek zabezpieczający wobec Sebastiana K. polegający na obowiązkowym leczeniu w poradni zdrowia psychicznego.

 

Jak mówił, sąd uwzględnił również fakt, że podejrzany może liczyć na pomoc rodziny. Poteralski zaznaczył, że postanowienie sądu jest nieprawomocne i podlega zaskarżeniu.

 

 

Ziobro: podpalił choć wiedział, że mieszkańców jest wielu

 

Podczas wtorkowej konferencji prasowej minister Ziobro odniósł się do informacji o zwolnieniu przez sąd mężczyzny.

 

Jak mówił Ziobro, Sebastian K. dopuścił się podpalenia budynku wiedząc o tym, że mieszka tam wiele osób. - Mimo to chciał wywołać wielki pożar, czyli musiał godzić się na to, że mogą spłonąć niewinne, przypadkowe osoby. Czynił to, jak stwierdził, z manifestu politycznego, politycznej nienawiści do rządzącej dzisiaj opcji politycznej - PiS, Solidarnej Polski, w tym Beaty Kempy - mówił szef MS.

 

Zdaniem Ziobry, jeśli Sebastian K. został uznany za osobę chorą psychicznie, jeśli biegli stwierdzili, że stanowi bardzo poważne zagrożenie, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż ponownie dopuści się podobnego ciężkiego przestępstwa, to "wypuszczanie takiego sprawcy na wolność jest rzeczą, która musi niepokoić". 

 

W tym kontekście minister sprawiedliwości zwrócił uwagę na niedawne wydarzenia z Gdańska, gdzie w wyniku ataku nożownika zginął prezydent tego miasta Paweł Adamowicz.

 

"Jeśli jest chory, powinien podlegać terapii"

  

Jak mówił Ziobro, Sebastian K. "albo powinien był być pociągnięty do odpowiedzialności karnej i wstępna opinia biegłych w procesie wydana była błędna, że jest on człowiekiem chorym psychicznie i stanowi realne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, albo jest tak, że to zagrożenie może stanowić i wtedy środki zabezpieczające wobec takiego sprawcy powinny być uchylane po bardzo gruntownym i wnikliwym przemyśleniu okoliczności tego strasznego zdarzenia".

 

- Jeśli jest więc chory psychicznie powinien podlegać właściwej terapii - dodał minister.

 

Dlatego - jak mówił szef MS - biorąc pod uwagę wydarzenia z Gdańska chciałby "uczulić wszystkich, że w tych sprawach decyzje wymiaru sprawiedliwości powinny zapadać po gruntownym przemyśleniu i po zasięgnięciu dodatkowych opinii biegłych, by nie było za późno i znowu ktoś nie bił w dzwony, że doszło do kolejnego strasznego wydarzenia, na którym wszyscy będziemy wylewać łzy i będziemy słusznie ubolewać nad kondycją polskiego państwa, które dopuszcza do tego, że ludzie niepoczytalni, ludzie chorzy są w stanie stwarzać bezpośrednie zagrożenie".

 

"Chciałem tę partię upokorzyć"

 

W grudniu 2017 r. w Sycowie na Dolnym Śląsku Sebastian K. podpalił biuro poselskie Beaty Kempy. Mieściło się ono w kamienicy, w której mieszkały rodziny z dziećmi. Według śledczych, pokrzywdzonych zostało 15 osób, w tym 6 dzieci.

 

Jak podała we wtorek TVP Info, mężczyzna, który wcześniej usłyszał zarzuty o charakterze terrorystycznym, został teraz zwolniony przez sąd z zamkniętego zakładu psychiatrycznego.

 

- Chciałem tę partię (PiS) upokorzyć, chciałem upokorzyć Kempę. Chciałem doprowadzić do tego, by ta partia się rozpadła - brzmią zeznania Sebastiana K., sprawcy podpalenia biura poseł Beaty Kempy, do których dotarło TVP Info. - Dodam, że mi też się nie podobają planowane zmiany w ordynacji wyborczej. Ja nie czytałem tej ustawy, ale opieram się na opiniach ekspertów, np. Borysa Budki, który krytykował te ustawy. Tak samo krytykowali te ustawy politycy PSL, Nowoczesnej i dziennikarze - zeznawał Sebastian K. przytaczany przez TVP Info.

 

- Podpalając to biuro poseł Kempy, chciałem w ten sposób wpłynąć na rząd, na parlament, na prezydenta. Chciałem, by to był dla nich sygnał, by wycofali się z tych ustawodawczych zmian. Taki był mój cel. Gdyby nie sytuacja polityczna w naszym kraju, która mi się nie podoba, ja bym się nie dopuścił tego czynu, nie podpaliłbym biura poseł - mówił mężczyzna.

 

- Zdawałem sobie sprawę, że mogło dojść do dużego pożaru, a mimo tego nie potrafiłem się powstrzymać od tego, by podpalić to biuro. Do tego stopnia nie lubię polityków PiS-u i Solidarnej Polski. Jeśli chodzi o polityków, to najbardziej szanuję Borysa Budkę. To jest prawnik. On się bardzo rzeczowo wypowiada i na temat. Ja się całkowicie utożsamiam z tym, co on mówi. Lubię też polityków partii Nowoczesna, zwłaszcza panią Pihowicz i Lubnauer. Gdyby to biuro poselskie należało do posła Budki, poseł Lubnauer czy Pihowicz, to ja bym nie dokonał takiego czynu. Ale że to biuro należało do pani Kempy, to nie miałem przed tym żadnych oporów - zeznawał. 

mta/maw/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze