Syndyk od samotnego ojca żądał 47 tys. zł za mieszkanie bez prawa własności. Sąd się nie zgodził

Polska

Ojciec samotnie wychowujący syna z zespołem Downa, wygrał proces o opłatę za użytkowanie mieszkania w Świnoujściu bez prawa własności. Syndyk domagała się od pana Stefana 47 tys. zł. Chodzi o niemal 4 lata, które upłynęły od upadłości dewelopera do podpisania aktu notarialnego. Syndyk miesięczne opłaty ustaliła na 1400 zł. We wtorek Sąd Rejonowy oddalił powództwo, syndyk może się jeszcze odwołać.

Dramat mężczyzny i jego niepełnosprawnego 26-letniego syna Mariusza z zespołem Downa rozpoczął się w 2011 roku. Wtedy za  oszczędności życia pan Stefan kupił niewielkie mieszkanie w Świnoujściu. Wcześniej mieszkał w Knurowie na Śląsku.

 

Pan Stefan w ramach przedwstępnej umowy sprzedaży zapłacił za mieszkanie 198 tys. zł - około 98 proc. całej kwoty. Potem odebrał klucze. 

 

Umowa przedwstępna nie wystarczyła

 

Jednak mężczyzna nie zdążył podpisać właściwej umowy przeniesienia prawa własności do lokalu.

 

Firma budująca blok ogłosiła upadłość. Sprawę przejęła syndyk, która uznała, że w tej sytuacji należy przejąć mieszkanie pana Stefana. Mężczyźnie i jego synowi groziła eksmisja na bruk. 

 

- Jest umowa aktu przedwstępnego, który pozwala mi mieszkać tutaj i się zameldować, ale syndyk nie chce jej respektować - tłumaczył pan Stefan.

 

Po nagłośnieniu sprawy przez dziennikarzy sąd wstrzymał eksmisję. W kwietniu tego roku pan Stefan doprowadził przed sądem do zalegalizowania swoich praw do mieszkania. Syndyk została zobowiązana do podpisania z nim aktu notarialnego.

 

- Ten akt notarialny to bardzo ważny dokument, bo on dawał mi namiastkę, że to będzie moje - mówił mężczyzna.

 

Jednak sprawa się nie skończyła, bo syndyk domagała się od pana Stefana niemal 50 tysięcy złotych za bezumowne korzystanie z lokalu w czasie, gdy trwał spór. Chodzi o niemal cztery lata od upadłości dewelopera do podpisania aktu notarialnego.

 

Syndyk, której biuro mieści się w Szczecinie, miesięczne opłaty za lokal ustaliła na 1400 złotych.

 

Ma prawo się odwołać

 

- Przyjęta kwota czynszu jest naszym zdaniem wygórowana i nieadekwatna do stawek rynkowych. W naszej ocenie to jest zachowanie nieetyczne - ocenił Paweł Woronowicz, pełnomocnik pana Stefana.

 

We wtorek, 22 stycznia Sąd Rejonowy w Świnoujściu oddalił powództwo syndyka. - Cieszę się z tego, ale jak to się skończy nie jestem przekonany - powiedział mężczyzna.

 

To dlatego, że likwidator spółki deweloperskiej ma jeszcze prawo odwołać się od tego wyroku do wyższej instancji.

paw/hlk/ polsatnews.pl, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze