Obrońca Dariusza S.: mój klient nie był szefem ochrony; ma drugą grupę inwalidzką

Polska
Obrońca Dariusza S.: mój klient nie był szefem ochrony; ma drugą grupę inwalidzką
gdansk.pl

Obrońca aresztowanego ochroniarza Dariusza S. Dawid Szachta powiedział w środę, że jego klient nie był szefem ochrony finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku. - To osoba, która ma drugą grupę inwalidzką; już teraz zniszczona przez media - dodał.

Gdański sąd uwzględnił we wtorek wniosek prokuratury o aresztowanie Dariusza S., szefa ochrony finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 13 stycznia w Gdańsku, podczas którego doszło do ataku nożem na prezydenta tego miasta Pawła Adamowicza.

 

- Jednocześnie sąd orzekł wykonywanie tego tymczasowego, trzymiesięcznego aresztu w warunkach szpitalnych ze względu na samopoczucie i stan psychiczny podejrzanego - poinformowała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

 

Gdańska prokuratura, prowadząca śledztwo ws. zabójstwa prezydenta Adamowicza, zarzuciła Dariuszowi S. dwukrotne złożenie nieprawdziwych zeznań oraz podżeganie innej osoby do złożenia fałszywych zeznań w wątku śledztwa dotyczącym identyfikatora z napisem "media".

 

Podejrzany nie przyznał się do zarzutów.

 

"Niekarany; nagrodzony przez prezydenta Gdańska"

 

- Dariusz S. w trakcie imprezy WOŚP był wyłącznie pracownikiem ochrony. Kierownikiem ds. bezpieczeństwa była inna osoba z ramienia firmy ochroniarskiej Tajfun. Na miejscu zdarzenia był również właściciel firmy ochroniarskiej. Mogę tylko potwierdzić, że Dariusz S. posiadał podpisaną umowę o pracę z firmą ochroniarską zabezpieczającą finał WOŚP - powiedział w środę Szachta.

 

Dodał, że firma Tajfun nie była informowana, że w imprezie będzie uczestniczył prezydent Gdańska.

 

- Mój klient jest osobą niekaraną, byłym policjantem, który był wielokrotnie odznaczany. Wstępnie od jego żony wiem także, że był nagradzany przez samego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza - podkreślił adwokat reprezentujący Dariusza S.

 

Oskarżony o udział w pobiciu; proces nie ruszył

 

Rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska poinformowała we wtorek, że Dariusz S. z czterema innymi osobami zaatakowali w lipcu 2016 roku mężczyznę. Uderzali go pięściami w twarz i tułów oraz kopali.

 

Całej piątce przedstawiono zarzut udziału w pobiciu zagrożony karą więzienia do trzech lat. Dariuszowi S. ponadto przedstawiono zarzut kierowania pod adresem pokrzywdzonego gróźb karalnych, za co grozi maksymalnie kara dwóch lat pozbawienia wolności.

 

Proces w tej sprawie ruszył, jednak nie odczytano aktu oskarżenia. Oskarżony Dariusz S. nie stawił się w sądzie, składając zaświadczenie lekarskie.

 

- Sąd dwukrotnie dopuszczał dowód z opinii lekarzy i dwukrotnie stwierdzono, że przez kolejne trzy miesiące ten oskarżony nie może brać udziału w postępowaniu. Ostatnia opinia z października 2018 - okres niezdolności do stycznia 2019 r. Sędzia będzie podejmował decyzję, czy ponownie badać oskarżonego celem stwierdzenia jego zdolności do udziału w procesie - poinformował we wtorek rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski.

 

"Stał się kozłem ofiarnym"


- Jego koniec kariery w policji nie był związany z tą sprawą, ale z tym, że uzyskał rentę. Ma orzeczoną drugą grupę inwalidzką. Ta sprawa z 2016 roku nie miała żadnego związku z wykonywaną przez niego pracą w policji - wskazał adwokat Dariusza S. Dodał, że prokuratura w wielu sprawach kieruje do sądu akty oskarżenia, ale one często kończą się uniewinnieniami.

 

- Uważamy, że trwa atak na mojego klienta. Stał się kozłem ofiarnym i trwa nagonka na niego ze strony prokuratury i mediów - wskazał Szachta.

 

W jego ocenie, areszt w warunkach szpitalnych został orzeczony dlatego, że pobyt jego klienta w jakichkolwiek innych warunkach byłby zagrożeniem dla jego zdrowia i życia.

 

- Konieczność jego pobytu w szpitalu związana jest z obecną kondycją psychiczną mojego klienta, ale nie tylko z tym. Nie chcę ujawniać szczegółów związanych z jego stanem zdrowia. Mój klient chorował wcześniej - dodał adwokat Dariusza S.

 

"Kierownik zabezpieczenia i szef firmy też byli na miejscu"

 

Informacje, że Dariusz S. nie stawiał się w sądzie, w którym toczy się jego proces o pobicie oraz kierowanie gróźb karalnych, a swoją nieobecność usprawiedliwiał zwolnieniami lekarskimi, pełnomocnik firmy ochroniarskiej Tajfun Łukasz Isenko skomentował słowami, że "nie ma żadnej informacji i nie jest w stanie się do tego odnieść". - Nie mogę tego komentować, w związku z tym, że toczy się postępowanie przeciwko konkretnej osobie - powiedział.

 

Zapytany, jaką funkcję w firmie sprawuje Dariusz S. odparł, że "nie jest upoważniony do komentowania". - Dariusz S. był zatrudniony w firmie, był tego wieczoru (podczas ataku na prezydenta Gdańska – red.) tam na miejscu, ale kierownik zabezpieczenia i szef firmy był (też) na miejscu i jest to pan Gracjan Wolak - wskazał. - Co do Dariusza S., nie chcę udzielać żadnych komentarzy - dodał.

 

Rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk w środę po raz kolejny potwierdziła, że z informacji posiadanych przez prokuraturę wynika, że Dariusz S. był szefem ochrony finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 13 stycznia w Gdańsku. Wawryniuk dodała, że mężczyzna był zatrudniony w agencji Tajfun na stałe.

 

W niedzielę, 13 stycznia, wieczorem Pawła Adamowicza zaatakował nożem w centrum miasta 27-letni Stefan W., który podczas finału WOŚP wtargnął na scenę. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie w zeszły poniedziałek zmarł. Paweł Adamowicz miał 53 lata, prezydentem Gdańska był od 20 lat.

 

W sobotę odbył się pogrzeb prezydenta Gdańska. Urna z prochami Adamowicza spoczęła w kaplicy św. Marcina w Bazylice Mariackiej w Gdańsku.

prz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze