"Washington Post": Trump podjął decyzję ws. Syrii wbrew opinii szefa Pentagonu i doradców

Świat
"Washington Post": Trump podjął decyzję ws. Syrii wbrew opinii szefa Pentagonu i doradców
PAP/EPA/YURI GRIPAS / POOL

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podjął decyzję o wycofaniu sił USA z Syrii wbrew opinii szefa Pentagonu Jima Mattisa i doradców wojskowych oraz ds. bezpieczeństwa - informuje w czwartek "Washington Post". Swoja decyzję Trump uzasadniał to interesami Stanów Zjednoczonych.

Prezydent, który uzasadnił nieoczekiwaną decyzję interesami Stanów Zjednoczonych, zdecydował o wycofaniu amerykańskiego kontyngentu z Syrii, mimo iż doradcy wojskowi i do spraw bezpieczeństwa narodowego już kilka miesięcy wcześniej mówili mu, że taki krok byłby "nagły i nierozsądny" - podaje "The Washington Post".

 

Trump postawił na swoim

 

"Zabiegam o to od lat, a sześć miesięcy temu, kiedy bardzo publicznie chciałem to zrobić, zgodziłem się pozostać dłużej. Rosja, Iran, Syria & inni są lokalnymi wrogami ISIS (Państwa Islamskiego - red.). My wykonujemy tam, pracę. Czas na powrót do domu & odbudowę" - oświadczył prezydent.

 

Trump dał wtedy wojskowym pół roku, a po ośmiu miesiącach nagle ogłosił, że USA wyjdą z Syrii, znowu "wbrew zdaniu tych samych doradców, którzy ostrzegali go w kwietniu, że Rosja i Iran wzmocnią swoje pozycje w Syrii, gdy tylko znikną" Amerykanie - zauważadziennik.

 

"Czy USA chcą być policjantem Bliskiego Wschodu, nie dostając NIC, a poświęcając cenne życie i biliony dolarów na ochronę innych, którzy, niemal we wszystkich przypadkach, nie doceniają tego, co robimy? Czy chcemy być tam na zawsze? Czas, żeby inny w końcu walczyli" - napisał.

We wcześniejszych tweetach Trump uzasadnił swoją decyzję o natychmiastowym wycofaniu ok. 2 tys. żołnierzy amerykańskich z Syrii "całkowitym zwycięstwem nad Państwem Islamskim".

 

"Trump pozbywa się ostatniego z doradców"

 

"The Washington Post" zwraca jednak uwagę, że przeciwnikiem wycofania sil z Syrii był przede wszystkim szef Pentagonu, emerytowany generał Jim Mattis, który niegdyś należał do najbardziej wpływowych doradców prezydenta.

 

Według "WP" ogłoszenie decyzji w sprawie Syrii było wręcz "oczywistą naganą dla ministra obrony", który przekonywał, że mały kontyngent amerykański powinien zostać w Syrii, ponieważ jego "misja antyterrorystyczna nie jest zakończona" - pisze dziennik, powołując się na rozmowy z obecnymi i byłymi członkami administracji Trumpa.

 

Zdaniem rozmówców "WP" prezydent będzie chciał się pozbyć Mattisa, ostatniego z grona doradców, których - jak pisze dziennik - Trump nazywał niegdyś "swoimi generałami".

 

Z administracji odeszli już dwaj byli doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn i H.R. McMaster, szef kancelarii prezydenta John Kelly opuści Biały Dom z końcem roku, a Mattis został zmarginalizowany - konkluduje waszyngtoński dziennik.

 

Krytyczna reakcja w Kongresie

 

Ogłoszona w środę decyzja prezydenta wywołała krytyczne reakcje w Kongresie, w tym wśród ustawodawców z Partii Republikańskiej. "Amerykańskie wyjście (z Syrii) w tym czasie byłoby wielką wygraną dla IS, Iranu, (prezydenta Syrii) Baszara el-Asada i Rosji" - ocenił jeden z wpływowych senatorów tego ugrupowania Lindsey Graham. Dodał, że w takim przypadku "będzie trudniej o rekrutację przyszłych partnerów chcących walczyć z radykalnym islamem".

 

Kontrowersje budzi jednak głównie czas ogłoszenia decyzji. Od kilku dni operacją wojskową na terytoriach na północy Syrii, kontrolowanych przez dowodzone przez Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), grozi prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. W regionie tym stacjonują amerykańskie wojska, wspierając Kurdów, na których spoczywa znaczna część walki z dżihadystycznym IS.

 

Niektórzy obserwatorzy łączą wycofanie wojsk USA z ogłoszeniem we wtorek, że Departament Stanu USA poinformował Kongres o swej zgodzie na sprzedaż Turcji rakiet Patriot wraz z niezbędnym dodatkowym sprzętem w ramach kontraktu o szacunkowej wartości 3,5 mld USD.

 

SDF ostrzega, że wycofanie się amerykańskich wojsk z Syrii spowoduje, iż powstanie tam "polityczna i militarna próżnia", co będzie miało "niebezpieczne reperkusje" dla stabilizacji w regionie.

 

Z kolei rosyjski prezydent Władimir Putin oświadczył w czwartek na dorocznej konferencji prasowej, że obecność sił USA w Syrii nie jest potrzebna; określił ją jako niezgodną z prawem. Decyzja prezydenta Trumpa o wycofaniu tych sił jest słuszna - oznajmił.

 

Putin powiedział też, że zgadza się z Trumpem, jeśli chodzi o zwycięstwo nad Państwem Islamskim w Syrii, ale ostrzegł, że Rosja dostrzega wielkie niebezpieczeństwo przenikania grup terrorystycznych z Syrii do innych regionów.

las/ ked/ prz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze