Córka miała kartę EKUZ, ale rodzice zapłacą za leczenie we Francji 140 tys. zł

Polska

10-letnia Samanta z Radomia jeszcze dwa miesiące temu była zdrową, pełną życia dziewczynką. Pomagała innym, była wolontariuszką. Niestety, w wakacje zdiagnozowano u niej białaczkę. Dziś Samanta walczy o życie, a jej rodzice potrzebują pomocy. Muszą bowiem pokryć część kosztów leczenia we Francji, gdzie nowotwór zaatakował. Brakuje 140 tys. zł.

- Dziecko, które nie ma przeziębień, z którym nie ma problemów, które jest aktywne fizycznie i taka choroba... To jest aż niewiarygodne - opowiada pani Sylwia.

 

Jej córka Samanta była wzorową uczennicą. 15 lipca pojechała z dziadkiem do Francji do rodziny w nagrodę za bardzo dobrą naukę. 10-latka nie była nigdy chora. We Francji nagle poczuła się źle. Zaczęła boleć ją głowa, wymiotowała. Dziewczynka po kilku dniach trafiła do szpitala w Tuluzie. Lekarze postawili szokującą diagnozę: białaczka.

 

"Muszę być silna, muszę walczyć dla Samanty"

 

- Najważniejsze, żeby wyzdrowiała, żeby wszystko przeszła łagodnie, ale już po pierwszym miesiącu wiem, że nie będzie lekko. Nie da się z tym pogodzić, przychodzą takie myśli: dlaczego? Wiem, że muszę być silna, że muszę walczyć dla Samanty, że nie mogę pokazać, że się boję, bo wiem, że ona nie może się bać - rozpacza pani Sylwia.

 

- Zaczęło się, gdy poszliśmy na basen i cały czas bolała mnie głowa, nic nie chciałam robić, tylko leżeć w łóżku - wspomina Samanta.

 

Pani Sylwia natychmiast poleciała do Francji. Po kilku dniach leczenia dziewczynka miała samolotem rejsowym wrócić do Polski, aby kontynuować leczenie. Niestety, na lotnisku Samanta poczuła się tak źle, że musiała natychmiast rozpocząć chemioterapię we Francji.

 

- Mieliśmy rozpocząć w 8. dobie chemioterapię w Polsce, ale zaczęliśmy pierwszą chemię we Francji. A podczas chemii nie ma mowy, by wrócić do Polski - tłumaczy pani Sylwia.

 

Trzeba pokryć 20 procent kosztów leczenia 

 

Po prawie dwóch miesiącach pobytu we Francji, 5 września Samanta sama z ratownikiem medycznym przyleciała do Polski na koszt polskiego NFZ. Tu przeszła kolejny etap leczenia, kolejną chemioterapię.

 

- To był tak mały samolot, przeżyłam największy stres w życiu, ale wiedziałam, że nie mogłam nic powiedzieć, by Samanta się nie stresowała - wspomina pani Sylwia.

 

Teraz kobieta czuwa przy dziecku dzień i noc, a mąż pani Sylwii - pan Dariusz opiekuje się 3-letnim Oskarem i 5-letnią Roksaną. Musiał zamieszkać u swoich rodziców pod Radomiem, bo rodzeństwo przez najbliższy rok musi być odizolowane od Samanty.

 

Samantę czeka skomplikowane leczenie, rozłąka z bliskimi, a rodziców trud kosztów leczenia. Choć Samanta posiadała kartę EKUZ, Narodowy Fundusz Zdrowia pokryje tylko 80 procent kosztów leczenia we Francji. Resztę, czyli 140 tys. zł muszą pokryć rodzice.

 

- Polak we Francji podlega prawu obowiązującemu we Francji. A Polska jest jedynym krajem, gdzie nie ma współpłacenia. Dlatego we Francji, w leczeniu szpitalnym, Polak jest zobowiązany pokryć 20 procent kosztów leczenia. Jako kraj UE nie mamy żadnego wyjścia z tej sytuacji - tłumaczy Andrzej Troszyński z Mazowieckiego Oddziału NFZ.

 

Zbiórka pieniędzy

 

Pomóc rodzinie stara się wiele osób. Pieniądze zbierają rodzice i dzieci ze szkoły, do której chodzi Samanta. Ale potrzeby są wciąż ogromne.

 

- Liczę na pomoc ludzi. Nie ważne, czy ktoś nam pomoże mało czy dużo. Z tych kamyczków uzbiera się cała ta suma - wierzy pani Sylwia.

 

Przed Samantą długie i wyczerpujące leczenie, a dziewczynka już marzy, by wrócić do szkoły.

 

- Samanta, wracaj jak najszybciej, każdy za tobą tęskni - przekazał przed naszą kamerą jeden z uczniów.

 

Interwencja

dk/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze