Słowacki przewodnik miał szarpać Polkę prowadzącą turystów na Gerlach

Polska
Słowacki przewodnik miał szarpać Polkę prowadzącą turystów na Gerlach
commons.wikimedia.org/public domain

- Szarpał mnie i wywrócił na skały. Jedną ręką osłaniałam komórkę, a drugą trzymałam się liny - twierdzi 45-letnia Polka, która prowadziła turystów na Gerlach (2655 m n.p.m.). Do niebezpiecznej sytuacji miało dojść na stromej ścianie w rejonie Batyżowieckiej Próby. Według relacji kobiety, Słowak miał ją wcześniej wyzywać i krzyczeć, że "bydło z Polski nie ma prawa prowadzić turystów na Gerlach".

Sytuację, do której doszło w sobotę w słowackich Tatrach, opisały "Gazeta Krakowska" i słowacki portal sme.sk. Zdarzenie wyjaśnia słowacka policja, która potwierdza, że doszło do szarpaniny pomiędzy 45-letnią Polką o imieniu Klaudia a Słowakiem.

 

Uciekała po metalowej drabince

 

Pani Klaudia i prowadzone przez nią turystki były na niedużym progu skalnym na wysokości ok. 2250 m n.p.m.  w rejonie Batyżowieckiej Próby w zachodnich zboczach masywu Gerlacha. W tym momencie miał ją zwyzywać znajdujący się w pobliżu słowacki przewodnik. Kobieta zrobiła mu zdjęcie, co jeszcze bardziej miało go zdenerwować.

 

Według jej relacji, mężczyzna zaczął ją szarpać i próbował wyrwać jej komórkę. Kobieta zaczęła uciekać w górę po metalowej drabince, która prowadzi wzdłuż niemal pionowej skały. Słowak miał ją dogonić i ponownie szarpać.

 

- Znów doszło do szarpaniny. Gdyby kobieta odpadła od ściany, zginęłaby - powiedziała portalowi sme.sk Jana Migaľová, rzeczniczka policji z miasta Wysokie Tatry. Dodała, że jeśli wersja wydarzeń przedstawiona przez polską przewodniczkę zostanie potwierdzona przez policję, to Słowakowi może grozić 8 lat więzienia.

 

Realne ryzyko

 

- Ciężko bronić się w tak urwistym miejscu, szczególnie że jedną ręką osłaniałam komórkę, a drugą trzymałam się liny. Później ten człowiek odpuścił i poszedł w dół - powiedziała pani Klaudia w rozmowie z "Gazetą Krakowską".

 

Jednak na tym zdarzenie miało się jeszcze nie zakończyć. Przewodniczka twierdzi, że Słowak po chwili zawrócił i gdy znów była na półce skalnej złapał za jej plecak, przewrócił ją i zaczął bić po głowie, próbując odebrać komórkę. Przestał, gdy kobieta zahaczyła go "rakami" swoich butów.

 

- Priorytetem jest bezpieczeństwo moich klientów i dobra atmosfera w górach, dlatego wierzę, że słowacka policja należycie zajmie się sprawą, a napastnik wyciągnie z niej odpowiednie wnioski - powiedziała przewodniczka.  Jak wyjaśniła, jej dwie klientki były asekurowane linami i nim im nie groziło. Istniało jednak ryzyko, że jeśli słowacki przewodnik spadnie wraz ze swoimi klientami w przepaść i pociągnie ją za sobą, bo nie był nigdzie przypięty.

 

Sprzeczne przepisy

 

Słowackie przepisy wymagają, aby osoby prowadzące turystów na Gerlach posiadały uprawnienia międzynarodowe (licencja IVBV). Jak informuje portaltatrzanski.pl - Polka ich nie miała. Mogła jednak prowadzić turystów na podstawie karty EPC (Europejska Legitymacja Zawodowa), która pozwala świadczyć usługi przewodnikom górskim (którzy mają uprawnienia w swoim kraju - red.) na terenie całej Unii Europejskiej.

 

Jest to sprzeczność wewnętrznych przepisów słowackich z prawem unijnym, które daje pole do różnych interpretacji.

 

Według danych TANAP (Słowacki Park Narodowy - red.), 70 proc. wszystkich wyjść z przewodnikiem w Tatrach słowackich to wejścia na Gerlach. Słowaccy przewodnicy dzięki temu zarabiają, a Polacy są dla nich konkurencją - twierdzi portaltatrzanski.pl.

 

Gazeta Krakowska, portaltatrzanski.pl, sme.sk, polsatnews.pl

paw/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze